Zaskakująca decyzja. Zrównają z ziemią potężną fabrykę!?

Kolejny motoryzacyjny gigant rozważa likwidację fabryk w Wielkiej Brytanii. Po Hondzie i Fordzie, których władze już wcześniej zadeklarowały zamknięcie swoich brytyjskich zakładów produkcyjnych, podobne plany snuje Nissan.

Powołująca się na źródła zbliżone do japońskiego producenta agencja Blooberg donosi, że ważą się właśnie losy największej z fabryk samochodów w Wielkiej Brytanii - należącej do Nissana montowni w Sunderland. Władze japońskiej marki mają poważnie rozważać likwidację brytyjskiego biznesu, jeśli - zgodnie z zapowiedziami premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona - dojdzie do brexitu bez wcześniejszego porozumienia handlowego między UE a UK. O możliwej "ewakuacji" Nissana z Wielkiej Brytanii kilka dni temu wspominał również poczytny "Financial Times".

Reklama

Czarny scenariusz wydaje się bardzo prawdopodobny. Już w początku bieżącego roku Nissan ogłosił, że - wbrew wcześniejszym planom - w jego brytyjskiej fabryce w Sunderland nie będą powstawać nowe Nissany X-trail. "Utrzymująca się niepewność dotycząca przyszłych stosunków Wielkiej Brytanii z Unią Europejską nie pomaga w planowaniu przyszłości firmom takim jak nasza" - przeczytać można było w oficjalnym stanowisku japońskiego producenta.

Sytuacja jest o tyle trudna, że - wg informatorów agencji Reuters - jeszcze w 2016 ówczesna premier Wielkiej Brytanii - Teresa May - zawrzeć miała z Nissanem pisemne porozumienie, w którym deklarowała, że planowane wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie wpłynie na konkurencyjność brytyjskiego zakładu. Wówczas nikt nie brał jednak pod uwagę możliwości tzw. "twardego" brexitu, czyli scenariusza, w którym wyspiarze opuszczają wspólnotę bez wcześniejszego zawarcia umowy handlowej z UE.

Decyzja o likwidacji zakładu w Sunderland byłaby potężnym ciosem nie tylko dla nowego brytyjskiego rządu, ale i całej gospodarki. To obecnie największa fabryka samochodów na Wyspach Brytyjskich. Rocznie z linii produkcyjnych zjeżdża tam przeszło 440 tys. aut. Ponad 55 proc. z nich trafia na rynki krajów Unii.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że decyzja musi zostać podjęta w najbliższym czasie. Głównym produktem zakładu w Sunderland jest bowiem - starzejący się - Nissan Qashqai. Premiera jego nowej, trzeciej już, generacji spodziewana jest w przyszłym roku. Biorąc pod uwagę czas niezbędny do uruchomienia produkcji nowego modelu śmiało stwierdzić można, że widmo twardego brexitu przyparło zarząd Nissana do muru.

Przypominamy, nowy brytyjski premier - Boris Johnson - wielokrotnie publicznie deklarował, że "zrobi wszystko, by Wielka Brytania opuściła szeregi Unii Europejskiej w deklarowanym terminie 31 października bieżącego roku", nawet jeśli do tego czasu nie uda się wynegocjować satysfakcjonującego obie strony porozumienia handlowego.

W obecnej sytuacji prognozowanie listopadowej czy grudniowej produkcji jest dla brytyjskich fabryk motoryzacyjnych arcytrudnym wyzwaniem. Zagadką pozostaje bowiem nie tylko system odpraw granicznych, ale również związane z nimi koszty. Co więcej, zdecydowana większość brytyjskich montowni po prostu nie dysponuje odpowiednim zapleczem do zmagazynowania części niezbędnych do utrzymania ciągłości produkcji, a same fabryki pracują w systemie dostaw "just in time".

"Potrzebuję 20 milionów części dziennie. Oznacza to, że muszę zaciągać zobowiązania wobec moich dostawców. Muszę mieć dostęp do każdej części i muszę ją mieć na czas" - wyjaśniał w jednym z niedawnych wywiadów Ralf Speth - dyrektor generalny Jaguar Land Rover. Masowa ewakuacja producentów samochodów z Wielkiej Brytanii skutkować może nowymi inwestycjami w sektorze motoryzacyjnym w Europie kontynentalnej. Niewykluczone, że światowi giganci już szukają nowych lokalizacji dla swoich montowni. To szansa dla takich krajów, jak Słowacja, Czechy i... Polska.

opr. Paweł Rygas

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama