Polacy specjalistami w budowie pojazdów specjalnych

​Według danych PZPM w Polsce jest zarejestrowanych około 85 tys. pojazdów specjalnych, do których zaliczają się np. samochody wykorzystywane do prac wiertniczych, górnicze, żurawie samochodowe, pojazdy zimowego utrzymania dróg czy pogotowia technicznego, wozy sanitarne czy samochody pożarnicze.

Sprzedaż tych ostatnich na polskim rynku oscyluje wokół 400-500 sztuk rocznie i nieznacznie wzrasta. Polską straż pożarną - zarówno zawodową, jak i ochotniczą - w większości obsługują polscy producenci, którzy dobrze radzą sobie także w eksporcie. Tego segmentu - podobnie jak i całej branży motoryzacyjnej - nie omija także dyskusja dotycząca samochodów hybrydowych i autonomicznych.

Pojazdy o specjalnym przeznaczeniu spełniają wyśrubowane kryteria techniczne, są przeznaczone do wykonywania specjalnych funkcji i często produkowane według indywidualnych potrzeb zamawiającego. Ich udział w rynku jest niewielki - dane z raportu PZPM "Branża Motoryzacyjna 2018/2019" pokazują, że w 2017 roku udział samochodów ciężarowych, specjalnych, ciągników samochodowych i lekkich dostawczych w całości parku pojazdów silnikowych utrzymał się na poziomie 12,8 proc., czyli 716,6 tys. sztuk. W tej liczbie zawierało się 85,4 tys. samochodów specjalnych.

Reklama

- Samochody specjalnego przeznaczenia to pojazdy od pożarniczych, poprzez ambulanse, do samochodów przeznaczonych dla wojska czy policji. Samochody dla straży pożarnej możemy podzielić na kilka kategorii - lekkie, średnie i ciężkie. Ten rynek utrzymuje się na poziomie 400-500 samochodów rocznie - mówi agencji Newseria Biznes Michał Romaniszyn, odpowiedzialny za eksport w firmie Wawrzaszek Inżynieria Samochodów Specjalnych.

Jak podkreśla, sprzedaż z roku na rok rośnie, ale dynamika tego wzrostu nie jest duża. W dużej mierze zależy od środków przeznaczanych na modernizację i zakupy sprzętowe dla straży z budżetu państwa, UE i samorządów, bo kupno takiego pojazdu to wydatek rzędu od kilkuset tysięcy do nawet miliona złotych. Co istotne, polską straż pożarną - zarówno zawodową, jak i ochotniczą - niemal w 100 proc. obsługują polscy producenci.

- Jest niewielki procent zachodnich firm, które próbują w Polsce sprzedawać, ale około 95-98 proc. stanowią polskie produkty, natomiast reszta to są niszowe wyroby sprowadzane z innych krajów, np. z Niemiec czy Austrii - mówi Michał Romaniszyn. 

Pojazdy ratowniczo-gaśnicze trafiają nie tylko do jednostek terytorialnych straży pożarnej. W maju br. 3. Regionalna Baza Logistyczna z Krakowa podpisała z firmą Szczęśniak Pojazdy Specjalne - jednym z największych polskich producentów - wart 14,1 mln zł kontrakt na dostawę takich pojazdów do jednostek Wojska Polskiego (pododdziałów Wojskowej Straży Pożarnej). W tym i nadchodzącym roku dostarczy w sumie sześć średnich samochodów ratowniczo-gaśniczych (z opcją na kolejnych sześć w 2020 roku), jeden ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy ze zbiornikiem o pojemności 5 m³ (z opcją na cztery kolejne w 2020 roku), trzy ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze ze zbiornikami o pojemności 10 m³ oraz jeden ciężki lotniskowy samochód ratowniczo-gaśniczy z opcją na pozyskanie drugiego takiego pojazdu w przyszłym roku.

- Jeżeli chodzi o branżę straży pożarnej, kupującym jest zwykle państwo, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Generalnie samochody pożarnicze kupują  przede wszystkim agendy państwowe. Od czasu do czasu zdarza się klient prywatny, m.in. lotniska czy rafinerie. W tej chwili produkujemy od 400 do tysiąca samochodów rocznie i jakoś musimy znajdować klientów na taką liczbę pojazdów - mówi Michał Romaniszyn.

Środki na zakup samochodów dla straży pochodzą miedzy innymi z uchwalonego w 2017 roku programu modernizacyjnego służb mundurowych podległych MSWiA z budżetem opiewającym na 1,7 mld zł do 2020 roku, z czego ponad 500 mln ma trafić do OSP. To niewielkie jednostki, które na terenach oddalonych od dużych aglomeracji często pierwsze reagują na zagrożenia. Jak podaje Volvo Trucks, to właśnie jednostki ochotniczej straży pożarnej w 2018 roku kupiły najwięcej pojazdów pożarniczych na podwoziach Volvo, bo aż 103 (na wszystkie 133 sprzedane w ubiegłym roku na polskim rynku). Ubiegły rok był dla producenta rekordowo udany, bo jeszcze w 2017 roku Volvo dostarczyło do segmentu straży pożarnej na terenie całego kraju 76 podwozi, co przekłada się na 75-proc. wzrost rdr. 

- My jesteśmy liderem wśród polskich firm, które produkują na eksport. Ten nie jest prosty, bo w tym celu trzeba mieć odpowiednie zaplecze, np. serwisowe - mówi Michał Romaniszyn. - Niemcy, Szwecja, Skandynawia czy Czechy to rynki, na których jesteśmy mocno aktywni. Ale mamy również rynki azjatyckie, Bliskiego Wschodu, Afryki czy Ameryki Południowej. One są już bardzo wymagające, czasami wymagają lat pracy, żeby uzyskać z nich jakieś efekty.

Jak podkreśla, w produkcji pojazdów specjalnego przeznaczenia wykorzystywane są innowacyjne rozwiązania techniczne i nowe materiały.

- Kompozyt to cały czas jeden z najświeższych trendów i on jest naprawdę wartościowym materiałem. Pozwala nam wyprodukować samochód, który cechuje się bardzo dużą odpornością korozyjną, i kształtować go tak, żeby był w jak największym stopniu dostosowany do celu, w jakim został zaprojektowany. Przykładowo, zbiornik wodny w pojeździe pożarniczym można ukształtować tak, żeby wypełniał maksymalną dostępną objętość. Ten samochód jest przez to bardziej kompaktowy i bardziej zwrotny na ulicach - mówi Michał Romaniszyn. - Są też w branży dyskusje na temat światowych trendów: hybrydowych samochodów, samochodów bez operatorów, działających w sposób autonomiczny, ale to wciąż jeszcze bardzo daleka przyszłość.

Źródło informacji

Newseria Biznes
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy