Efekt rakiety i pióra. To przez niego ceny paliw rosną szybko i wolno spadają
Ceny ropy na światowych rynkach podlegają ostatnio ogromnym wahaniom z uwagi na wojnę toczącą się na Bliskim Wschodzie. Po początkowym szoku cenowym, gdy jedna baryłka kosztowała około 120 dolarów, ceny spadły do 90 dolarów, by potem znów wzrosnąć do około 100. Trudno przewidzieć, jak będzie kształtować się sytuacja na rynkach, ale wiadomo też, dlaczego kierowcy nie widzą niższych wartości na stacjach paliw, gdy cena za baryłkę spada.

W skrócie
- Ceny paliw na polskich stacjach osiągnęły wysoki poziom, a prognozy przewidują dalsze podwyżki dla ON, Pb95 i LPG.
- Efekt rakiety i pióra opisuje asymetrię cenową, gdzie podwyżki cen paliw następują szybko, a obniżki wolniej.
- Na ceny przy dystrybutorze wpływają także kurs euro do dolara, stałe opłaty, koszty produkcji oraz sezonowy popyt.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Ceny paliw na polskich stacjach osiągnęły poziom dawno niewidziany. Obecnie, według serwisu e-petrol, litr oleju napędowego kosztuje 7,59 zł, a benzyny 6,48 zł. LPG utrzymuje się na poziomie 3,09 zł. Co gorsza, prognozy są mało optymistyczne. Według tego samego serwisu w kolejnym tygodniu (16-22 marca) za litr ON zapłacimy nawet 8,01 zł (a minimalnie 7,77 zł), zdrożeją także benzyna Pb95 (6,54-6,69 zł/l) i LPG (3,14-3,25 zł za litr).
Efekt rakiety i pióra to zjawisko opisujące asymetrię cenową na rynku paliw. Gdy cena ropy rośnie, stacje podnoszą ceny niemal natychmiast - stąd rakieta w nazwie zjawiska. Gdy ropa tanieje, spadek cen przy dystrybutorze przypomina raczej opadające pióro. Dlaczego tak się dzieje?
Stacje benzynowe sprzedają najpierw paliwo z zapasów kupionych po wyższych cenach, więc nie mają ekonomicznego powodu, żeby od razu obniżać marże. Do tego operatorzy stacji bacznie obserwują konkurencję - jeśli sąsiednia stacja nie obniża cen, oni również nie spieszą się ze zmianami.
Kiedy spadek cen ropy będzie widoczny na stacjach?
Przy umiarkowanych spadkach cen ropy pierwsze korekty na stacjach pojawiają się zwykle po około tygodniu. Wyraźniejsze obniżki - takie, które faktycznie odczujemy przy tankowaniu - następują zazwyczaj po dwóch do czterech tygodni.
Warunek jest jeden: cena ropy musi utrzymać się na niższym poziomie przez dłuższy czas i nie podskoczyć nagle w górę. A to w obecnej sytuacji nic pewnego, bo Irańczycy zaczęli atakować statki pokonujące cieśninę Ormuz, przez którą przepływa nawet 20 proc. światowego transportu ropy i ruch. W efekcie transport zamarł.

Na ostateczną cenę przy dystrybutorze wpływa też kurs euro wobec dolara, bo ropa wyceniana jest w amerykańskiej walucie. Znaczenie ma również obłożenie rafinerii i sezonowy popyt - przed wakacjami lub w okresie świątecznych wyjazdów ceny tradycyjnie idą w górę niezależnie od tego, co dzieje się na rynkach surowcowych.
Nawet gdy baryłka ropy tanieje o kilkanaście procent, kierowca przy dystrybutorze odczuje tylko ułamek tej zmiany. Duża część ceny litra benzyny czy diesla to stałe elementy: akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna i VAT. Do tego dochodzą koszty przerobu w rafineriach, transportu i marże na każdym etapie dystrybucji.
Sam koszt ropy to w zależności od sytuacji rynkowej mniej niż połowa tego, co płacimy przy dystrybutorze. Reszta pozostaje niezmienna bez względu na to, czy baryłka kosztuje 60, 90 czy ponad 100 dolarów.










