Co robisz jadąc za "elką"?

Jechałem ostatnio za samochodem "nauki jazdy". Droga była wąska, kręta, a ruch bardzo duży. "Elka" wlokła się 30 km/godz.

Chciałem ją wyprzedzić, ale mimo tak znikomej prędkości było to ryzykowne, bo z przeciwka prawie cały czas ciągnął się sznur pojazdów. Poza tym musiałbym popełnić wykroczenie, przekraczając ciągłą linię. (*)

Mijały minuty, ja naprawdę spieszyłem się, ale czułem się bezradny. Prawdziwy koszmar. Nie ukrywam, że pomstowałem na instruktora, który zdecydował się z najwyraźniej zupełnie początkującym kursantem pojechać w taką trasę i praktycznie zablokować ruch.

Oczywiście rozumiem, że gdzieś trzeba się uczyć i nabywać doświadczenie za kółkiem, ale czy nie byłoby lepiej i bezpieczniej, gdyby uczestnicy kursów na prawo jazdy ćwiczyli najpierw na zamkniętym terenie i dopiero po nabraniu odpowiedniej biegłości w technice prowadzenia samochodu wyjeżdżali na normalne ulice i drogi? Nikomu na nich nie wadząc.

Reklama

W dużych miastach w określonych godzinach w pobliżu ośrodków szkolenia jeździ się praktycznie wśród samych "elek". Poruszanie się w takim otoczeniu wymaga anielskiej cierpliwości. Niestety, co z drugiej strony jednak bywa zrozumiałe, nie wszyscy kierowcy potrafią ją okazać i za wszelką cenę, łamiąc przepisy, starają się jak najszybciej opuścić to towarzystwo. Dając w ten sposob zły przykład kursantom. Obawiam się poza tym, że wielu z tych, przeważnie młodych ludzi, widząc, co się dzieje, wokól nich, marzy tylko, by zdobyć wreszcie upragnione "prawko" i móc jeździć tak jak ci, którzy ich teraz wyprzedzają...

(*) list do INTERIA.PL

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama