Reklama

Taxi, czyli polowanie na "leszczy"

Piórniki, rumuny i beton

Reklama

- Od brzdąca miałem bzika na punkcie losów bohaterów żółtej taksówki - tych ze "Zmienników", i, choć nie planowałem, to życie tak się ułożyło, że sam dzisiaj jestem taksówkarzem. Nie jeżdżę rzecz jasna fiatem, ale leciwą audicą 80. Mój wujek też jest taksówkarzem , ale w USA, i jest zadowolony. Zarabia dość dobrze, nawet kupił sobie fajnego lincolna - mówi świeżo upieczony taksówkarz Maniuś - i wpada w zamyślenie, po czym cytuje:

tu nie Ameryka tutaj jest Polska

tu nie hamburger a "keubasa" swojska

- Nie w Stanach jesteśmy, to też inaczej się żyje, pracuje i zarabia. Tam to można zrobić karierę, a tu co? Człowiek tylko się boi, żeby cały wrócił do domu.

- Eee, przesadzasz - mówi jeden z "betonów" , czyli niezrzeszonych taksówkarzy. Jak się ma szczęście, to można sporo wyciągnąć z tej pracy.

- No tak, wy betony to sobie więcej zarobicie, bo składek nie musicie płacić.

- No tak, ale nie mamy zgłoszeń, tylko stoimy jak durnie na postojach. Często parę godzin - dodaje beton.

No i zarobki byłyby większe, gdyby nie "Rumuny". Bo "Rumuny" to korporacje, które zaniżają taryfy, by zdobyć klientów.

Staszek, jedziemy na krzesełku!

Różnie to bywa z jazdą poza miasto. Czasem jest zgłoszenie na dwie lub trzy taksówki, które mają zawieźć klientów w jedno miejsce.

- Żeby nie było, że ludzie z trzech taksówek zapłacili różne kwoty za ten sam kurs, to się porozumiewamy wcześniej. Jak jeden z nas zasugeruje, że jedziemy "na krzesełku", to reszta solidarnie włącza czwartą taryfę. Taka sztuczka. No i wtedy wszyscy mamy dobry kurs, ale do tego potrzeba zgranego zespołu... no i spokojnych klientów.

Dowiedz się więcej na temat: plus | ksiądz | pijany | zgłoszenia | zgłoszenie | taksówki | święta | polowanie | taxi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje