Reklama

Rząd obiecał zwolnienie z akcyzy "elektryków", a dalej trzeba ją płacić!

Rok temu, 22 lutego 2018 roku, w życie weszła zapowiadana od dłuższego czasu ”ustawa o elektromobilności”, która zakładała między innymi zwolnienie aut elektrycznych z akcyzy. Co z tego wyszło?

W rzeczywistości chodzi o cały pakiet przepisów mających przyczynić się do upowszechnienia w Polsce samochodów elektrycznych. Przypominamy, że jeszcze w 2016 roku przedstawiciele Ministerstwa Energetyki kreślili "plan rozwoju elektromobilności", w ramach którego do 2025 roku po naszych drogach poruszać się miał milion samochodów elektrycznych.

Reklama

Obecnie od tego ambitnego celu dzieli nas już tylko jakieś... 997 tys. pojazdów. Niestety, nic też nie wskazuje na to, by ogromne zaległości udało się szybko nadrobić. Od 1 stycznia dealerzy mają jednak poważne problemy z rejestracją aut elektrycznych. Dlaczego?

Jednym z głównych założeń ustawy o elektromobilności było zwolnienie elektrycznych samochodów z podatku akcyzowego. Chociaż sam pakiet ustaw wszedł w życie blisko rok temu, akcyzę i tak trzeba było płacić na starych zasadach. Polski plan zaakceptować musiała bowiem Komisja Europejska. Ostatecznie unijni urzędnicy przystali na taką propozycję i - od połowy grudnia 2018 roku - samochody elektryczne oficjalnie zwolnione są w Polsce z podatku akcyzowego. Tyle tylko, że aby taki pojazd zarejestrować niezbędne jest... zaświadczenie z Urzędu Skarbowego o uiszczeniu podatku!

Nie, to nie żart. By przygotować się na nową sytuację władze (i urzędy skarbowe) miały blisko rok! Mimo tego, dealerzy którzy chcą zarejestrować w Polsce nowy samochód elektryczny rozkładają ręce. Decyzja w sprawie zwolnienia z akcyzy leży bowiem w gestii naczelników poszczególnych urzędów. Sami importerzy zdążyli dostosować dokumentację do nowych wymagań, chociaż wymagało to od nich np. tłumaczeń wszelkich badań homologacyjnych potwierdzających, że dany model rzeczywiście ma elektryczny napęd.

O kwestie związane z rejestracją elektrycznych pojazdów zapytaliśmy kilku importerów. Informacje dotyczące dużej swobody w interpretacji nowych przepisów przez skarbówki potwierdzili m.in. przedstawiciele Jaguara, Hyundaia i Volkswagena.

W teorii, po dostarczeniu kompletu dokumentów, naczelnik urzędu skarbowego ma 7 dni na wystawienie zaświadczenia, że dany pojazd jest zwolniony z podatku akcyzowego. Tak dzieje się np. w przypadku Mokotowa, gdzie uzyskanie stosownej dokumentacji w terminie nie jest problemem. Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. Naczelnicy poszczególnych urzędów skarbowych "luźno" interpretują brzmienie przepisów o zwolnieniu z podatku elektrycznych samochodów. Część wymaga np. opłacenia podatku na starych zasadach...

Tomasz Tonder z Volkswagen Polska przyznaje, że - by przyspieszyć całą procedurę - firma zdecydowała się opłacać akcyzę na starych zasadach, a dopiero później starać się o jej zwrot. Taki schemat działania potwierdzają też przedstawiciele Hyundaia. "Urzędy celne wymagają opłacenia akcyzy. Później trzeba składać wnioski o jej zwrot w urzędzie skarbowym" - deklarują.

Nasze informacje potwierdza też Maciej Mazur - Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. Organizacja już 11 stycznia wystosowała do Ministra Energii - Krzysztofa Tchórzewskiego - prośbę o wyjaśnienie, czy opisaną w komunikacie Ministerstwa z 20 grudnia 2018 roku "zgodę" i "przekazanie polskiej stronie stanowiska Komisji Europejskiej" można uznać za "ogłoszenie pozytywnej decyzji o  zgodności pomocy publicznej przewidzianej w tych przepisach ze wspólnym rynkiem" lub za "stwierdzenie przez Komisję Europejską, że przepisy te nie stanowią pomocy publicznej".

W odpowiedzi udzielonej przez Ministerstwo Energii można było przeczytać, że "Zgodnie z zapisami tych dokumentów preferencja podatkowa dla pojazdów hybrydowych typu plug-in będzie obowiązywała do 1 stycznia 2021 roku. Korzystna stawka amortyzacji stosowana będzie dla pojazdów elektrycznych oddanych do użytkowania po 18 (!) grudnia 2018 roku".

Skala problemu nie jest duża, bo popyt na elektryczne pojazd w naszym kraju liczyć można w promilach. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo blisko roku, jaki mija właśnie od wejścia w życie nowej ustawy, urzędnicy zdają się być "zaskoczeni" jej treścią...

Paweł Rygas


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama