Reklama

Formuła 1. Dramatyczne wydarzenia podczas Grand Prix Bahrajnu

Narodziny gwiazdy. Tak miał być zatytułowany ten tekst. Gwiazda niedzielnego Grand Prix Bahrajnu to oczywiście Charles Leclerc. Po sesji kwalifikacyjnej wydawało się, że kibice mogą mieć tylko jeden dylemat co do zwycięzcy wyścigu - startujący z pole position Leclerc czy zajmujący sąsiednie pole startowe Vettel. Obydwa samochody Ferrari były we wcześniejszych sesjach wyraźnie szybsze od rywali. Formuła 1 okazała się jednak znów nieobliczalna, a my byliśmy świadkami jednego z najciekawszych i najbardziej dramatycznych wyścigów ostatnich lat.

Po wygranym przez Vettela starcie mogło się wydawać, że kwestia zwycięstwa jest bliska rozstrzygnięcia. Ale wkrótce okazało się, że to Leclerc ma lepsze tempo i na szóstym okrążeniu wyprzedził Niemca, powracając na pozycję lidera. Stracił na krótko prowadzenie po pit stopie, ale odzyskał je, gdy rywale także zaliczyli pierwszy postój. Hamilton wyprzedził Vettela w boksach i awansował na drugie miejsce.

Reklama

Na 23 okrążeniu znów zamienili się miejscami i Vettel powrócił na drugą pozycję. Leclerc tymczasem uciekał rywalom. Na 37 okrążeniu atakowany przez Hamiltona Vettel popełnił błąd i zakręcił się, a nieco dalej zgubił przednie skrzydło. Oznaczało to konieczność zjazdu do boksu i stratę kilku miejsc. Na 11 okrążeń przed metą Leclerc miał blisko 8 sekund przewagi nad Hamiltonem.

Wydawało się, że nic nie odbierze mu zwycięstwa w drugim starcie w zespole Ferrari. Nagle zaczął tracić do Hamiltona po kilka sekund na każdym okrążeniu z powodu defektu jednostki napędowej. Było jasne, że nie wygra tego wyścigu. Hamilton wyprzedził go bez problemu, niedługo potem to samo zrobił Bottas. Gdy zanosiło się na utratę najniższego stopnia podium na rzecz Verstappena, który był tuż tuż, kierowcę z Monaco uratował wyjazd na tor samochodu bezpieczeństwa po jednoczesnej awarii dwóch samochodów Renault. W ten sposób byliśmy świadkami kolejnego podwójnego zwycięstwa Mercedesa, a pechowy Leclerc zajął trzecie miejsce.

W niedzielny wieczór nie było chyba nikogo, kto nie komplementowałby Leclerca. 21-latek z Monaco pokazał się z doskonałej strony pod każdym względem. W ciągu całego weekendu zaimponował wielką dojrzałością, nie tylko zresztą na torze - także w kontaktach z mediami. Nie ma wątpliwości, że w niedzielę, 31 marca 2019 roku narodziła się przyszła wielka gwiazda Formuły 1, z pewnością przyszły mistrz świata. Dlatego tytuł tego artykułu pozostał, chociaż Leclerc nie wygrał wyścigu. Na pocieszenie zdobył punkt za najszybsze okrążenie.

Ferrari miało w ten weekend świetne tempo. Samochód był ewidentnie szybszy od Mercedesa, nie wspominając o reszcie stawki, ale nawet w takiej sytuacji zespół z Maranello nie był w stanie wygrać wyścigu. Sebastian Vettel, pomimo swojego wielkiego doświadczenia sprawia chwilami wrażenie zagubionego i niedojrzałego. Nie wytrzymuje presji w walce na torze i popełnia błędy. Zgubił gdzieś dawną pewność siebie.   

Dwaj tegoroczni debiutanci w Formule 1 - Lando Norris i Alexander Albon ukończyli wyścig na punktowanych miejscach. Nie zdobył punktów tylko jeden - niestety wiadomo który...

Dla Russella i Kubicy był to kolejny trudny weekend, przy czym słowo "trudny" to spory eufemizm.  Kierowcy Williamsa przez większą część zajmowali dwa ostatnie miejsca. Wyjątkiem była pierwszej faza wyścigu, gdy Stroll i Sainz zaliczyli nieplanowany postój w boksach po kolizji na pierwszym okrążeniu czy też momenty, gdy rywale z drugiej dziesiątki zjeżdżali do boksów.

Po wyścigu Robert Kubica sprawiał wrażenie niemal załamanego. W jego wypowiedzi trudno było doszukać się odrobiny optymizmu. Używał coraz mniej dyplomatycznych sformułowań. Poziom frustracji u naszego kierowcy wyraźnie narasta. Oczywiście wiemy tylko tyle, ile powiedzą ludzie z Williamsa, ale wszystko wskazuje na to, że nadal są problemy z dostępnością części i ze zbudowaniem dwóch identycznych samochodów.

Na dalsze refleksje po Grand Prix Bahrajnu przyjdzie czas, ale chyba dawno w historii Formuły 1 nie było zespołu, który by tak bardzo odstawał klasą od reszty stawki. Można próbować sięgać pamięcią do początków obecnej dekady i czasów HRT czy Manora, przekształconego później w Marussię. Tylko po co?

Williams ma dwóch bez wątpienia bardzo dobrych kierowców. Nadal jednak największym problemem pozostaje kwestia przywództwa. Coraz bardziej dotkliwy jest brak szefa działu technicznego, który przecież w każdym zespole jest kluczową postacią.

Kolejny wyścig już za dwa tygodnie w Chinach. Będzie to jubileuszowy tysięczny wyścig w historii Formuły 1. Dla Williamsa nie będzie to zapewne radosny jubileusz. Ale do tego jeszcze wrócimy.

Grzegorz Gac

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje