Piesi wśród ofiar wypadków. Nowe dane zmieniają proporcje
Nowoczesne samochody są dziś bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ale najnowsze dane z Australii pokazują, że poprawa ta nie obejmuje wszystkich uczestników ruchu. W 2025 roku liczba pieszych, którzy zginęli na drogach, zrównała się z liczbą ofiar wśród pasażerów samochodów. To sygnał ostrzegawczy, który powinien zwrócić uwagę także europejskich kierowców i decydentów.

Przez lata dyskusja o bezpieczeństwie na drogach koncentrowała się głównie na kierowcach i pasażerach samochodów. To tam notowano największą liczbę ofiar, to tam też najszybciej wprowadzano nowe rozwiązania techniczne i prawne. Najnowsze dane z Australii opublikowane przez National Road Safety Data Hub pokazują jednak zmianę proporcji, która może być sygnałem ostrzegawczym również dla Europy - w części 2025 roku liczba zabitych pieszych zrównała się z liczbą ofiar wśród pasażerów samochodów, a miejscami nawet ją przewyższyła.
Nie chodzi o nagły wzrost liczby potrąceń ani o jednorazowy statystyczny wyjątek. Wręcz przeciwnie - chodzi o to, że wyniki innych kategorii ofiar maleją szybciej.
Bezpieczniejsze auta, wolniejsza poprawa poza nimi
W Australii, podobnie jak w Europie, samochody stały się w ostatnich latach znacznie bezpieczniejsze dla osób znajdujących się w środku. Obowiązkowe systemy wspomagania, lepsze konstrukcje nadwozi, skuteczniejsze pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne sprawiły, że liczba zabitych kierowców i pasażerów systematycznie spada.
Problem polega na tym, że ta poprawa nie rozkłada się równomiernie. Piesi - czyli niechronieni uczestnicy ruchu - nie korzystają bezpośrednio z postępu technologicznego w samochodach. Co więcej, zmiany w motoryzacji mogą działać na ich niekorzyść. Milad Haghani i Taheri Sarteshnizi - badacze z uniwersytetu w Melbourne - są przekonani, że wzrost popularności SUV-ów i wysokich aut sprawia, że potrącenia częściej kończą się ciężkimi obrażeniami.
Australijskie statystyki pokazują więc nie tyle nowy problem, co przesunięcie ciężaru ryzyka. Skoro ginie mniej osób podróżujących samochodami, udział pieszych w ogólnej liczbie ofiar rośnie - nawet jeśli sama liczba potrąceń nie zwiększa się gwałtownie.
Europa: podobny kierunek, inna skala
W Unii Europejskiej piesi stanowią około jednej piątej wszystkich ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. To znacznie mniej niż kierowcy i pasażerowie łącznie, ale wystarczająco dużo, by mówić o trwałym problemie. Co istotne, w ostatnich latach liczba zabitych kierowców i pasażerów spada szybciej niż liczba ofiar wśród pieszych.
Efekt jest podobny jak w Australii, choć mniej spektakularny: udział pieszych w strukturze ofiar utrzymuje się na wysokim poziomie, a w części krajów przestaje maleć. To szczególnie widoczne w miastach, gdzie ruch jest coraz intensywniejszy, a przestrzeń wspólna dla samochodów i pieszych bywa projektowana według przestarzałych standardów.
Polska: pieszy nadal w grupie najwyższego ryzyka
Na tym tle Polska wypada gorzej niż średnia unijna. Piesi stanowią u nas bliżej jednej czwartej wszystkich ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. Choć wprowadzono zmiany w przepisach, w tym wzmocnienie ochrony pieszych na przejściach, statystyki pokazują jasno: ryzyko śmierci w wypadku z udziałem pieszego pozostaje wysokie.
Szczególnie niebezpieczne są drogi poza dużymi miastami, słabo oświetlone odcinki oraz sytuacje po zmroku. W takich warunkach nawet niewielkie przekroczenie prędkości dramatycznie zwiększa skutki potrącenia. Przy zderzeniu z prędkością 50 km/h szanse przeżycia pieszego są wielokrotnie niższe niż przy 30 km/h - i nie jest to kwestia opinii, lecz fizyki.
Dlaczego australijskie dane są ważne dla Europy
Dane z Australii nie są ciekawostką z drugiego końca świata. Pokazują, do czego prowadzi sytuacja, w której poprawa bezpieczeństwa dotyczy głównie osób znajdujących się w samochodach, a znacznie wolniej obejmuje tych, którzy poruszają się pieszo.
Jeśli tempo zmian się nie wyrówna, w kolejnych latach również w Europie może dojść do momentu, w którym piesi staną się jedną z największych grup ofiar - nie dlatego, że będą popełniać więcej błędów, ale dlatego, że system drogowy wciąż projektowany jest przede wszystkim z myślą o samochodach.
To wniosek, który powinien wybrzmieć także w Polsce. Nie jako oskarżenie wobec kierowców czy pieszych, lecz jako sygnał, że bezpieczeństwo na drogach nie kończy się na wnętrzu auta.








