Reklama

Najbardziej niezwykłe samochody świata? Te trudno przebić

Myślisz, że masz fajną, oryginalną furę, która przyciąga wzrok innych kierowców i przechodniów? Jesteś mistrzem tuningu i tak pokombinowałeś, że teraz wyróżniasz się na drogach i parkingach? Zejdziesz na ziemię, gdy zobaczysz te oto pojazdy...

Zacznijmy od okazu z kolekcji słynnego projektanta mody Ralpha Laurena, który mawia, że samochody, jako połączenie stylu i precyzyjnej mechaniki, są dziełami  sztuki i stanowią dla niego nieustającą inspirację. Wspomniany samochód to Bugatti Type 57SC Atlantic Coupe, jeden z trzech kiedykolwiek istniejących (niektóre źródła wspominają o czterech). Prawda, że prezentuje się absolutnie niezwykle? Nadzwyczajny jest zresztą nie tylko jego wygląd, lecz także parametry techniczne. Pod maską pracuje napędzający tylną oś ośmiocylindrowy (w układzie rzędowym) silnik o pojemności 3257 ccm i mocy 210 KM. Osiągi? Nawet w dzisiejszych czasach przyzwoite, a w tamtych czasach - rewelacyjne. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h w ciągu 10,2 sekund, prędkość maksymalna 200 km/h.

Reklama

Bugatti Typ 57 został zaprojektowany przez Jeana Bugattiego, syna twórcy marki. Był produkowany w latach 1934-40. Powstał w liczbie 710 egzemplarzy, jak to ówcześnie bywało - w różnych wariantach nadwozia.

Dodajmy, że inny Atlantic Coupe, należący do amerykańskiego kolekcjonera Petera Williamsona, został sprzedany w 2010 r. na aukcji w Kalifornii. Kwoty transakcji nie ujawniono, lecz spekulowano, że wyniosła ona 30-40 milionów dolarów, co czyniło włoski rarytas najdroższym samochodem świata. Jego nabywcą było Mullin Automotive Museum w Oxnard.

Na pewno znacie przewijające się w ogłoszeniach motoryzacyjnych określenie "jedyny taki". Niewątpliwie pasuje ono jak ulał do samochodu o jakże dźwięcznej nazwie Duesenberg Coupe Simone Midnight Ghost.

Amerykańską firmę Duesenberg Automobile & Motors Company założyli w 1913 r. bracia Fred i August Duesenberg.  W 1937 roku zakończyła ona działalność, ale wciąż miała zobowiązanie wobec jednak z klientów. Był nim  francuski król branży kosmetycznej Gui De LaRouche. Zamówił on automobil wyjątkowy, aczkolwiek oparty na modelu Duesenberg Type J. Zrealizowanie zlecenia zajęło prawie trzy lata. W rezultacie powstał jednak pojazd oszałamiający swoimi futurystycznymi kształtami, luksusowym wnętrzem i rozwiązaniami technicznymi. Samochód był prezentem dla ukochanej przedsiębiorcy, piękności o imieniu Simone. W nocy, polakierowany w dwóch odcieniach szarości, miał przypominać ducha (stąd właśnie słowa Simone i Ghost w nazwie). I niczym duch zniknął, gdy armie Adolfa Hitlera wkraczały w 1940 r. do Francji. Co ciekawe, zaginął razem ze swoim twórcą, amerykańskim projektantem Emmetem Armandem. Niewykluczone, że kiedyś się odnajdzie w jakiejś zapomnianej szopie na francuskiej prowincji. Choć bardzo możliwe, że stał się jedną z ofiar wojennej zawieruchy...

Żyjemy u progu epoki intensywnego elektryfikowania motoryzacji. Ekscytujemy się wprowadzanymi na rynek kolejnymi, coraz bardziej wyrafinowanymi modelami e-aut. Tymczasem...

Niemiecka okupacja Francji w czasie II wojny światowej miała nieporównanie łagodniejszy charakter niż ta na ziemiach polskich. Mieszkańcy Paryża czy Lyonu mogli m.in. swobodnie korzystać z własnych samochodów osobowych. Bardzo doskwierał im jednak brak paliwa. Paul Arzens, artysta i inżynier związany z motobranżą, postanowił rozwiązać ten problem, konstruując pojazd, potrafiący poruszać się bez kropli benzyny. W ten sposób w 1942 r. powstało L’Oeuf Electrique, czyli Elektryczne Jajko. Wehikuł, zbudowany z aluminium i pleksiglasu, ważył zaledwie 350 kg, z czego aż 260 kg przypadało na baterie. Pozwalały one przejechać na jednym ładowaniu do 100 km i rozpędzić się maksymalnie do 60-70 km/h. Dwuoosobowe L’Oeuf Electrique, które śmiało chyba można nazwać protoplastą elektrycznego Smarta, było stale użytkowane przez swojego konstruktora. Po jego śmierci, w 1990 r., trafiło do muzeum. Dodajmy, że po wojnie Paul Arzens zaczął projektować... lokomotywy. Jedna z nich w 1955 r. pobiła światowy rekord prędkości pociągów elektrycznych, rozwijając 330,8 km/h.

Na koniec coś dla miłośników motocykli. Jednoślad, który powstał w hołdzie dla... samochodu, legendarnego Chevroleta Bel Air z 1957 r. Jego twórca, francuski inżynier, występujący pod pseudonimem "Lupo", wykorzystał w swojej mierzącej prawie 3,5 metra długości konstrukcji silnik Harley Davidson EVO. Całą resztę, łącznie z imponującym "ogonem", stylizowanym na amerykańskie krążowniki szos, dorobił własnoręcznie, poświęcając na to 3000 godzin pracy. Wcześniej podobną drogą podążyli specjaliści z kalifornijskiej firmy Arlen Ness Motorcycles, zajmującej się tuningowaniem motocykli.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje