Wyjechał bolidem Formuły 1 na drogę. Nielegalny przejazd nagrany na wideo
Jadąc autostradą spodziewamy się na drodze tirów, osobówek czy autokarów, ale z pewnością nie wyścigowego bolidu. Tymczasem w okolicach czeskiej Pragi uczestnicy ruchu mieli okazję zobaczyć coś zupełnie nieprawdopodobnego - czerwony bolid w malowaniu Ferrari. Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że dla jego kierowcy nie była to pierwsza taka eskapada.

Dla jednych był to szok, dla innych spełnienie motoryzacyjnych marzeń - na czeskiej autostradzie D4 w rejonie Pragi kierowcy stali się świadkami absolutnie niecodziennego zdarzenia. Pośród zwyczajnych samochodów nagle pojawił się czerwony bolid w malowaniu Ferrari. Maszyna to tak naprawdę Dallara GP2/08 z 2008 roku, przebudowana na wzór bolidów Ferrari F1 z czasów Michaela Schumachera. Za kierownicą - znany w Czechach ekscentryk, który po kilkuletniej przerwie znów wyjechał swoją maszyną na drogi publiczne.
Czerwony bolid ponownie na czeskich drogach
Czerwony boli wyruszył ze stacji benzynowej w okolicach miejscowości Oboriste, a następnie ruszył w kierunku Przybrama. Jak relacjonują czeskie media - wielu świadków nie mogło uwierzyć własnym oczom - zamiast złości czy oburzenia pojawiła się fala entuzjazmu, a telefony komórkowe poszły w ruch. Nietypowy przejazd został skrupulatnie udokumentowany na nagraniu wideo, który niedawno trafił na platformę YouTube.
Pierwszy przejazd udokumentowany w 2019 roku
Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy czerwony bolid pojawił się na czeskich drogach. Już dwa lata temu widziano go na obwodnicy Pragi - wtedy kierowca urządził sobie pojedynek z innym bolidem, stylizowanym na barwy wyścigowego zespołu Renault. Jeszcze wcześniej ta sama maszyna była ponownie widziana w okolicach autostrady D4. Wówczas czeska policja bezskutecznie starała się dotrzeć do kierowcy pojazdu, któremu groziły mandaty i spora kara pieniężna. Dlaczego?
Tego rodzaju samochody wyścigowe z założenia nie mają homologacji drogowej, a więc nie mogą legalnie poruszać się po ulicach. Powód tkwi nie tylko w braku świateł czy innych elementów wyposażenia wymaganego przez przepisy, lecz przede wszystkim w samej konstrukcji pojazdu. Aerodynamika bolidu została zaprojektowana z myślą o torze wyścigowym i działa prawidłowo jedynie przy ekstremalnie wysokich prędkościach. Na zwykłych drogach oznaczałoby to realne zagrożenie, mogące prowadzić do bardzo niebezpiecznych sytuacji.
Jak się okazuje, czeska policja od lat próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego kierowcy bolidu. Już w 2019 roku, po pierwszych udokumentowanych przejazdach, funkcjonariusze apelowali do mieszkańców o pomoc w identyfikacji sprawcy. Śledztwo pozwoliło ostatecznie wskazać, że chodzi o 45-letniego mężczyznę. Nigdy jednak nie udało się zatrzymać ani jego samego, ani samego pojazdu, dlatego też do dziś nie można jednoznacznie stwierdzić, czy maszyna rzeczywiście była niedopuszczona do ruchu ulicznego.









