Mechanicy do odśnieżających auta na włączonym silniku: "To zły pomysł"
Zimą to niemal codzienny widok - ktoś skrobie szyby, a auto obok pracuje na wolnych obrotach. Wielu kierowców wierzy, że w ten sposób szybciej "rozgrzeją" silnik i wnętrze. Tyle że według ekspertów to mit, który ma dziś więcej minusów niż plusów.

W skrócie
- Większość kierowców odśnieża auta na włączonym silniku, sądząc, że to poprawia pracę silnika.
- Eksperci obalają ten mit, wskazując, że silnik szybciej i bezpieczniej rozgrzewa się podczas spokojnej jazdy.
- Za zostawienie włączonego silnika podczas odśnieżania grożą mandaty i kary finansowe.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Większość kierowców nie ma garażu, więc zimą ich poranki zaczynają się od szczotki, skrobaczki i zamarzniętych szyb. Wiele osób zostawia w tym czasie auto na wolnych obrotach, licząc, że silnik się "rozgrzeje" i szybciej ogrzeje kabinę. Problem w tym, że w praktyce ten scenariusz wygląda zupełnie inaczej, niż wyobrażają to sobie kierowcy.
Czy można rozgrzewać silnik na postoju?
Czy zostawianie pracującego silnika na postoju podczas odśnieżania faktycznie mu służy? Zamiast opierać się na obiegowych opiniach i "garażowych teoriach", warto zajrzeć do tego, co mówią specjaliści.
A ich stanowisko jest spójne - rozgrzewanie silnika przed ruszeniem to jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów wśród kierowców. Nie ma znaczenia, czy mówimy o nowym aucie, czy o kilkunastoletnim egzemplarzu. Często słyszy się argument, że trzeba najpierw "podnieść temperaturę oleju", by jednostka pracowała prawidłowo. W praktyce jednak taka procedura nie ma realnego uzasadnienia.
Odpowiednią temperaturę uzyskamy szybciej w trakcie jazdy niż podczas postoju i pracy silnika na niskich obrotach, choć przy siarczystym mrozie warto odczekać te kilkanaście sekund przed ruszeniem zanim olej rozprowadzi się po magistrali olejowej.
Silniki są projektowane do pracy pod obciążeniem i w zmiennym zakresie obrotów, a nie do długiego "klepania" na biegu jałowym. Wolne obroty nie są dla nich naturalnym ani korzystnym środowiskiem. Owszem, jednostka w końcu się w ten sposób nagrzeje, ale zajmie to znacznie więcej czasu niż podczas spokojnej jazdy. W praktyce nie pomagamy więc silnikowi, tylko wydłużamy moment, w którym pracuje w niekorzystnych warunkach.
Dlatego nawet przy dużym mrozie najlepiej ruszyć po kilkudziesięciu sekundach. Kluczowe jest jednak to, jak jedziemy. Zimnego silnika nie należy katować ani bardzo niskimi, ani bardzo wysokimi obrotami. Najlepsza jest płynna, umiarkowana jazda, bez gwałtownych przyspieszeń, aż do momentu osiągnięcia właściwej temperatury pracy.
Czy za rozgrzewanie samochodu na postoju grozi mandat?
Jest jeszcze jeden argument, który działa na niekorzyść "rozgrzewania" auta na postoju - konsekwencje prawne. Wbrew powszechnemu przekonaniu, w takiej sytuacji kierowca może narazić się nie na jeden, lecz nawet na kilka mandatów. Zgodnie z art. 60 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym zabrania się:
- pozostawiania pracującego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym przez czas dłuższy niż minutę,
- oddalania się od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu,
- używania pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin lub hałasem.
W praktyce najczęściej kończy się to mandatem z pierwszego punktu, czyli 100 zł. Jednak funkcjonariusz może - zależnie od okoliczności - nałożyć także karę za nadmierną emisję spalin lub hałas, co oznacza kolejne 300 zł. Dodatkowo samo oddalenie się od pojazdu z włączonym silnikiem może skutkować mandatem w wysokości 50 zł.








