Reklama

Kia EV6 w podróży - czy elektryk na autostradzie ma sens?

Ruszamy w podróż zupełnie nowym elektrykiem Kii, aby przekonać się czy swobodne podróżowanie po Europie samochodem na prąd, jest już możliwe, czy też nadal wiąże się z niejednym wyrzeczeniem. Naszą wyprawę rozpoczynamy... w najnudniejszy możliwy sposób. Ale pozwoli nam to odpowiedzieć na jedno z najważniejszych pytań.

To że elektryk świetnie nadaje się do miasta, wiadomo od dawna. Zasięgi nowych modeli, które bez problemu przekraczają 400 km, pozwalają na bezstresowe planowanie dalszych wycieczek. Ale przecież samochody spalinowe od dekad reklamowane były, jako dające nieograniczoną swobodę i wolność podróżowania. Czy elektryki już dogoniły je w tym względzie?

Naszą podróż, mającą dać odpowiedź na ty pytanie, rozpoczynamy w Wiedniu. Stolica Austrii ma w sobie dużo uroku i można swobodnie poświęcić kilka dni na zwiedzanie jej, ale co to za wyzwanie dla auta elektrycznego. Ruszamy więc w trasę, a naszym pierwszym przystankiem jest Salzburg. Oznacza to 300 km jazdy autostradowej. W samochodzie spalinowym - nudy. W elektryku... może być ciekawie.

Reklama

Naszym środkiem transportu na tej wyprawie jest Kia EV6, dostępna w kilku wersjach silnikowych i z dwoma pojemnościami baterii. Na autostradę wybieramy odmianę z jednym silnikiem napędzającym tylną oś (229 KM) oraz większą baterią (77,4 kWh). Ma ona największy zasięg w gamie, wynoszący (528 KM) km. Przynajmniej w teorii.

Najpierw jednak trzeba się spakować i tu Kia EV6 notuje pierwsze punkty na plus. Jak na elektryka przystało koreański model ma bardzo duży rozstaw osi, w stosunku do długości nadwozia (2900 mm wobec 4680 mm), więc oferuje bardzo przestronne wnętrze, co szczególnie jest odczuwalne na tylnej kanapie. Za osobą mającą nieco ponad 180 cm, 2-metrowiec zmieści się bez problemu. Bagażnik z kolei na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo niski (efekt zastosowania z tyłu silnika), ale według producenta mamy do dyspozycji 520 l (zapewne liczone z niewielkim schowkiem pod podłogą), więc na bagaże miejsca nie braknie.

Wyjeżdżamy na autostradę, zatem nie pozostaje nam nic innego, jak włączyć adaptacyjny tempomat z systemem jazdy częściowo autonomicznej. Nie możemy oczywiście puścić kierownicy (system szybko i uparcie dopomina się położenia na niej rąk), ale jeśli tylko delikatnie ją dotykamy, spokojnie i pewnie prowadzi EV6 po wyznaczonym pasie ruchu. I nie tylko - gdy włączymy kierunkowskaz, auto samo zmieni pas. Co prawda równie dobrze można zrobić to samemu, a sam manewr wykonywany jest dość leniwie, ale jest to kolejny element poprawiający komfort i bezpieczeństwo podczas jazdy autostradą. Taka monotonna podróż działa usypiająco, ale w Kii EV6 są na to dwa sposoby.

Po pierwsze puszczenie energetycznej muzyki na świetnym nagłośnieniu Meridian. Natomiast pasażer może skorzystać z leżanki. Za naciśnięciem jednego przycisku, fotel odsuwa się nieco do tyłu, pochyla się oparcie i nachyla siedzisko. Warunki wcale niezłe. Fotel kierowca też ma taką funkcję, ale ze zrozumiałych względów dostępna jest tylko na postoju.

Jazda autostradowa ze stałą prędkością 130 km/h dała wynik zużycia energii na poziomie 22 kWh. Całkiem nieźle i pozwoliłoby nam to dotrzeć do Salzburga na jednym ładowaniu, ale po pierwsze jazda elektrykiem "na oparach elektronów" bywa ryzykowna, a po drugie... chcemy później móc jechać dalej. Podejmujemy więc decyzję, aby zatrzymać się na jednej ze stacji szybkiego ładowania przy autostradzie. To właśnie poważny problem w Polsce - brak takich stacji. Nie mówimy o pojedynczych ładowarkach o mocy 50 kW, ale o kilku stanowiskach o mocy 350 kW każde. Kia EV6 przyjmuje prąd o mocy maksymalnie (240 kW), co nadal jest świetnym wynikiem. Niestety niskie temperatury (rzędu kilku stopni Celsjusza na plusie) obniżyły tą moc jeszcze o połowę. Ale i tak 20-minutowa przerwa pozwoliła nam na zwiększenie zasięgu o około 200 km.

Ostatni fragment drogi odbywał się już drogami lokalnymi i po zapadnięciu zmroku. W takich warunkach miały okazję zabłyszczeć matrycowe reflektory, ale... nie zabłysły. System nimi zarządzający próbował doświetlać pobocza i regulować strumień światła tak, aby nie oślepiać innych, oświetlając jak najwięcej, lecz sprawność jego działania była wyraźnie gorsza, niż w najlepszych takich rozwiązaniach. Na tym kończymy nasz pierwszy dzień z Kią EV6.

Jako pakowne auto na wyjazd, którym komfortowo i bezpiecznie połykamy autostradowe kilometry, sprawdza się świetnie. Dynamika wybranej przez nas wersji (sprint do 100 km/h w 7,3 s) jest zadowalająca, podobnie jak zasięg. Trochę 300 km na jednym "baku" (choć niepełnym - podróż zaczęliśmy ze baterią na poziomie 88 proc.) może wydawać się wynikiem mało imponującym, ale jak na elektryka w warunkach autostradowych, jest naprawdę nieźle. Chcąc pokonywać większe dystanse, lepiej zdecydować się na jazdę drogami lokalnymi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy