Reklama

(Easy) Captur skazany na sukces? Ceny od 66 900 złotych

Nazwy Captur firma Renault użyła po raz pierwszy w roku 2011, prezentując na salonie w Genewie koncepcyjnego crossovera. Dwa lata później przedstawiono tak nazwany nowy model bazujący na Clio.

Captur był następcą Modusa, który cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem, a dziś prawie nikt już o nim nie pamięta. Trudno dziś w to uwierzyć, ale Captur miał w chwili debiutu właściwie tylko jednego konkurenta w segmencie - swojego kolegę z grupy Renault-Nissan, model Juke. Jeżeli dobrze poszperać, można wymienić jeszcze Kia Soul.

Dziś w gronie crossoverów segmentu B można naliczyć co najmniej 20 modeli. Nie ma zatem cienia przesady w stwierdzeniu, że Captur był jednym z pionierów segmentu. W ciągu minionych sześciu lat rywali przybywało, a sprzedaż Captura wciąż rosła, by w roku 2018 osiągnąć poziom ponad 310 000 sztuk, półtora miliona od początku produkcji. To pokazuje, jak bardzo urósł w ostatnich latach segment crossoverów.

Reklama

Nie inaczej było w Polsce. Captur od początku cieszył się na naszym rynku dużą popularnością. Sześć lat to jednak długi okres w życiu modelu samochodu. Na tyle, aby nieco opatrzył się na ulicach i... trochę znudził.

Nadszedł czas na następcę, który właśnie wjeżdża do salonów francuskiej marki. Trzeba od razu podkreślić, że nie jest to żaden face lifting, ale zupełnie nowy samochód, zbudowany na nowej platformie CMF-B, lżejszej od poprzedniej i zapewniającej lepszą aerodynamikę spodu pojazdu, co daje niższe zużycie paliwa i niższy o 2 decybele poziom hałasu. Jest ona przystosowana zarówno do napędu klasycznego, jak i hybrydowego.

Captur to dla Renault samochód ważny, model globalny, oferowany na ponad 70 rynkach, także na tym najważniejszym czyli chińskim. I od razu trzeba powiedzieć, że skoro poprzednik odniósł sukces i zdobył świetną reputację, nie ma powodu, aby z następcą miało być inaczej. 

Nowy Captur jest pojazdem dopracowanym, dojrzałym, zaprojektowanym bardzo starannie i z prawdziwie francuskim wyczuciem smaku, zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Jak każdy współczesny model, będzie oferowany w wielu wariantach wyposażenia i układu napędowego.

Zgodnie z dzisiejszymi tendencjami otrzymał bardziej atletyczne i muskularne nadwozie, które wyraźnie nawiązuje do poprzednika, ale jednocześnie wygląda bardziej nowocześnie. Chromowane listwy po bokach i szersze tylne błotniki podkreślają dynamiczną i ekspresyjną sylwetkę. W przednich zderzakach przewidziano otwory, które poprawiają przepływ powietrza i zapewniają redukcję zużycia paliwa i emisji CO2.

Elementem wyróżniającym Captura są przednie światła do jazdy dziennej oraz tylne lampy w kształcie litery C, charakterystyczne także dla innych modeli Renault.

Prawdziwą rewolucję przeszło wnętrze samochodu, które bardzo przypomina kabinę zaprezentowanego późną wiosną modelu Clio. I nic dziwnego, bo obydwa modele mają ze sobą wiele wspólnego. Materiały we wnętrzu i jakość wykończenia są na wysokim poziomie. W środku mamy wiele miłych dla oka i miękkich w dotyku elementów. Renault chwali się największymi ekranami w klasie. 

Gdy dotarliśmy do tablicy rozdzielczej, tu zaczynają się rozterki. Centralny ekran umieszczony jest, podobnie jak w Clio, bardzo wysoko. Można się zastanawiać, czy nie za wysoko. Wygląda jak tablet o proporcjach zbliżonych do kwadratu przyklejony do konsoli środkowej. Takie rozwiązanie pewnie nie wszystkim się spodoba. Jest oryginalne i charakterystyczne dla marki Renault, ale czy wygląda dobrze - niech każdy sam oceni.

Od co najmniej 10 lat styliści popisują się kreatywnością w tym temacie. Wymyślają różne rozwiązania, począwszy od ekranów zgrabnie wbudowanych w konsolę centralną i tworzących z nią integralną całość, aż po jakby osobne tablety, sprawiające wrażenie pochodzących z innej bajki elementów.

Rozwiązanie zastosowane w Capturze, a także w Clio jest zdecydowanie bliżej tej drugiej koncepcji. O gustach podobno się nie dyskutuje, ale o funkcjonalności i bezpieczeństwie z pewnością tak. Wyżej umieszczony ekran, bliżej linii wzroku kierowcy, być może mniej odwraca uwagę od tego, co dzieje się na drodze, ale czy sam swoim rozmiarem i natłokiem informacji nie za bardzo absorbuje uwagę, zmniejszając tym samym bezpieczeństwo?

Ten spór zapewne pozostanie nierozstrzygnięty, a inżynierowie i styliści będą nadal wymyślać coraz to nowe rozwiązania. Tak czy inaczej, wypada docenić francuski styl.

Sterowanie funkcjami jest wygodne, chociaż jak w każdym współczesnym samochodzie wymaga przyzwyczajenia. Gdy jednak już dogadamy się z nowym Capturem, obsługa będzie intuicyjna. Do obsługi klimatyzacji służą trzy pokrętła. Szereg innych funkcji obsługujemy przyciskami znajdującymi się pod ekranem. Na szczęście, bo u niektórych konkurentów znalezienie w menu tego, co akurat nas interesuje, to konieczność długotrwałych poszukiwań i całe długie sekundy spędzone ze wzrokiem na ekranie, zamiast na drodze.  

Captur wyraźnie urósł i oferuje teraz więcej miejsca w środku. Ergonomia kokpitu jest bardzo dobra. Fotele są wygodne, a pozycja za kierownicą wysoka, jak na crossovera przystało. Gruba, wygodna kierownica bardzo dobrze leży w dłoniach. Kolejny plus to duże schowki w kokpicie o łącznej pojemności aż 27 litrów.

Captur chwali się największym bagażnikiem w klasie. 536 litrów to rzeczywiście imponująca wartość na tle konkurencji. Tylna kanapa jest nie tylko składana, ale i przesuwana. 

Klienci będą mieli do wyboru 9 kolorów nadwozia i 4 kolory dachu. Captur oferuje bardzo bogate możliwości personalizacji. Na konsoli centralnej przewidziano ładowarkę indukcyjną do smartfona i dwa porty USB, a kolejne dwa mają do dyspozycji pasażerowie tylnej kanapy.

System Easy Link jest kompatybilny z Android auto i Apple Car play. Samochód ma stałe połączenie z internetem. Opcjonalnie oferowane jest nagłośnienie Bose z 9 głośnikami i subwooferem w bagażniku.

Dynamika jest zadowalająca w wersji z silnikiem 100-konnym, co najmniej dobra w modelu o mocy 130 KM, a bardzo dobra z najmocniejszą, 155-konną jednostką. Automatyczna skrzynia biegów działa dobrze, chociaż jak niemal każda współczesna przekładnia lubi jazdę na wysokim biegu przy niskich obrotach, co nie każdemu odpowiada. Ale wiadomo - ekologia rządzi...

W wersji z najsłabszą jednostką, już przy średnich obrotach nietrudno odgadnąć liczbę cylindrów (trzy). Jej brzmienie jest irytujące, jak w każdym podobnym silniku, a im wyżej go kręcimy, tym bardziej. Zapewne jednak ta właśnie wersja będzie najczęściej wybierana przez klientów, którzy będą musieli przyzwyczaić się do radosnego terkotu trzech cylindrów. O ile już tego nie zrobili.

Captur prowadzi się neutralnie i przewidywalnie. Konstruktorom układu jezdnego udało się stworzyć dobry kompromis pomiędzy komfortem i precyzyjnym prowadzeniem. Zawieszenie jest zestrojone w sposób, który powinien przypaść do gustu większości kierowców, nie za miękko, nie za twardo. Układ kierowniczy jest precyzyjny. Płynnie i bez hałasu wybiera nierówności nawierzchni.

Ideał? Nie do końca. Jak w większości crossoverów, wysokie nadwozie jest podatne na boczne podmuchy wiatru. Przy większych szybkościach trzeba trochę powalczyć z samochodem o utrzymanie go na pasie ruchu. W samochodzie jak w życiu - nie ma nic za darmo.

Zestaw systemów wsparcia kierowcy nosi nazwę Easy Drive i obejmuje między innymi system automatycznego parkowania z zestawem kamer 360 stopni.

Podobnie, jak starsza o pół roku siostra czyli Clio, także Captur może być wyposażony w układ jazdy autonomicznej drugiego stopnia zwany Easy Pilot. Dostosowuje on szybkość do pojazdu jadącego przed nami, hamuje i zatrzymuje się (na przykład w korku), a także przyspiesza tak jak on. Utrzymuje też samochód pośrodku pasa ruchu. Gdy poprzedzający nas pojazd znika za zakrętem, układ odpowiednio reaguje, analizując kąt skrętu kół. Sprawdziliśmy to dla naszych czytelników. System działa całkiem dobrze i przewidywalnie.

Ceny Captura zaczynają od 66 900 złotych za podstawową wersję ZEN ze 100-konnym silnikiem benzynowym, co jest ceną atrakcyjną, ale jak w każdej marce, aby móc naprawdę cieszyć się walorami samochodu i tym, co oferuje, trzeba zapłacić sporo więcej. Bardzo dobrze wyposażona wersja Intens z silnikiem 130-konnym będzie kosztować 84 900 złotych, a do automatu trzeba będzie dorzucić 7 000, ale wtedy, gdy dołożymy jeszcze 2 000, otrzymamy naprawdę dynamiczną wersję 155 KM. W ofercie znajdzie się 100-konny silnik z instalacją gazową LPG, 2 000 złotych droższy od wersji podstawowej.

Chociaż w poprzedniej generacji Captura mniej 1 na 100 klientów wybierał silnik wysokoprężny, Renault twierdzi, że diesel nie umiera, a ponieważ wielu konkurentów go nie oferuje, chce wypełnić tę niszę. Dlatego Captur będzie oferowany ze 115-konnym dieslem Blue dCi, którego ceny będą zaczynać się od 78 900 złotych.

W roku 2020 gama zostanie uzupełniona o hybrydę plug in z zasięgiem do 65 km z napędem elektrycznym. Układ będzie wyróżniał się na tle konkurencji szybszym odzyskiwaniem energii. Renault ze zrozumiałą dumą podkreśla, że w pracach nad tym układem wykorzystano doświadczenia z konstrukcji systemu KERS w Formule 1.

Czytelnicy zauważyli zapewne, że słowo "Easy" powtarza się wiele razy w tym tekście. Jest to słowo - klucz, gdy rozmawiamy o nowym Capturze, podobnie zresztą jak w przypadku innych modeli Renault. A zatem uwaga - nowy Easy Captur wyjeżdża na podbój rynku i właściwie jest skazany na sukces!   

Grzegorz Gac

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy