Polacy pierwszy raz nie powiedzieli "nie bo nie". Bo... nic nie powiedzieli

19 lipca zakończyły się konsultacje społeczne, dotyczące zaplanowanego na wrzesień w województwie małopolskim przejazdu samochodu autonomicznego. Jakie przyniosły rezultaty i czy obowiązek ich ogłaszania miał jakikolwiek sens?

Wniosek "o zezwolenie na przeprowadzenie prac badawczych związanych z testowaniem pojazdu autonomicznego" do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad złożyło Centrum Techniczne Aptiv w Krakowie, pracujące nad nowoczesnymi rozwiązaniami dla przemysłu motoryzacyjnego. Zgodnie z komunikatem krakowskiego oddziału GDDKiA, miejscem testów będzie autostrada A4 między węzłami Kraków-Skawina oraz Tarnów-Centrum. Wspomniany pojazd pokona ten odcinek tam i z powrotem. Z kierowcą, trzymającym cały czas ręce na kierownicy i gotowym do natychmiastowego przejęcia nad nim kontroli, eskortowany przez dwa inne auta, wyposażone w żółte lampy ostrzegawcze.

Reklama

To pierwsze tego rodzaju testy w Polsce i pierwsze konsultacje społeczne. Obowiązek ich przeprowadzenia narzuca Prawo o ruchu drogowym. W artykule 65 czytamy, że zarządca drogi (w przypadku autostrady jest nim GDDKiA) "konsultuje z mieszkańcami gminy, na terenie której prowadzone będą prace badawcze, wniosek o przeprowadzenie prac badawczych, zamieszczając ten wniosek na swojej stronie internetowej i wyznaczając termin na zgłaszanie uwag. Termin ten nie może być́ krótszy niż̇ 7 dni. W toku konsultacji właściciel nieruchomości położonej wzdłuż planowanej trasy, po której będzie poruszał się pojazd autonomiczny, może zgłosić sprzeciw."

Jest to klasyczny przykład nadgorliwości i dmuchania na zimne. Co bowiem może komuś przeszkadzać i w jaki sposób mu zagrażać, że koło jego posesji czy łąki przejedzie kolumna kilku wozów, z których jeden będzie poruszał się w trybie automatycznym, aczkolwiek pod nadzorem czujnego kierowcy? Przecież o wiele większe zagrożenie stwarzają choćby nocne powroty z wiejskich dyskotek, rozbawionej zmotoryzowanej młodzieży. Jak widać, ustawodawca był jednak odmiennego zdania.

Co ciekawe, ewentualny sprzeciw, zgłoszony podczas konsultacji społecznych, nie musi mieć jakiegokolwiek merytorycznego, racjonalnego uzasadnienia. Wystarczy powiedzieć: "nie bo nie". Albo wyrazić obawę, że diabelski wynalazek, jakim niewątpliwie jest samochód prowadzony przez komputery, odbierze mleko krowom pasącym się na polu. Zaatakowany podobnym argumentem organizator testów będzie musiał znaleźć dla nich inne miejsce, a zarządca drogi ponownie ogłosić konsultacje społeczne. I tak w kółko Macieju...

Oczywiście, aby wziąć udział w konsultacjach i ewentualnie zgłosić swój sprzeciw, trzeba się o nich dowiedzieć. Nie jest to łatwe, gdyż zgodnie z przytoczonym wyżej przepisem, wymaga śledzenia na bieżąco stron internetowych zarządców dróg, wgłębiania się w ich zawartość, również na poziomie regionalnych oddziałów GDDKiA. Z drugiej strony nie jest tajemnicą, że Polak potrafi. Zwłaszcza, gdy zwietrzy okazję do zarobienia paru złotych. Wspomniane obawy przed zmniejszeniem mleczności krów da się przecież jakoś wycenić.

Prawo o ruchu drogowym zawiera również obszerny artykuł, dotyczący rajdów i wyścigów samochodowych, urządzanych na drogach publicznych. Nakłada na ich organizatorów mnóstwo wymogów, lecz nie ma wśród nich obowiązku prowadzenia konsultacji społecznych. Zamiast konsultować i pytać o zgodę, wystarczy "przekazywać do wiadomości publicznej informacje o utrudnieniach w ruchu wynikających z planowanej imprezy." Najwyraźniej, zdaniem twórców ustawy, zamknięcie drogi i śmigające za płotem szybkie auta są mniej uciążliwe niż pojazdy autonomiczne.

Jak się dowiedzieliśmy, przeciwko wrześniowym testom na A4 nikt nie zaprotestował. Powinny zatem odbyć się zgodnie z planem.

Adam Rymont

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama