Reklama

Fabryka w Tychach straci Fiata 500? Włoskie związki znów walczą

Według włoskiej prasy przy okazji nowego rozdania modeli do produkcji po powstaniu koncernu Stellantis, włoscy związkowcy znowu walczą o to, by Włochy stały się jedynym miejscem produkcji najmniejszych Fiatów. Nie tylko ich zresztą, bo do odwiecznego straszaka zwanego Tychy dołączyła powstająca w Gliwicach fabryka aut dostawczych, która według Włochów mogłaby im odebrać produkcję z Sevel, gdzie powstaje Fiat Ducato i jego bliźniaki z PSA. .

Włoscy związkowcy mają uraz na tle Tychów, a nawet szerzej Polski. Przez wiele lat Tychy pokazywały im, "ojcom Fiata", jak produkować samochody. W jej najlepszym roku 5000 pracowników zbudowało ok. 600 000 aut. W tym czasie włoskie fabryki wyprodukowały co prawda w sumie 645 000 samochodów, ale zatrudniając 22 000 ludzi! W dodatku w przeciwieństwie do większych modeli wytwarzane w Tychach Fiaty Panda i 500 szły jak świeże bułeczki. 

Włoscy związkowcy długo walczyli o to, żeby najlepiej sprzedające się Fiaty wyjeżdżały z włoskich fabryk. Stojący wówczas na czele koncernu Sergio Marchionne długo się bronił, mówiąc, że małe auto, to mała marża, więc lepiej je produkować w kraju o niższych kosztach. W końcu jednak przyszedł kryzys roku 2009 i Fiat, jak i inne światowe koncerny nie tylko motoryzacyjne, poszedł po wsparcie do włoskiego rządu. Na to tylko czekali włoscy związkowcy. Marchionne zdecydował o tym, że wprowadzana wówczas na rynek generacja Pandy trafi do Włoch. Nie krył, że ekonomicznie to zła decyzja, ale koncern więcej by stracił na braku rządowego wsparcia niż na przeniesieniu produkcji. "Nowa" Panda pojechała więc do Włoch (w Tychach pozostała stara generacja i Fiat 500), a z nią wielu polskich specjalistów, którzy mieli nauczyć Włochów jak ją produkować. Przykładem może być obecny dyrektor tyskiego zakładu Tomasz Gębka, który wówczas zamienił fotel szefa spawalni w Tychach na taki sam fotel w Pomigliano d’Arco.

Reklama

Eksperyment nie wyszedł i po kilku latach Marchionne zapowiedział, że już nigdy najmniejsze Fiaty nie będą wytwarzane we Włoszech - nowa generacja wyjedzie za granicę. W Tychach nie cieszono się jednak długo. Marchionne zmarł, a jego następcę znowu uległ włoskim związkowcom. W sumie największa fabryka Fiata przez dekadę pracowała na pół gwizdka, a nawet mniej.

Po połączeniu FCA i PSA karuzela podziału produkcji ruszyła znowu. Włoska prasa właśnie doniosła, że włoscy związkowcy znowu rozmawiają z koncernem o najmniejszych Fiatach. Tym razem chodzi o stworzenie w turyńskiej fabryce Mirafiori centrum elektromobilności i skupienie w nim całej produkcji Fiata 500, którego nowa generacja, dostępna tylko z napędem elektrycznym, już tam powstaje.

Na razie prasowe informacje nie są zbyt precyzyjne. Jedne dzienniki piszą, że docelowo cała produkcja ma trafić do Mirafiori (co byłoby nielogiczne i zbyt kosztowne), a inne, że w Tychach pozostanie produkcja spalinowej wersji (co potrwa nie więcej niż kilka lat z uwagi na normy spalin oraz fakt, że "pięćsetka" debiutowała w 2007 roku). Co ciekawe, niektóre piszą także o tym, że Włosi wywalczyli także to, że samochody dostawcze z Sevel nie będą przeniesione do nowej fabryki, którą Stellantis wybudował w Gliwicach, obok zakładu produkującego Opla Astrę. Zwycięstwo tym większe, że takich planów nigdy nie było. Gliwicka fabryka ma zwiększyć możliwości produkcyjne koncernu, który widzi znakomite perspektywy dla segmentu aut dostawczych.

Jan Stora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje