Reklama

Czy ty też parkujesz na wzniesieniu?

Jeden z naszych czytelników skierował do redakcji pytanie: "Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć, w jakiej odległości od szczytu wzniesienia mogę zaparkować? Chodzi o odcinek drogi poza obszarem zabudowanym i nie ma tam namalowanych żadnych linii na jezdni."

Istotnie, przepisy nie zawierają określenia, w jakiej odległości o wierzchołka wzniesienia można zatrzymywać pojazd. Nie oznacza to jednak, że w przypadku braku linii (jak się domyślam, linii krawędziowych, oddzielających jezdnię od pobocza) można zatrzymywać pojazd blisko wzniesienia.

Reklama

Art. 46. ust. 1.  ustawy Prawo o ruchu drogowym stanowi:

"Zatrzymanie i postój pojazdu są dozwolone tylko w miejscu i w warunkach, w których jest on z dostatecznej odległości widoczny dla innych kierujących i nie powoduje zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub jego utrudnienia."

Warto też poznać ust. 3 tegoż artykułu:

"W czasie postoju na drodze poza obszarem zabudowanym pojazd powinien znajdować się, jeżeli to tylko możliwe, poza jezdnią."

W przypadku wzniesień ustawodawca nie podał konkretnej odległości od wzniesienia, w której to zatrzymywanie i postój pojazdu są zabronione. Wynika to z prostej przyczyny: wzniesienia bywają bardzo różne. Tym samym jednak twórcy prawa zdali się na wyobraźnię i wiedzę kierujących, a z tym przecież często bywa kiepsko.

Wracając do pytania czytelnika należy zauważyć, że droga bez żadnego oznakowania poziomego, zwłaszcza na wzniesieniu, może być jedynie drogą lokalną. Jednak i na takiej drodze pojazd zaparkowany na wzniesieniu (na nachyleniu pionowym drogi) stanowi poważne niebezpieczeństwo. Dlaczego? Popatrzcie na rysunek:

Na wąskiej jezdni zaparkowany przed wierzchołkiem wzniesienia niebieski samochód zmusza kierowcę żółtego auta do omijania, a to oznacza przejechanie na część jezdni przeznaczoną dla przeciwnego kierunku ruchu. Wystarczy, że w tym samym momencie będzie nadjeżdżał z przeciwka inny samochód i dojdzie do bardzo groźnego spotkania. Kierowca obu tych pojazdów zobaczą się bardzo późno, bo wzniesienie ogranicza widoczność i może dojść do zderzenia czołowego.

Podobnie samochód zaparkowany za wzniesieniem będzie stanowił poważne niebezpieczeństwo i utrudnienie, zmuszał do omijania, a być może także do zatrzymywania się za nim, jeśli z przeciwka będą nadjeżdżały inne pojazdy:

Ta sytuacja naraża kierowcę żółtego samochodu na bardzo duże niebezpieczeństwo: grozi najechaniem na tył tego auta przez inny pojazd, który podąża w tym samym kierunku, ale znajduje się jeszcze przed wzniesieniem. Kierowca czerwonego dostawczaka nie widzi sytuacji za wzniesieniem. Dopiero kiedy będzie na wierzchołku górki, dostrzeże nagle przed sobą stojące tuż za wzniesieniem żółte auto. Rozpocznie gwałtowne hamowanie, ale czy zdąży się zatrzymać...?

Przypominam przy okazji, że nawet jeśli na jezdni nie ma żadnych znaków poziomych albo są przysypane śniegiem, kierujący ma obowiązek wyobrazić sobie przebieg pasów ruchu.

A co, jeśli jezdnia jest szeroka i pozwala na ominięcie stojącego auta bez konieczności przekraczania jej osi? Wówczas wydawać by się mogło, że zaparkowany przed wzniesieniem niebieski pojazd nie stanowi żadnej szczególnej przeszkody:

Żółty samochód po prostu go omija... Można by także sądzić, że stojący za wzniesieniem niebieski pojazd nie jest szczególnym utrudnieniem:

Są to jednak oceny mylne. W praktyce jest zupełnie inaczej, zwłaszcza w polskich warunkach. Spójrzcie na kolejny rysunek:

Nagminnie niestety zdarza się w naszym kraju, że jakiś "szybki i wściekły" kierowca nie zważa na podwójną linię ciągłą, na wzniesienie lub zakręt i podejmuje ryzykanckie, karkołomne wyprzedzanie. Ot, choćby tak jak w tej sytuacji:

Pozbawiony wyobraźni, a zapewne także szarych komórek bezczelny cham nadjeżdżający z przeciwka wyprzedza na wzniesieniu i zmusza do usuwania mu się z drogi, zjeżdżania na pobocze i hamowania. Bo on się spieszy, bo on ma przepisy i zasady bezpieczeństwa w... Można tylko mieć nadzieję, że wcześniej czy później napotka innego pędzącego na złamanie karku wariata, najlepiej w potężnym Kamazie albo innej wywrotce.

