Reklama

Autostrada 107

O trojaczkach z Kolina, jak określa się peugeota 107, toyotę aygo i citroena C1 napisano już sporo.

Tym razem "wyrwaliśmy" jednego z nich z naturalnego, miejskiego środowiska i sprawdziliśmy, jak sobie poradzi w miejscu, do którego pozornie nie pasuje. Na autostradzie.

Nasz mały peugeot napędzany był 68-konnym silnikiem 1.0. Jest to benzynowa, trzycylindrowa jednostka produkcji Toyoty. Współpracował on ze zautomatyzowaną 5-stopniową przekładnią 2tronic. Ciekawostką jest fakt, że w trybie manualnym bieg zmienia się na wyższy przez pociągniecie dźwigni do siebie, zaś redukuje poprzez popchnięcie jej do przodu. Jest to układ znany z samochodów rajdowych, odwrotny do stosowanego powszechnie w cywilnych pojazdach.

Reklama

Pomimo obaw, na trasie samochód spisał się bardzo dobrze. Z przodu jest sporo miejsca nawet dla wysokich pasażerów. Długa podróż nie jest problemem, pod warunkiem, że fotele odsuniemy maksymalnie do tyłu, co ogranicza do "zera" przestrzeń na nogi pasażerów tylnej kanapy. Bagażnik przypomina raczej wąską szparę miedzy szklaną klapą a tylnymi fotelami. Pod jego podłogą znajduje się pełnowymiarowe koło zapasowe. Jedyne, na co może narzekać pasażer jadący z przodu, to brak uchwytów do trzymania się. Przy odsuniętym fotelu łokciem trafimy w słupek boczny zamiast w mikropodłokietnik na drzwiach. Ponieważ nie ma nawet uchwytu nad drzwiami, przy dynamicznej jeździe pozostaje trzymać się... za głowę.

A z dynamiczną jazdą mały lew radzi sobie bardzo dobrze. Szeroko rozstawione w narożnikach nadwozia koła sprawiają, że samochód nieźle się prowadzi, choć zautomatyzowana przekładnia mogłaby szybciej zmieniać biegi. To rozwiązanie ułatwia raczej jazdę miejską. Poza miastem można po prostu wcisnąć pedał gazu do oporu, wtedy już na drugim biegu osiągniemy 90 km/h, na trzecim 130. To maksymalna prędkość z jaką można się poruszać po autostradach naszego kraju.

Ponieważ jednak podróżowaliśmy z Krakowa do Szczecina przez Niemcy (tak, tak, to najszybsza trasa), a samochód sprawiał wrażenie, że nie tylko może, ale i chce pojechać trochę szybciej, nie zdejmowaliśmy nogi z gazu aż do "zamknięcia" licznika.

Przy takiej prędkości mały samochód na wąskich oponach nie prowadzi się jednak najlepiej. Problem stanowią nierówności nawierzchni (a takowe zdarzają się także u naszych zachodnich sąsiadów), podmuchy bocznego wiatru i zawirowania powietrza wokół wyprzedzanych ciężarówek. A w kabinie robi się bardzo głośno...

Nasza "107" z wyjątkiem skrzyni 2tronic i elektrycznych szyb była wersją bazową. Nie posiadała obrotomierza, a jedynie prędkościomierz z zestawem kontrolek i małym wyświetlaczem podającym aktualny bieg oraz ilość paliwa w baku. Ten ostatni wskaźnik przypomina nieco wyświetlacz komórki ukazujący poziom naładowania baterii. Nie jest, niestety, precyzyjny. W jednej chwili wskaźnik pokazuje 2 kreski, czyli 1/3 baku, by sekundę później informować, że to już rezerwa i trzeba zacząć rozglądać się za stacją. A należy brać pod uwagę, że podczas ostrej i szybkiej jazdy spalanie jest wyższe niż obiecywane przez producenta 4,6 l/100 km.

Podsumowując. Peugeot 107 to mały, typowo miejski samochód, potrafiący jednocześnie dawać przyjemność z jazdy i sprawnie przemieszczać się, choć bez zbytniego komfortu na dłuższych trasach.

Cena podstawowej wersji to 31 800 zł - tyle samo, co citroena C1. Aygo jest trochę droższe. Ceny zaczynają się od 33 700 zł. Ale w tym wypadku płaci się chyba za... logo Toyoty. (ACH)

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Peugeot 107 | autostrada

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy