Trwoga w Europie. Chińczycy zrobili coś, co nie wydawało się możliwe
Chińscy producenci samochodów robią rzeczy, które europejskiej i japońskiej konkurencji wydają się niemożliwe. Opracowują samochody znacznie szybciej i działają znacznie bardziej elastycznie, a przez to mogą sprawniej reagować na zmieniającą się sytuację rynkową. W efekcie istniejące od dziesięcioleci uznane marki samochodów znalazły się w trudnej sytuacji.

Spis treści:
- Chińczycy tworzą samochód w dwa lata. Europejczycy - w cztery.
- Zmieniające się przepisy w Europie powodują chaos
- Skąd się wziął chiński sukces?
- Bez Chin nie ma baterii do samochodów
- Jak powstaje nowy samochód w 2 lata?
Agencja Bloomberg opisała sprawę elektrycznego modelu Leapmotor C10, który podczas szybkiej jazdy niemiecką autostradą nagle wykrył przed sobą nieistniejącą przeszkodę. Systemy bezpieczeństwa zareagowały, uruchomiając hamulce i szarpnęły autem w bok, by ją ominąć. Obyło się bez wypadku, ale siedzący za kierownicą auta szef europejskiego oddziału Leapmotor Marin Resch natychmiast wysłał e-maila z informację o zdarzeniu do centrum rozwojowego marki w Hangzhou w Chinach.
Zanim Resch dojechał do celu podróży, za pomocą zdalnej aktualizacji samochód otrzymał już nowe oprogramowanie, w którym usunięto błąd powodujący wykrywanie nieistniejących przeszkód. Bloomberg konstatuje, że opracowanie podobnej poprawki w firmach europejskich zajęłoby nie godziny, ale co najmniej tygodnie.
Chińczycy tworzą samochód w dwa lata. Europejczycy - w cztery.
W ostatnich miesiącach Europa wręcz zalewana jest nowymi modelami samochodów chińskich. Wiele marek ma krótki, czasem nawet kilkuletni staż rynkowy, mimo tego oferują szereg pojazdów w różnych segmentach. Wszystko przez to, że Chińczycy robią coś, co do niedawna europejskim producentom wydawało się kompletnie niemożliwe - opracowują nowy pojazd, od zera, w ciągu dwóch lat. Firmom niemieckim czy japońskim zajmuje to cztery lata.
"Tradycyjne" marki zrozumiały już, w jak trudnej sytuacji się znalazły. Stellantis, w którego portfolio znajduje się łącznie kilkanaście marek (w tym m.in. Fiat, Opel, Peugeot, Citroen, Jeep, Alfa Romeo czy Lancia) wykorzystuje nawiązanie bliskiej współpracy z Leapmotorem (utworzono spółkę Leapmotor International, w której Stellantis ma 51 proc. udziałów) i zamierza wykorzystać chińskie platformy dla samochodów elektrycznych w swoich markach. Z kolei Mercedes rozmawia o zastosowaniu chińskiej technologii z Geely, Mazda sprzedaje już pod własną marką samochody elektryczne opracowane przez chińskich producentów, a Renault Twingo zostało opracowane i w dużej części powstaje w Chinach.
Przed chińską technologią na razie bronią się USA. Samochody z Chin są tam obłożone wysokimi cłami, wobec czego chińskie marki na tamtejszy rynek nie weszły. Spokój amerykańskiej konkurencji jest jednak pozorny. Podczas gdy świat idzie do przodu, amerykańskie firmy za nim nie nadążają, zostając w tyle.
Zmieniające się przepisy w Europie powodują chaos
Sytuacji w Europie nie poprawiają zmieniające się przepisy. Unia Europejska, jakby nie dostrzegając, że Chiny są potentatem na rynku samochodów elektrycznych chciały do 2035 roku zakazać sprzedaży samochodów spalinowych. Teraz ten zakaz jest powoli zmiękczany, bo okazało się, że jego egzekwowanie prawdopodobnie doprowadziłoby do upadku wielu europejskich producentów, którzy nie byliby w stanie konkurować z firmami z Chin.
Póki co, tamę tanim autom elektrycznym z Państwa Środka postawiły cła, ale one nie będą trwać wiecznie, natomiast europejskie firmy zmieniają swoje strategie, odkładając na później inwestycje w elektromobilność.
Problem w tym, że taka niestabilność regulacji prawnych nie jest dobra. Wielu producentów wstrzymało inwestycję w nowe modele hybrydowe, rozwijając elektryczne, bo wydawało się, że nie ma od nich odwrotu. Ale były one drogie i nie znajdywały nabywców. W efekcie w salonach wciąż obecne są pojazdy spalinowe, które już dawno powinny mieć następców, ale ich nie opracowywano, zakładając, że wobec nowych regulacji nie ma to sensu.
Teraz okazuje się, że przed autami z silnikami spalinowymi jest przyszłość, a inwestycje w auta elektryczne były nietrafione.
Skąd się wziął chiński sukces?
Jeszcze kilkanaście lat temu Chińczycy byli postrzegani jako duży i chłonny rynek bez własnego przemysłu motoryzacyjnego. Chętnie inwestowały tam światowe koncerny, których lokalne regulacje prawne zmuszały do zakładania spółek joint-venture.
Produkowały one w Chinach przeznaczone na tamtejszy rynek auta oparte na zachodniej technologii. Firmy europejskie i japońskie się cieszyły, zyskując dostęp do dużego rynku, nie dostrzegając, że wpadają w pułapkę - Chińczycy dostali dostęp do sprawdzonych rozwiązań technicznych, których nie musieli tworzyć od zera.
Chińskie władze również bardzo szybko dostrzegły potencjał w samochodach elektrycznych. Chińczycy wykorzystali zdobytą wiedzę bazową i rozpoczęli własne badania finansowane przez rząd, który hojnie dokładał się nie tylko do badań, ale także produkcji. W efekcie w latach 2000-2023 Chiny wygenerowały ponad 343 tys. patentów na technologie związane z transportem lądowym - prawie pięć razy więcej niż Niemcy.
Bez Chin nie ma baterii do samochodów
Jednocześnie Chiny rozwijały przemysł potrzebny do produkcji baterii, wykorzystując posiadany dostęp do metali ziem rzadkich na swoim terytorium oraz zdobywając licencje do ich wydobycia w krajach afrykańskich. Tworzono nowe technologie przetwarzania rud, chroniąc je patentami, więc dziś Chiny odpowiadają za 70 proc. wydobycia i 90 proc. przetwarzania światowych zasobów metali ziem rzadkich.
Analitycy UBS szacują, że dzięki temu chińscy producenci płacą za samochodowy akumulator trakcyjny około 2000 dolarów mniej niż firmy europejskie.
Jak powstaje nowy samochód w 2 lata?
Jednocześnie Chińczycy pracowali nad metodami zwiększania tempa i obniżania kosztów opracowywania nowych modeli. Centra badawczo-rozwojowe stawiano blisko fabryk, co ułatwiało logistykę, testy i wdrażanie poprawek. Intensywnie rozwijano oprogramowanie oraz podjęto decyzję nakładaniu na siebie kolejnych faz opracowywania pojazdów.
W efekcie czas stworzenia od zera nowego samochodu spadł do dwóch lat, ale na drogi zaczęły wyjeżdżać samochody nie do końca przetestowane. Efektem mogą być nieprzewidziane zdarzenia, jak wspomniane przypadek Leapmotoru w Niemczech. W internecie głośny był też przypadek, gdy kierowca SUV-a Lynk & Co Z20 chciał za pomocą asystenta głosowego wyłączyć oświetlenie w kabinie, na co samochód zareagował wyłączeniem świateł głównych. Do zdarzenia doszło w nocy, w efekcie auto zjechało na pobocze i zostało uszkodzone.
Firma przeprosiła za zdarzenie i błyskawicznie opublikowała aktualizację oprogramowania blokującą głosowe wyłączenie świateł.
Niektórzy analitycy uważają, że to właśnie podkreślanie wysokiej jakości i niezawodności może być dla europejskich producentów szansą na przetrwanie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że chińskie samochody będą tańsze niż te produkowane w Europie czy Japonii.











