Plan Muska trafił do kosza. Tesla sprytnie ucieka od autonomicznych obietnic
Przez lata Elon Musk powtarzał, że przełom jest tuż za rogiem. Teraz jednak firma zmienia kurs, a klienci, którzy zapłacili niemałe pieniądze, mogą poczuć się oszukani.

W skrócie
- Tesla modyfikuje strategię dotyczącą Full Self-Driving, przyznając, że system nie jest w pełni autonomiczny i wymaga nadzoru kierowcy.
- Klienci, którzy zapłacili wysokie ceny za FSD, mogą poczuć się rozczarowani niespełnionymi obietnicami pełnej autonomii.
- Konkurencja, taka jak Waymo czy Mercedes, wprowadza już rzeczywiste rozwiązania autonomiczne, podczas gdy system Tesli pozostaje w fazie zaawansowanego asystenta.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Tesla Full Self-Driving - zmiana strategii
We wrześniu 2025 roku Tesla oficjalnie zmodyfikowała podejście do swojego kluczowego projektu Full Self-Driving (FSD). Jak wynika z dokumentów złożonych w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, system został przemianowany na Full Self-Driving (Supervised). W praktyce oznacza to, że producent sam przyznaje, iż technologia nie jest pełną autonomią, lecz jedynie zaawansowanym systemem wspomagania kierowcy.
Taka definicja wpisuje się w realia - obecnie FSD wymaga stałej uwagi użytkownika i gotowości do przejęcia kierownicy w każdej chwili. Międzynarodowe stowarzyszenie inżynierów motoryzacyjnych klasyfikuje rozwiązanie Tesli na poziomie 2 SAE, czyli znacznie poniżej poziomu 4 lub 5, które oznaczałyby prawdziwie autonomiczną jazdę.
Ile kosztował Full Self-Driving?
Przez lata Tesla oferowała pakiet FSD w cenie sięgającej nawet 15 tys. dolarów (ok. 63 tys. zł). Klienci płacili licząc na rewolucję w codziennym przemieszczaniu się - samochody, które samodzielnie dowiozą ich do celu, a po pracy będą mogły służyć jako autonomiczne taksówki. Do tej wizji Musk odwoływał się regularnie od 2018 roku, każdorazowo obiecując, że pełna autonomia jest "kwestią miesięcy".

Rzeczywistość okazała się inna. FSD pozostał zestawem asystentów kierowcy, a obiecywana rewolucja nie nadeszła. Obecnie Tesla obniżyła cenę pakietu o 7 tys. dolarów (ok. 29,5 tys. zł) względem szczytu z 2023 roku, co może być próbą zwiększenia sprzedaży w obliczu malejącego zainteresowania.
Konkurencja Tesli przyspiesza
Podczas gdy Tesla ogranicza ambicje, konkurenci wprowadzają realne rozwiązania autonomiczne na rynek. Waymo i Baidu Apollo już dziś oferują usługi taksówek bez kierowcy w wybranych strefach. Mercedes-Benz jako pierwszy producent uzyskał homologację systemu Drive Pilot na poziomie 3 SAE w Niemczech i części stanów USA, umożliwiając kierowcy zdjęcie rąk z kierownicy w określonych warunkach ruchu miejskiego.

Na tle tych działań FSD Tesli wypada skromnie. Pomimo miliardowych inwestycji i ponad dekady zapowiedzi, system pozostaje daleki od pełnej autonomii i wymaga nieustannego nadzoru.
Full Self-Driving pod ostrzałem
Zmiana nazwy nie uchroniła Tesli przed krytyką. National Transportation Safety Board zarzucił firmie wprowadzanie klientów w błąd, a kalifornijski urząd ruchu drogowego wytoczył proces dotyczący praktyk reklamowych. Dodatkowo na rynku chińskim Tesla zrezygnowała nawet z nazwy FSD, zastępując ją bardziej jednoznacznym określeniem Intelligent Assisted Driving.
Dla wielu klientów oznacza to koniec marzeń o samochodach, które samodzielnie przyjadą po nich na lotnisko czy dworzec.
Koniec wielkiej wizji Muska
Decyzja Tesli to jedno z największych wycofań obietnic w historii motoryzacji. Plan Muska o pełnej autonomii trafił do kosza, a Full Self-Driving został sprowadzony do roli zaawansowanego asystenta. Tymczasem konkurencja nie tylko dogoniła, ale w niektórych aspektach wyprzedziła Teslę.
Dla klientów, którzy wydali nawet 63 tys. zł na pakiet FSD, to bolesna lekcja. Dla branży - sygnał, że droga do pełnej autonomii jest znacznie dłuższa i trudniejsza, niż sugerowały deklaracje Muska.