Dobrze, jeśli mamy się gdzie usunąć. Gdyby w tej sytuacji na poboczu stał jakiś samochód, nie byłoby gdzie uciekać. Kierowca żółtego auta w przypadku pokazanym na rysunku ma do wyboru: zderzyć się czołowo z pędzącym z przeciwka wariatem albo walić w niebieskie auto.

Podobnie jest w przypadku samochodu zaparkowanego za wzniesieniem. W Polsce nagminne jest takie właśnie wyprzedzanie, podczas którego pojazd wyprzedzany usuwa się prawymi kołami na pobocze:

No i nagle wyrasta przed nim przeszkoda w postaci zaparkowanego samochodu! To kolejna bardzo niebezpieczna sytuacja. Dlatego zdecydowanie odpowiadam:

Nie myślcie nawet o parkowaniu na wzniesieniu, choćby nie zabraniały tego znaki poziome. W każdej sytuacji wasze auto będzie stanowiło bardzo groźną przeszkodę. Na wzniesieniu nie wolno parkować ani nawet zatrzymywać się, choćby na chwilę! Ten zakaz wynika z cytowanego powyżej przepisu: pojazd zaparkowany na wzniesieniu nie jest z dostatecznej odległości widoczny dla innych kierujących i powoduje zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego lub jego utrudnienie.

A w jakiej odległości od wierzchołka wzniesienia można zatrzymać auto? O to pytał nasz czytelnik. Otóż nie sposób dać tu konkretnej odpowiedzi. Niech pan, szanowny czytelniku, zechce spojrzeć na poniższy rysunek:

Wzniesienia mogą mieć różną długość, wysokość, kąt nachylenia. Nie da się opracować uniwersalnego modelu odległości od wierzchołka wzniesienia zezwalającej na postój, gdyż w przypadku jednej górki ta odległość wypadałaby już za wzniesieniem, a w przypadku innej górki w połowie wzniesienia.

Trudno byłoby także oczekiwać od kierowcy precyzyjnego obliczania, jaka jest odległość od wierzchołka wzniesienia. Musiałby mieć laserowy dalmierz.   Większy sens miałoby natomiast określenie odległości od początku wzniesienia, zezwalającej na postój. W praktyce tę funkcję spełniają zazwyczaj ciągłe linie krawędziowe, oddzielające jezdnię od pobocza. Są one tożsame z zakazem zatrzymywania się, zarówno na poboczu, jak i na jezdni. Zazwyczaj ciągłe linie krawędziowe zaczynają się w pewnej odległości od początku wzniesienia i kończą w pewnej odległości za wzniesieniem:

Biorąc jednak pod uwagę możliwość ich starcia się albo przysypania śniegiem, może warto byłoby przed wzniesieniami, w odległości około 100 metrów od początku wzniesienia, umieszczać pionowe znaki B-36 "zakaz zatrzymywania się":

Muszę jednak jeszcze coś dodać do pytania naszego czytelnika. Otóż, niezależnie od znaków, wzniesień, zakrętów itd. stanowczo odradzam postój na poboczu, a tym bardziej na jezdni, poza obszarem zabudowanym!

To nie te czasy, kiedy ruch na polskich drogach był niewielki i nikogo nie dziwiło, że jakiś kierowca zatrzymał na poboczu auto, by zjeść sobie kanapkę. Albo te czasy, kiedy autokar stawał na poboczu i kierowca oznajmiał: panie na prawo, panowie na lewo...

Przy dzisiejszym nasileniu ruchu każdy pojazd stojący na poboczu stwarza zagrożenie, a przynajmniej utrudnienie. Zmusza przejeżdżających kierowców do obserwacji tego auta, uważania na to, czy ktoś nagle nie otworzy drzwi, czy dziecko wybiegnie zza stojącego samochodu na jezdnię. Oczywiście o ile przejeżdżający kierowca ma wyobraźnię i myśli, ale czasem i tacy się zdarzają.

A przecież o wiele bezpieczniej i wygodniej zatrzymać się na parkingu przy stacji benzynowej, przy jakimś przydrożnym zajeździe lub barze. Tam można stać do woli.

Cytowany przeze mnie na wstępie przepis: "w czasie postoju na drodze poza obszarem zabudowanym pojazd powinien znajdować się, jeżeli to tylko możliwe, poza jezdnią", też już wydaje się anachroniczny i niepasujący do obecnych realiów. Nie dziwota, bo stworzono go ponad 50 lat temu.

Powinien on brzmieć: "Postój pojazdu poza obszarem zabudowanym dozwolony jest wyłącznie na parkingach, w miejscach obsługi podróżnych i na terenach posesji znajdujących się przy drodze."

Radzę więc naszemu czytelnikowi, by w ogóle zrezygnował z parkowania na szosie poza obszarem zabudowanym. Nie tylko w pobliżu wzniesień. A wy, urzędnicy zajmujący się kodeksem drogowym, weźcie się do pracy. W polskich przepisach jest o wiele więcej takich anachronizmów. Wstyd, by nadal tkwiły one w prawie o ruchu drogowym podobno nowoczesnego państwa w środku Europy.

Polski kierowca


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje