Zimą zabraknie samochodów. Ceny prądu dobiją europejskie fabryki

​Kryzys energetyczny, który dotknie Europę podczas nadchodzącej zimy może mocno wpłynąć na produkcję samochodów. Auta nie tylko podrożeją, ale przede wszystkim znacznie spadnie poziom produkcji.

Ciężkie czasy dla przemysłu motoryzacyjnego zaczęły się po wybuchu pandemii COVID-19. Wiosną 2020 roku znaczna część świata się zatrzymała - ludziom nie wolno było wychodzić z domów, fabryki samochodów wstrzymały produkcję. Niewiele osób wtedy jednak się spodziewało, że najtrudniejsze czasy dopiero nadejdą.

Gdy wprowadzono szczepionki, a świat znowu zaczął się kręcić, okazało się, że zerwane zostały łańcuchy dostaw, a azjatyccy producenci półprzewodników mają duży problem z zapewnieniem ciągłości dostaw. Przyfabryczne place zapełniły się zdekompletowanymi nowymi samochodami, a zakłady musiały wstrzymywać produkcję. W efekcie w 2021 roku globalna sprzedaż była mniejsza niż w pandemicznym roku 2020.

Wiosną 2022 roku pojawił się kolejny kryzys - Rosja bez wypowiedzenia wojny napadła na Ukrainę. Ukraińskie zakłady, specjalizujące się w produkcji wiązek przewodów, z dnia na dzień wstrzymały produkcję, co znów oznaczało braki kluczowych komponentów. 

Reklama

Kryzys energetyczny uderzy w produkcję samochodów

Teraz pojawiły się kolejne wyzwania. Po wysadzeniu w powietrze gazociągów Nord Stream, do Europy (wreszcie!) przestał płynąć rosyjski gaz. Dzięki temu Europa przestała finansować reżim Putina, ale Unia Europejska i rządy poszczególnych krajów muszą zmierzyć się z brakiem gazu i wysokimi cenami energii. A to może się odbić na funkcjonowaniu fabryk samochodów.

Problemowi przyjrzeli się analitycy firmy S@P Global, którzy opublikowali raport pod znamiennym tytułem "Winter is coming" ("Idzie zima"). Zwrócono w nim uwagę na szereg problemów, z jakimi w najbliższym czasie będzie musiała poradzić sobie branża motoryzacyjna w Europie. Skutkować one mogą znacznym spadkiem produkcji, a w więc i mniejszą dostępnością nowych samochodów oraz podwyżkami ich cen.

Ponad milion samochodów kwartalnie mniej

Do niedawna prognozowano, że w ostatnim kwartale bieżącego roku i w 2023 roku co kwartał z europejskich fabryk będzie wyjeżdżało 4-4,5 mln samochodów rocznie, co oznacza niewielki wzrost w stosunku do kwartałów roku 2022. Jednak wyzwania energetyczne mogą spowodować, że kwartalna produkcja spadnie do poziomu 2,75-3 mln, czyli o ponad 1 mln samochodów.

Dlaczego tak się stanie? Poddostawcy, chcąc ograniczyć zużycie energii mogą zmienić system pracy z tradycyjnego, jedno- czy dwuzmianowego na pracę 24 godziny przez 7 dni w tygodniu i np. przez 2 tygodnie miesięcznie. Z jednej strony pozwoli to zmniejszyć wydatki na prąd czy ogrzewanie, z drugiej - uniemożliwi pracę w systemie dostaw just-in-time, czyli takim, gdy komponenty dostarczane są praktycznie wprost na taśmę montażową, a nie pochodzą z zapasów magazynowych.

Ponadto mogą się pojawić duże problemy ze strony zakładów energochłonnych, przez co w przypadku motoryzacji rozumieć należy huty stali, dostarczające blachy nadwozia. Ich koszt funkcjonowania może być na tyle duży, że będą zmuszone do ograniczenia działalności.

Wzrost cen energii może szokować

Analitycy szacują, że obecnie wyprodukowanie jednego samochodu pochłania energię o wartości 50 euro. Jednak sytuacja już się zmienia. Ceny rosną i obecnie prognozuje się, że koszt energii potrzebnej do stworzenia jednego samochodu wzrośnie do poziomu 687 - 773 euro. Różnica jest więc kolosalna.

Analitycy S&P Global zaznaczają, że kryzys nie dotknie wszystkich producentów w jednakowych stopniu. Skala problemu będzie zależała od uzależnienia od rosyjskiego gazu, alternatywnych źródeł energii oraz sposobów reakcji rządów poszczególnych państw.

Kto poradzi sobie najlepiej, a kto będzie miał największy problem?

Najlepiej poradzić mają sobie fabryki zlokalizowane w Czechach i Niemczech. Pozycja Niemiec może zaskakiwać, bo kraj ten był w znacznym stopniu uzależniony od rosyjskiego gazu, co więcej - w ostatnich latach zamykał elektronie jądrowe. Jednak analitycy S&P wskazali, na dużą dyscyplinę podatkową niemieckiego rządu, dzięki któremu ma on środki na dopłaty do energii. Ponadto niemieckie magazyny gazu są pełne, zaś stosunkowo niewielka jego ilość jest przeznaczana do produkcji prądu.

Analitycy wskazali również, że dobrze poradzi sobie Wielka Brytania. Tamtejszy rząd przeznaczył 200 mld funtów na dopłaty do energii zarówno dla konsumentów, jak i przemysłu. Jest to niemal 7 proc. PKB, ale zapewnia spokojne funkcjonowanie zakładów.

Gdyby nie dopłaty, Wielka Brytania znalazłaby się wśród krajów najbardziej dotkniętych kryzysem, obok m.in. Włoch, które mają duży deficyt budżetowy i zadłużenie, a duża część produkowanej przez nie energii elektrycznej pochodzi z gazu. Włoskie fabryki mają więc przed sobą naprawdę trudny czas, podobnie jak te zlokalizowane w Hiszpanii i Belgii.

Analitycy S&P Golbal wskazują również, że problem może dotknąć nawet USA. Co prawda w ostatnich latach eksport z europejskich fabryk do Ameryki mocno spadł, ale w tym roku nadal co miesiąc za ocean płynie około 7 tys. samochodów miesięcznie.

Jedno jest pewne. Zima będzie ciężka, a nawet kryzysowa. Jednak należy zrobić wszystko, co się tylko da, by całkowicie zerwać z uzależnieniem od importu jakichkolwiek paliw z Rosji. Europejskim przywódcom brakowało odwagi, by podjąć działania w tym kierunku. Teraz zostali do tego zmuszeni, co Europie w dłuższej perspektywie wyjdzie tylko na dobre.

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ceny prądu | produkcja samochodów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama