Reklama

Putin zawinił, Szweda powiesili?

Scenariusz, o którym mówiło się od dłuższego czasu, stał się faktem. Na walnym posiedzeniu zarządu spółki holdingowej Roztec (kontrolującej AutoWAZ) z funkcją prezesa motoryzacyjnego giganta pożegnał się Bo Andersson.

Chociaż kadencja Szweda w fotelu prezesa AutoWAZ wygasała dopiero z końcem grudnia bieżącego roku, wszystko wskazuje na to, że akcjonariusze zdecydowali się zwolnić go z pełnienia obowiązków. Oficjalnie - z początkiem marca - Andersson poinformował, że odchodzi ze stanowiska.

Reklama

Nowym prezesem firmy został Nicolas Maure. 55-letni Francuz łączyć będzie nowe zadania z dotychczasowymi obowiązkami - prezesa Dacii. Maure pracuje dla koncernu Renault od 2000 roku. W 2014 roku objął stanowisko prezesa marki Dacia. Swoją przygodę z rosyjską motoryzacją rozpocznie 4 kwietnia.

Andersson rządził w Togilatti twardą ręką i przeprowadził kilka rewolucyjnych zmian. Wprowadzenie "nowej jakości" Łady wiązało się m.in. ze zmianą poddostawców a nawet samego logo marki. W ostatnich latach, w wyniku restrukturyzacji, pracę w różnych zakładach należących do koncernu straciło blisko 33 tys. osób (poziom zatrudnienia spadł z 77 do 44 tys.). Pod rządami Anderssona w cennikach zadebiutowało aż czternaście nowych modeli opracowanych wspólnie z konstruktorami Renault-Nissan.

Niestety, przejście Anderssona do AutoWAZ (wcześniej zarządzał Grupą GAZ ratując ją przed bankructwem) zbiegło się w czasie z rynkową zapaścią wywołaną sankcjami nałożonymi na Rosję po zaangażowaniu się w konflikt na Ukrainie. Popyt na nowe auta spadł na lokalnym rynku o ponad 30 proc., co nie pozostało bez wpływu na kondycję finansową firmy. Miniony rok zamknął się dla AutoWAZ rekordową stratą 73,8 mld rubli (928 mln dolarów) - trzykrotnie wyższą niż w 2014 roku!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje