Reklama

Polak z Pucharem Europy

Rozmowa z Pawłem Szkopkiem jednym z najbardziej utytułowanych polskich wyścigowych zawodników motocyklowych, zdobywcą Pucharu Europy i aktualnym Mistrzem Polski w klasie Stocksport 1000.

W sierpniu 2008 Paweł, jako pierwszy w historii Polak, wystąpił w fabrycznym teamie Triumpha podczas rundy Mistrzostw Świata rozegranej na torze Brands Hatch w Wielkiej Brytanii.

- Twój tegoroczny sezon można nazwać pasmem sukcesów. Zdobyłeś Puchar Europy, pewnie zmierzasz po kolejny tytuł Mistrza Polski a ostatnio zadebiutowałeś w fabrycznym teamie Triumpha podczas rundy Mistrzostw Świata. Skąd taka nagła zwyżka formy?

Paweł Szkopek: - To raczej lata doświadczeń i ciężkiej pracy na torze, które teraz po prostu procentują. Gdy rozpoczynałem starty w wyścigach motocyklowych, nie miałem możliwości uczenia się od starszych zawodników, więc niestety, przez długi okres musiałem zdobywać doświadczenie na własnych błędach. Myślę, że najwięcej dały mi starty w 2005 roku w Mistrzostwach Świata. Byłem bardzo zawzięty, ale nie zawsze skuteczny. Od początku sezonu przydarzały mi się upadki. Szefostwo czeskiego teamu Inter Moto, w którym startowałem przeprowadziło ze mną rozmowę: Paweł jesteś uparty i waleczny ale masz jeden problem. Nie potrafisz jeździć! To był kubeł zimnej wody na głowę. Po poważnej kontuzji podczas trzeciej rundy MŚ nie miałem już szans na dobre miejsce, ale postanowiłem podpatrywać najlepszych i nauczyć się jak najwięcej. Przyniosło to chyba porządny efekt - w kolejnym sezonie wygrałem wszystkie wyścigi w których wystartowałem.

Reklama

W 2007 roku przesiadłem się na nowy motocykl, Yamahę R1, najlepszy w klasie Stocksport. Wtedy zaczęła się szybka jazda w Mistrzostwach Europy, co zaowocowało zdobyciem tytułu II Wicem Mistrza, mimo że z jako zespół dopiero ,,docieraliśmy" się. Udało się nam wypracować wysokie standardy, co widać także po zajmowanych przeze mnie miejscach i zdobyciu Pucharu Europy przed zakończeniem sezonu.

W marcu tego roku, podczas testów Yamahy na torze w Walencji byłem najszybszym zawodnikiem. Zauważyło to kierownictwo Yamahy i Dunlopa, co od razu przełożyło się na pomoc z ich strony: dostałem do dyspozycji fabryczne części do motocykla, testuję prototypowe opony Dunlopa. Pozwoliło to na lepsze przygotowanie sprzętu do sezonu i w efekcie wygrywanie wyścigów. Z kolei moje tegoroczne sukcesy zostały zauważone przez szefostwo fabrycznego zespołu Triumpha, gdzie podczas IX rundy Mistrzostw Świata rozgrywanej w Anglii zastąpiłem kontuzjowanego Garego McCoya.

- Jak układała się współpraca z fabrycznym zespołem Triumpha podczas Twojego startu w Wielkiej Brytanii?

- Jest to pierwszy sezon startów tego producenta w Mistrzostwach Świata po długiej przerwie. Na razie zbieramy doświadczenia. Mamy do dyspozycji mocne silniki ale jeszcze nieco zawodne. Sądzę że w następnym sezonie możemy być już w pełni konkurencyjni i walczyć o zwycięstwo w kategorii konstruktorów. Mechanicy zespołu to najwyższej klasy profesjonaliści. Kierownictwo Triumpha było zaskoczone tym, jak szybko udało mi się "zaprzyjaźnić" z motocyklem. Atmosfera w zespole była bardzo dobra.

- Jak radziłeś sobie ze stresem podczas startu w Mistrzostwach Świata? Nowy zespół, 100 tysięcy kibiców na torze, najlepsi zawodnicy...

- Zupełnie o tym nie myślałem. Dla mnie są to takie same zawody jak każde inne. Starałem się wypaść jak najlepiej, wiedziałem, że muszę pojechać na 100%. O randze zawodów myślę przed i po starcie, dzięki temu strach mnie nie paraliżuje. Przez cały poprzedni sezon jeździłem na zawody z psychologiem sportowym, Katarzyną Paduch. Nauczyłem się koncentracji, przed zawodami nie myślę o tym jakie miejsce mam zająć. Skupiam się na tym by jak najlepiej pokonać każdy zakręt i dotrzeć na metę. To, który będę na mecie zależy ode mnie, a nie od moich konkurentów.

- W najbliższy weekend na torze Poznań ostatnia runda Mistrzostw Polski. Sięgniesz po kolejny tytuł?

- Zdobycie tytułu Mistrza Polski i wygranie obydwu wyścigów jest dla mnie ważne, ale jako zespół bardziej skupimy się na starcie mojego młodszego brata Marka. Poprzez różne zbiegi okoliczności takie jak: awaria silnika czy nieobecność na zawodach w Moście, Marek zajmuje teraz piąte miejsce w klasie Superstock. Chcemy aby awansował na koniec sezonu przynajmniej na trzecią pozycję i zdobył tytuł Wice Mistrza Polski. Dlatego wszystko jest podporządkowane jego startowi. Ja nie muszę wygrywać wyścigów, żeby zdobyć tytuł mistrzowski. Mam sporą przewagę punktową nad następnym w tabeli zawodnikiem. Postanowiłem więc, że oddam Markowi swój mocniejszy motocykl.

- W Poznaniu masz także wystartować w wyścigu VIP-ów na Hondzie CBR 125 R Cup. Na identycznych maszynach mają się ścigać najbardziej utytułowani polscy zawodnicy. Zapowiada się niezły show?

- Na razie nie wiadomo czy wyścig na pewno się odbędzie. Oczywiście będę się starał wygrać te zawody, chociaż nie będzie łatwo. Oprócz mnie zaproszono do startu także: Janusza Oskaldowicza, Adama Badziaka, Marcina Walkowiaka, Tomka Kędziora, Andrzej Chmielewskiego, Irka Sikorę, Monikę Jaworską i Mateusza Stokłosę. Klasa CBR 125 R Cup czy Puchar Yamaha 125 to znakomity sposób na rozpoczęcie kariery zawodniczej. Stawka jest bardzo wyrównana, motocykle identyczne. Dlatego trzeba dokładnie dobierać miejsca hamowania i tor jazdy. Na dodatek koszty startów nie przerażają. Sam zaczynałem przygodę z wyścigami w podobnej klasie markowej.

- Czemu akurat zainteresowałeś się wyścigami motocyklowymi?

- Kiedy miałem zaledwie 6 lat, rodzice kupili mi motorynkę. Był rok 1982, żaden z moich kolegów nie miał motoroweru. W mojej rodzinie zawsze były nazwijmy to: tradycje motocyklowe. Mama jeździła na motocyklu swojego starszego brata, tata także miał motocykl. Moja pierwsza jazda motorynką skończyła dość niefortunnie, zderzeniem z klatką z królikami... Potem były oczywiście podwórkowe zawody z kolegami.

W 1996 roku jeden z płockich zawodników, Andrzej Lewandowski, zabrał mnie na Mistrzostwa Polski i dał mi się przejechać swoją Hondą Fireblade. Wtedy już wiedziałem, że chcę się ścigać. Niestety nie było mnie stać na zakup motocykla, który wtedy był relatywnie droższy niż obecnie. Dwa lata jeździłem z Andrzejem i pomagałem mu jako mechanik. Potem zacząłem jeździć w markowej klasie Honda NSR Cup, a w 1999 roku przesiadłem się na Hondę Hornet . Po dobrych startach w klasach markowych w 2000 roku udało mi się dostać do zespołu Honda Motopol. Wtedy dysponowałem już profesjonalnym sprzętem. Jednak małe doświadczenie zaowocowało jedynie zdobyciem tytułu Wicemistrza Polski. W Mistrzostwach Europy zająłem ósme miejsce.

Rok później trafiłem do niemieckiego zespołu wyścigowego i startowałem w Mistrzostwach Niemiec, ale niestety sezon 2001 muszę uznać za nieudany. Zespół nie traktował mnie poważnie. Dlatego postanowiłem startować z własnym zapleczem i z roku na rok przynosiło to coraz lepsze efekty. W 2004 roku jako pierwszy polski zawodnik zdobyłem punkty startując w Mistrzostwach Świata. Zresztą do tej pory jestem jedynym zawodnikiem z Polski, który ma punkty w Mistrzostwach Świata w klasie Superbike i Supersport.

- Kto jest Twoim idolem wśród zawodników z Mistrzostw Świata?

Zdecydowanie Valentino Rossi. Wygrywa z łatwością, a ściganie sprawia mu cały czas dużą przyjemność. Mam wrażenie, że wygrywa dla wygrywania, a popularność i pieniądze to dla niego rzeczy wtórne. Bardzo go lubię. Jest ambitny i walczy zawsze do końca.

- Jak oceniasz poziom zawodników z Mistrzostw Polski?

- Ciężko mi się wypowiadać o konkurencji, bo mogę być nieobiektywny. Jest kilku zawodników dysponujących sporym potencjałem, ale żeby kontynuować karierę na wyższym poziomie musieliby zmienić podejście do jeżdżenia. Poziom w Mistrzostwach Świata jest bardzo wyrównany.

- Jak wygląda skład osobowy Twojego teamu, ilu zatrudnisz mechaników?

- W Mistrzostwach Polski pracujemy z bratem sami. Nie zatrudniamy mechaników. To my wkładamy całą energię w przygotowanie maszyn i ich obsługę. Motocykle i cały osprzęt oraz części zamienne przywozimy swoją ciężarówka serwisową.

- Jakie masz plany na dalszą cześć sezonu?

- Niebawem okaże się czy będziemy współpracować podczas kolejnych rund Mistrzostw Świata. Zespół Triumpha jest zadowolony z mojego pierwszego występu. Następny ruch leży po stronie sponsorów. Mam nadzieję, że będą kontynuować współpracę przy startach w następnych rundach Mistrzostw Świata.

Dowiedz się więcej na temat: europ | motocykl | zawody | Puchar Europy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje