Polacy kupują coraz więcej aut na prąd. Nie tak miało to wyglądać
Przez lata wydawało się, że jeśli elektryfikacja w Polsce w końcu ruszy, stanie się to dzięki samochodom w pełni elektrycznym - kupowanym z przekonania, dopłat albo mody na nowe technologie. Tymczasem dane pokazują inny obraz. Rynek faktycznie się elektryfikuje, ale robi to w sposób znacznie bardziej zachowawczy i pragmatyczny, niż przewidywano jeszcze kilka lat temu.

Widać to wyraźnie w strukturze rejestracji. Według danych PZPM i IBRM Samar, na które powołuje się raport EFL "Czy chińska motoryzacja zdobyła globalny rynek?", to właśnie hybrydy odpowiadają dziś za największą część wzrostu aut zelektryfikowanych w Polsce, podczas gdy udział samochodów w pełni elektrycznych rośnie wolniej i pozostaje wyraźnie poniżej średniej unijnej.
Raport EFL pokazuje, że w 2025 roku rynek nie wybrał jednej technologii, lecz model ewolucyjny, w którym kierowcy i firmy sięgają po napędy pozwalające korzystać z jazdy na prądzie bez rezygnacji z klasycznego silnika spalinowego.
Elektryfikacja po polsku - dane zamiast haseł
Z punktu widzenia wolumenu kluczowe są hybrydy. Samochody HEV i PHEV notują w Polsce stabilne, dwucyfrowe wzrosty rok do roku, podczas gdy BEV-y (samochody całkowicie elektryczne) - mimo wzrostu - pozostają segmentem mniejszościowym. W praktyce oznacza to, że większość kierowców wybiera rozwiązania, które nie wymagają zmiany codziennych nawyków ani planowania ładowania przy każdej dłuższej trasie.
Raport EFL zwraca uwagę, że polski rynek różni się pod tym względem od Europy Zachodniej. Tam elektryfikacja w większym stopniu opiera się na autach elektrycznych, u nas - na napędach pośrednich. To nie opór wobec technologii, lecz reakcja na realne bariery: infrastrukturę, koszty i sposób użytkowania samochodu.
Dlaczego BEV-y nie są dziś głównym motorem rynku
Cena jest tylko częścią problemu. Z raportu wynika, że dla wielu nabywców kluczowe są także kwestie praktyczne. Realny zasięg zimą, czas ładowania w trasie i dostępność szybkich ładowarek poza dużymi miastami sprawiają, że pełne elektryki wciąż są postrzegane jako rozwiązanie wymagające kompromisów.
Efekt? BEV-y zwiększają udział w rynku, ale bez gwałtownej "eksplozji", którą jeszcze kilka lat temu zakładały prognozy. Polski rynek nie mówi "nie", ale jasno sygnalizuje, że woli drogę stopniową.
Kto najlepiej wpisał się w ten trend
Raport EFL pokazuje, że szczególnie dobrze w ten model wpisują się producenci oferujący hybrydy i PHEV-y w konkurencyjnych cenach. W przypadku marek chińskich ma to dodatkowe znaczenie: w czerwcu 2025 roku udział chińskich hybryd plug-in w rejestracjach PHEV w Polsce przekroczył 23 proc., co pokazuje, że to właśnie ten segment stał się jednym z motorów wzrostu, a nie samochody w pełni elektryczne.
To ważne, bo globalna narracja wokół chińskiej motoryzacji skupia się głównie na BEV-ach. Tymczasem w Polsce największy wolumen robią napędy przejściowe, a elektryfikacja odbywa się "od dołu", bez radykalnych decyzji zakupowych.
Firmy przyspieszają, ale bez rewolucji
Z raportu wynika także, że floty i leasing szybciej sięgają po napędy zelektryfikowane niż klienci indywidualni, jednak również w tym kanale dominują hybrydy, a nie BEV-y. Dla firm kluczowa jest przewidywalność kosztów i elastyczność użytkowania, a te cechy łatwiej dziś zapewniają napędy łączone.
Co mówią te liczby o rynku
Najważniejszy wniosek z danych EFL, Samar i PZPM jest prosty: elektryfikacja w Polsce postępuje, ale w innej kolejności, niż zakładano jeszcze kilka lat temu. Zamiast gwałtownego przejścia na auta w pełni elektryczne mamy szeroką adopcję technologii pośrednich.
Elektryki rosną - ale nie te, które miały być symbolem przełomu. Na razie polski rynek wybrał drogę ostrożną, opartą na hybrydach i PHEV-ach. I wszystko wskazuje na to, że to właśnie one jeszcze przez kilka lat będą realnym fundamentem elektryfikacji.








