Reklama

Elektryki i hybrydy nie wjadą na prom. Armatorzy boją się, że dojdzie do tragedii

Armatorzy bacznie przyglądają się zagrożeniom, jakie może nieść ze sobą transport samochodów elektrycznych. Jeden z norweskich przewoźników pod wpływem zaleceń ekspertów zdecydował, że nie wpuści na pokład aut elektrycznych, pojazdów z napędem hybrydowym, a nawet zasilanych wodorem.

Temat transportu samochodów elektrycznych spędza sen z powiek armatorom szczególnie po zeszłorocznym wypadku z udziałem transportowca Felicity Ace. Przypomnijmy, że niemal rok temu na pokładzie statku płynącego z niemieckiego Emden do Davisville w Kanadzie, spłonęły niemal 4 tysiące aut. Na pokładzie znajdowały się m.in. samochody elektryczne, których pożar uniemożliwił służbom podjęcie skutecznej akcji ratowniczej. Pomoc z zewnątrz ograniczyła się do ewakuacji załogi i czekania aż ogień po prostu się wypali, albo statek zatonie i zalewająca pokłady woda poradzi sobie z pożarem sama. 

Reklama

Dlaczego gaszenie pożaru auta elektrycznego jest wyzwaniem?

Akumulator auta elektrycznego pali się intensywnie i z niezwykle wysoką temperaturą. Wraki spalonych aut mają często stopione elementy nadwozia z aluminium, co oznacza, że temperatura przekraczała nawet 600 stopni Celsjusza. Do tego baterie litowo-jonowe palą się bez dostępu tlenu, istnieje więc realne zagrożenie ponownego zapłonu i rozprzestrzenia się ognia nawet po wstępnym ugaszeniu pożaru. Do samej akcji potrzebne są ogromne ilości środka gaśniczego, a wstępnie ugaszone pojazdy dla bezpieczeństwa wstawia się do zalanych wodą kontenerów.  

Zakaz wjazdu na prom podyktowany względami bezpieczeństwa

To właśnie ta trudność w opanowaniu ewentualnego pożaru sprawiła, że promy firmy Havila Kystruten nie przyjmą na pokład aut elektrycznych. Taki ruch zalecili eksperci zajmujący się szacowaniem ryzyka. Uznano, że bacząc na zdrowie i życie pasażerów i załogi, warto zrobić takie zastrzeżenie w regulaminie. Jednak operator, świadom rosnącej popularyzacji aut elektrycznych, które dominują w rankingach sprzedaży w Norwegii, a od 2025 r. mają być jedynymi dostępnymi w salonach, zapowiedział poszukiwania rozwiązań tego problemu.

W dziale pytań i odpowiedzi na stronie przewoźnika możemy przeczytać, że oprócz aut elektrycznych, na pokład nie mają wstępu hybrydy (nie sprecyzowano rodzaju), a nawet auta z napędem wodorowym. Ograniczenia dotyczą również rowerów i skuterów z napędem elektrycznym - takie pojazdy można transportować wyłącznie w wyznaczonym do tego celu pomieszczeniu.

Warto jednak zaznaczyć, że transport pojazdów nie jest podstawowym zajęciem promów Havila Kystruten. Jednostki te służą raczej do wykonywania rejsów turystycznych wzdłuż wybrzeży Norwegii i transportu towarów. Prywatne auta wożą wyłącznie przy okazji i tylko między dwoma portami - Bergen i Kirkenes.

Zabraniają elektryków, a pływają na prąd

Na stronie internetowej operatora możemy przeczytać, że rejsy obsługiwane są przez nowoczesne promy z napędem hybrydowym. Firma chwali się, że dysponuje promami z największymi na świecie zestawami akumulatorów. Taka bateria waży 86 ton i jest w stanie zmagazynować 6,1 MWh energii elektrycznej. To pozwala na pływanie w trybie zeroemisyjnym przez około 4 godziny. Później do akcji wkraczają silniki napędzane gazem LNG. Operator zapewnia, że te kilkadziesiąt ton akumulatorów nie stanowi zagrożenia, bo znajdują się one w ściśle zabezpieczonych, ognioodpornych pomieszczeniach.

Czy samochody elektryczne często się palą?

Temat pożarów samochodów zbadała niedawno firma AutoinsuranceEZ. Oparła się na danych Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). To amerykańska agencja rządowa, której głównym zadaniem jest zbadanie wypadków transportu publicznego (lotniczych, kolejowych, morskich i drogowych) oraz innych niezamierzonych zdarzeń związanych z transportem i opracowanie rekomendacji dotyczących zapobiegania im. Według dostępnych danych, pożarom ulega 25 aut elektrycznych na 100 000 sprzedanych w USA, czyli 0,025 proc. W przypadku aut z napędem spalinowym ten odsetek to 1529 szt. na 100 000 sprzedanych, czyli wciąż znikome 1,5 proc., ale zdarzają się one znacznie częściej, niż w przypadku elektryków.

W sieci często pojawiają się informacje o trudnych do ugaszenia pożarach samochodów elektrycznych. Wiadomości takie trafiają na łamy serwisów internetowych, bo auta elektryczne to wciąż nowy temat, budzący obawy kierowców, więc podobne informacje wzbudzają zainteresowanie. O pożarach samochodów spalinowych, które też się zdarzają i to częściej, pisze się z rzadka. Zapominamy o tym, że auta z napędem spalinowym mają więcej łatwopalnych komponentów, a jakoś nikt nie obawia się nimi jeździć. Nie boimy się też korzystania z telefonów komórkowych, czy laptopów, które są zasilane bateriami, często bardzo zbliżonymi technicznie do tych stosowanych w autach.

***


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: pożar samochodu | napęd elektryczny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy