Reklama

BMW 740Ld xDrive... idzie pod prąd

Testowane BMW ma tyle wspólnego z elektromobilnością, że... idzie pod prąd. Ma pod maską świetny silnik wysokoprężny i w żywe oczy kpi sobie z powszechnej elektrorewolucji.

Reklama

Czytanie o limuzynach dla prezesa staje się nudne. Ten oklepany scenariusz rozpoczynający się od prezentacji prawego tylnego fotela, potem płynne przejście w opis najwyższej jakości materiałów, obszerna lista wyposażenia dodatkowego, kilka słów na temat rewelacyjnych osiągów, potem wzdychanie nad ceną i tłumaczenie, że prezesi nie zaprzątają sobie nią głowy, bo ich księgowego interesuje raczej wysokość raty leasingowej.

W garniturze czy w... dresie?

Reklama

Jakieś 15 lat temu zdałem sobie sprawę, że to wszystko to jedna wielka bzdura. Właśnie wtedy zobaczyłem na zdjęciu uśmiechniętego Samuela L. Jacksona, który w dresie Adidasa opierał się o swojego nowego Maybacha. Ten gość nie jest prezesem. On po prostu ma kasę, więc kupuje i wybiera to, co mu się podoba. Proste? I tak to moi drodzy działa. Takie samochody są projektowanie nie dla prezesów, tylko dla ludzi o odpowiednim statusie majątkowym. Jeśli jest taka potrzeba, użytkownik superlimuzyny wbije się na chwilę w garnitur. Ale nie będzie się krępował tym, żeby w krótkich spodenkach podjechać do najbliższego sklepu po bułki. Oczywiście jeśli jest normalny i prowadzi szczęśliwe życie.

Wiadomo, że pewna grupa luksusowych limuzyn faktycznie trafia pod biura prezesów i jeżdżą nimi prywatni kierowcy, ewentualnie ochroniarze. Ale ci prezesi prawdopodobnie nie lubią samochodów i jest im generalnie obojętne czym jeżdżą. Ważne jedynie żeby samochód zaliczał się do określonej grupy i był wymieniany na nowy co 2-3 lata.

Statystycznie... nie wiedzą, co mają

I jeszcze jedna ciekawostka z życia wzięta. Rozmawiałem kiedyś z doświadczonym sprzedawcą luksusowych limuzyn. Zdradził mi, że ponad połowa użytkowników tych samochodów najzwyczajniej w świecie nie ogarnia ich dodatkowego wyposażenia. Owszem, zamawiając go nierzadko podnoszą cenę zakupu o połowę, ale później z niego nie korzystają. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje