Nowy podatek od samochodów. Kierowcy zapłacą od kilometra
Drogi zawsze kosztowały, tylko przez lata płaciliśmy za nie przy dystrybutorze. Teraz, gdy na drogach przybywa samochodów elektrycznych, ten model zaczyna się sypać. Coraz więcej państw mówi więc wprost o podatku liczonym od przejechanych kilometrów. W Islandii już działa, w Wielkiej Brytanii jest zapowiedziany, Szwajcaria szykuje decyzję. To nie rewolucja, tylko zmiana sposobu liczenia pieniędzy, które kierowcy i tak płacą od lat.

W skrócie
- Coraz więcej państw rozważa lub wprowadza podatek od przejechanych kilometrów zamiast dotychczasowego finansowania dróg przez akcyzę paliwową.
- Islandia już wprowadziła taki podatek, a w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii toczy się dyskusja lub są planowane zmiany.
- W Polsce temat nie jest jeszcze aktualny, jednak przewiduje się, że wraz ze wzrostem liczby samochodów elektrycznych powróci kwestia finansowania dróg.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jeszcze niedawno taki pomysł brzmiał jak podatkowa fantazja. Dziś coraz więcej państw mówi o nim całkiem serio. Nie o droższym paliwie ani o opłatach za prąd do ładowania, ale o podatku naliczanym od tego, ile naprawdę jeździmy. Od licznika. I choć w Polsce to wciąż temat z przyszłości, za granicą zaczyna być realnym elementem systemu.
Jak kierowcy płacą za drogi od lat - tylko ukrytym podatkiem
Przez lata finansowanie dróg działało według prostego schematu. Im więcej jeździłeś, tym częściej tankowałeś, a im częściej tankowałeś, tym więcej podatku zostawiałeś w cenie paliwa. Uwzględnia ona tzw. opłatę paliwową, wynoszącą obecnie ok. 20 groszy za litr benzyny i 40 gr za litr oleju napędowego. System był skuteczny, dopóki wszyscy korzystali z tego samego źródła energii.
Samochody elektryczne a podatki. Dlaczego budżety zaczęły tracić
Samochód elektryczny korzysta z dróg dokładnie tak samo jak spalinowy. Zużywa nawierzchnię, stoi w korkach, wymaga utrzymania infrastruktury. Różnica jest jedna - nie płaci podatku paliwowego. Gdy takich aut było niewiele, problem dało się ignorować. Gdy ich udział zaczął rosnąć, państwa zaczęły tracić miliardy i szukać nowego sposobu na finansowanie dróg.
Islandia wprowadziła podatek od kilometra. Jak to działa
Islandia jako jedna z pierwszych przestała udawać, że problemu nie ma. Najpierw wprowadziła opłatę od przejechanych kilometrów dla samochodów elektrycznych, a następnie rozszerzyła ją na wszystkie auta, niezależnie od napędu. Od stycznia 2026 r. każdy kierowca conajmniej raz w roku zgłasza stan licznika i płaci za realne korzystanie z dróg. To rozwiązanie proste, brutalnie uczciwe i całkowicie oderwane od rodzaju paliwa. Aktualnie opłata za auta osobowe wynosi 6,95 korony islandzkiej za kilometr, czyli w przeliczeniu ok. 20 groszy.
Szwajcaria rozważa podatek od samochodów. Decyzja w referendum
W Szwajcarii podatku kilometrowego jeszcze nie ma, ale rząd federalny otwarcie mówi, że obecny model się nie spina. Wraz z rozwojem elektromobilności wpływy z podatków paliwowych maleją, a drogi trzeba utrzymywać. Rozważane są różne scenariusze, w tym opłata od przebiegu, a decyzja ma zostać podjęta w drodze referendum. Docelowe rozwiązanie ma obowiązywać od 2030 r.
Wielka Brytania: VED już obowiązuje, podatek od kilometra w planach
W Wielkiej Brytanii samochody elektryczne już dziś płacą podatek drogowy Vehicle Excise Duty (VED). Od 1 kwietnia 2025 r. zniknęło pełne zwolnienie, które przez lata było jednym z filarów promocji elektromobilności. Nowe elektryki objęte są symboliczną stawką w pierwszym roku, a następnie standardowym, corocznym VED - tak jak auta spalinowe. Równolegle brytyjski rząd zapowiada kolejny krok, czyli wprowadzenie w drugiej połowie dekady systemu "pay per mile", a więc opłaty naliczanej od faktycznie przejechanych mil. To nie obowiązujące jeszcze prawo, lecz kierunek polityki fiskalnej, który ma w przyszłości uzupełnić spadające wpływy z podatku paliwowego.
Norwegia bez podatku od kilometra. Jak rozlicza samochody elektryczne
Ciekawym kontrapunktem jest Norwegia, kraj z największym udziałem samochodów elektrycznych w sprzedaży na świecie. Tam nie wprowadzono podatku od kilometra. Zamiast tego stopniowo wycofywane są ulgi: elektryki zaczynają płacić VAT przy zakupie, tracą zniżki na płatnych drogach, parkingach i promach. Efekt jest podobny - korzystanie z auta przestaje być niemal darmowe - ale jak na razie bez zaglądania kierowcom do licznika.
Ten scenariusz czeka także Polskę
Dziś w Polsce temat wydaje się odległy. Większość aut nadal jeździ na benzynie i oleju napędowym. Ale dokładnie w tym miejscu kilka lat temu były Islandia, Norwegia czy Wielka Brytania. Gdy elektryków zacznie realnie przybywać, pytanie o finansowanie dróg wróci szybciej, niż się wydaje.
Podatek od kilometra to nowy sposób rozliczeń
Podatek od kilometra nie jest rewolucją ani karą dla kierowców. To próba zastąpienia mechanizmu, który działał przez dekady, ale został rozmontowany przez zmianę technologii. Pieniądze na drogi zawsze pochodziły od użytkowników samochodów. Zmienia się tylko moment i sposób, w którym są pobierane. I właśnie dlatego ten temat będzie wracał. Nie dlatego, że ktoś chce sięgnąć głębiej do kieszeni kierowców, ale dlatego, że stary system dojeżdża do ściany.









