Reklama

Kubica: Będzie niebezpiecznie

Tor uliczny w Monte Carlo uważany jest za jedną z najbardziej wymagających aren, na których ścigają się kierowcy Formuły 1. W niedzielę po raz 55. wystartują w wyścigu o Grand Prix Monaco, szóstej eliminacji tegorocznych mistrzostw świata w tej prestiżowej rywalizacji.

To wyścig, do którego wiele teamów przygotowuje się w szczególny sposób, a nawet tak, jakby to był najważniejszy start w sezonie. Być może dlatego, że chcą jak najlepiej wypaść przed przedstawicielami finansowej i politycznej elity, być może liczą, iż w ten sposób pozyskają nowych sponsorów.

Reklama

- O ile wiem, to BMW Sauber nie będzie robić specjalnych przygotowań do Grand Prix Monaco. Wydaje mi się, że jadąc bolidami, którymi ścigaliśmy się w Barcelonie, mamy szansę powalczyć o wygraną w Monte Carlo - powiedział Robert Kubica. - To zupełnie inna historia, niż większość wyścigów w cyklu. Podczas niego najważniejsza jest maksymalna motywacja i pełna koncentracja, bo tam wszystko się może zdarzyć. Liczymy na sporą zdobycz punktową i będziemy się starać wypaść jak najlepiej.

Polak, który w pięciu startach zgromadził 24 punkty i zajmuje czwarte miejsce w MŚ kierowców, wielokrotnie powtarzał, że uliczne tory bardzo mu odpowiadają, choć są wymagające.

- Na nich zawsze jest bardzo ciasno, a tuż obok toru są różne murki i barierki, więc każdy błąd kosztuje więcej, niż na normalnych torach. Dlatego w Monte Carlo jeździ się w zupełnie inny sposób, a awans o kilka miejsc to spore osiągnięcie, bo wąskie sekwencje zakrętów praktycznie uniemożliwiają wyprzedzanie - powiedział Kubica, który przed rokiem startował w GP Monaco z ósmego miejsca, a na mecie był piąty.

- Być może Monako jest za małe dla Formuły 1, bo wiele zakrętów jest bardzo wolnych. Bez kontroli trakcji będzie się nam tam jeździło dużo trudniej niż dotychczas, a nawet trochę niebezpiecznie, szczególnie jeśli spadnie deszcz, bo wtedy mogą być problemy z przyczepnością - dodał 23-letni Polak.

Niedzielny wyścig będzie też bardzo ważny dla drugiego kierowcy BMW-Sauber - Nicka Heidfelda, który od roku jest rezydentem Księstwa Monaco. Będzie to 138. start Niemca w cyklu Grand Prix.

- Nasze bolidy w tym sezonie spisują się bardzo dobrze i oczywiście mamy wielkie nadzieje na udany występ, a po cichu liczymy na miejsca na podium, a nawet może pierwsze zwycięstwo teamu w mistrzostwach świata. Jednak musimy też zachować odrobinę pokory wobec najtrudniejszego z torów w kalendarzu - powiedział niedawno w jednym z wywiadów Heidfeld.

- W Monako jest mało miejsca na wyprzedzanie i na rozwijanie naprawdę dużych prędkości, ale także dla naszych techników. Nie ma drugiego miejsca, w którym tak bardzo odczuwa się presję czasu i ma świadomość, że nie można sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd - dodał.

W niedzielę po raz 55. Monte Carlo będzie organizatorem wyścigu zaliczanego do MŚ Formuły 1. W ich liczbie ustępuje tylko włoskiej Monzie (będzie gościć GP Włoch po raz 58.), a po raz pierwszy kierowcy startowali w GP Monaco 21 maja 1950 roku. Zwyciężył wówczas Argentyńczyk Juan Manuel Fangio, który w latach 50. pięciokrotnie zdobywał tytuł mistrza świata.

W niedzielę kierowcy będą mieli do pokonania dystans 260.520 m, czyli 78 okrążeń po 3340 m.

Przed rokiem najlepszy w GP Monaco był Hiszpan Fernando Alonso z McLaren-Mercedes (obecnie Renault), przed Brytyjczykiem Lewisem Hamiltonem z McLaren-Mercedes i Brazylijczykiem Felipe Massą z Ferrari. Piąte i szóste miejsce zajęli kierowcy BMW Sauber: odpowiednio Kubica i Heidfeld.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje