Reklama

Motocykle i hałas. Nielegalny warsztat za oknami

​Od czterech lat mieszkańcy ulicy Kotlarskiej w Poznaniu muszą zmagać się z uciążliwym sąsiedztwem. W miejscu, w którym plan zagospodarowania przewidywał zabudowę jednorodzinną, powstał pokaźnych rozmiarów nielegalny warsztat samochodowy. Mieszkańcy skarżą się na hałas utrzymujący się do późnych godzin oraz zloty motocyklistów.

Reklama

- Od czterech lat walczymy z ludźmi, którzy tutaj naprawiają samochody, motocykle. To są nawet naprawy po nocach, łącznie z tym, że się lakieruje tutaj samochody. Co chwilę słychać, jak ktoś miesza puszkę lakieru, wszystko leci w powietrze. Mycie samochodów, silników - wylicza Sebastian Muszyński. - Na moim podjeździe zawracają samochody i nic sobie z tego nie robią. Mąż tam kamieniami nawet wyłożył, bo miałam tam kiedyś posadzone nasadzenia, ale to wszystko jest po prostu zrujnowane. Ulica jest cała zabłocona, nie czyszczą. Moja nieruchomość na tym traci. Jak będę chciała ją sprzedać, to nikt mi tego nie kupi, bo powie, że to jest po prostu złom - mówi Beata Frątczak.

Reklama

- Gazowanie motorów, świrowanie, jazda na jednym kółku. Z tego, co wiem, to nawet tata złożył wniosek o zrobienie jakiegoś progu zwalniającego, żeby takich rzeczy tutaj nie było - wskazuje Daniel Muszyński.

- Mnie najbardziej denerwują, jak jeżdżą motorami bardzo szybko, a dzieci biegają. Ja nie mówię, że biegają przed furtką, ale stoję z dzieciakami i widzą, że są dzieci i powinno się zwolnić. A oni nie, jeżdżą bardzo szybko - dodaje Piotr Mikołajczak.

Tadeusz Kosmowski również prowadzi warsztat samochodowy w okolicy. Jak tłumaczy, "w momencie jak sąsiedzi zaczęli interweniować na uciążliwe działalności, ci panowie zakupili działkę obok mnie - na ul. Studziennej i przypisali mój adres do swojej działalności".

- Od tego momentu u mnie się zaczęły problemy, bo jakikolwiek urząd dostał informację o uciążliwej działalności tych panów, wszystkie kontrole przychodziły do mnie do warsztatu. A ci panowie na tym wózku sobie lecieli, żeby omijać prawo. Wszelkie kontrole, które mogły być przeprowadzane u nich, były przeprowadzane u nas - opowiada.

- Miał powstać budynek mieszkalny i hala na garaże. A tu ani budynku mieszkalnego, a z hali garażowej zrobił się nielegalny warsztat - mówi Paweł Frątczak.

Mieszkańcy ze swoim problemem zwracali się do rozmaitych instytucji. Żadnej nie udało się rozwiązać problemu. Głównym kłopotem okazuję się fakt, iż warsztat działa nielegalnie.

- Odpowiedzi są takie, że gdyby to była działalność zarejestrowana, to każda instytucja może się za to zabrać, ponieważ mają ku temu przepisy. A nikt się za to nie zabiera, ponieważ działalność jest niezarejestrowana - tłumaczy Sebastian Muszyński.

- Leję na nich, wie pan. Oni są nieżyczliwi. Podpieprzają nas bezpodstawnie do organów ścigania - usłyszeliśmy od jednego ze współwłaścicieli warsztatu.

- Policjanci z Poznania od początku tego roku otrzymali dwa zgłoszenia dotyczące tego adresu, a dokładnie rzecz ujmując - dotyczące zakłócania spokoju w tym właśnie miejscu. Jedno z tych postępowań się już zakończyło. Właściciel został ukarany mandatem karnym. Natomiast drugie postępowanie cały czas trwa - wyjaśniane są wszystkie okoliczności. Dodać też można, że dzielnicowy, który jest odpowiedzialny za ten teren, doskonale zna ten adres - informuje Maciej Święcichowski z policji w Poznaniu.

W tej sytuacji ostatnią deską ratunku może być działanie urzędników nadzoru budowlanego, ale to niestety może potrwać. Do czasu rozwiązania problemu mieszkańcy Kotlarskiej są zmuszeni znosić uciążliwych sąsiadów.

- Gdy porównać tę działalność z ustaleniami planu miejscowego, to prawdopodobnie trzeba sobie powiedzieć wprost, że ona jest nielegalna. Podstawy do jej zalegalizowania za bardzo nie będzie. Przepisy prawa w tym zakresie są nie do końca korzystne. Mogę powiedzieć na przykładzie innych inwestycji w mieście i my wiemy o nich, że są nielegalne, to nawet jeśli mamy decyzję nadzoru budowlanego każącą przywrócić stan pierwotny, to od takiej decyzji przysługuje odwołanie. Te sprawy potrafią się bujać latami - przyznaje Piotr Sobczak z Urzędu Miasta Poznań.

Jan Kasia (Interwencja/Polsat)

Interwencja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje