74 mln kary dla polskiego oddziału Volkswagena za aferę spalinową
Polski oddział Volkswagena będzie musiał zapłacić 74 mln zł kary z związku z tzw. aferą spalinową (dieselgate). To prawomocna decyzja, podjęta na skutek negocjacji Volkswagen Group Polska i UOKiK.

W skrócie
- Volkswagen Group Polska musi zapłacić 74 mln zł kary za wprowadzanie konsumentów w błąd dotyczący emisji spalin w silnikach Diesla.
- Afera spalinowa ujawniona w 2015 roku dotyczyła fałszowania wyników testów emisji, co skutkowało wielomiliardowymi karami i zmianami w zarządzie firmy.
- Polscy właściciele aut z silnikami Diesla nadal walczą o odszkodowania, kierując pozwy do sądów niemieckich z szansą na wielomilionowe rekompensaty.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Decyzję o nałożeniu kary na Volkswagena prezes UOKiK podjął w 2020 roku, uznając, że polski importer wprowadzał konsumentów w błąd w zakresie faktycznej emisji tlenków azotu (NOx) przez samochody z silnikami wysokoprężnymi marek Volkswagen, Seat, Skoda i Audi.
Ponadto - jak zaznaczył w komunikacie UOKiK - spółka kierowała wytyczne do sprzedawców tych samochodów, sugerujące automatyczne nieuwzględnianie reklamacji konsumentów dotyczących powyższych problemów, mimo wystąpienia niezgodności towaru z umową.
Volkswagen Group Polska odwołał się od decyzji UOKiK do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zobowiązał strony do podjęcia rozmów ugodowych. Ostatecznie faktycznie ugoda została zawarta i zatwierdzona przez sąd. Zgodnie z nią kara wynosi blisko 74 miliony zł. Decyzja jest prawomocna.
Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że polscy właściciele wadliwych samochodów nie mają powodów do radości. Kara nie jest bowiem tożsama z odszkodowaniem dla użytkowników aut. O rekompensatę muszą oni walczyć w sądzie.
Na czym polegała afera spalinowa Volkswagena?
Afera spalinowa wybuchła we wrześniu 2015 roku, kiedy podczas testów emisji spalin w USA odkryto, że niektóre auta Volkswagena spełniają wymagane normy tylko na hamowni, a podczas jazdy w normalnym ruchu, znacząco je przekraczają.
Okazało się, że oprogramowanie samochodów wykrywało, kiedy auto znajduje się na stanowisku testowym (kręciły się tylko koła napędzanej osi, podczas gdy drugie stały w miejscu) i wtedy zmieniał się sposób działania układu oczyszczania spalin.
Problem dotyczył tlenków azotu, do niwelowania których zastosowano absorber, zwany też "pułapką NOx". Gromadzą się w nim tlenki azotu, a kiedy się zapełni, stosuje się dotrysk paliwa i następuje reakcja, rozbijająca tlenki azotu na nieszkodliwy azot oraz wodę. Rozwiązanie to jest skuteczne, ale niedostatecznie wydajne, by stosować je w większości silników samochodowych. Oczyszczanie absorbera musiałoby następować co chwilę, zauważalnie podnosząc zużycie paliwa. Dlatego zaprogramowano działanie układu oczyszczania spalin tak, aby działał cały czas tylko wtedy, gdy wykonywany jest pomiar.
Po wykryciu oszustwa, jak się później okazało stosowanego przez niemal wszystkich producentów, w samochodach z silnikami Diesla zaczęto stosować katalizatory SCR. Rozwiązanie to jest skuteczne i wydajne, ale wyraźnie droższe i wymagające od kierowcy tankowania co jakiś czas płynu AdBlue.
Konsekwencje afery dieslowskiej Volkswagena
Po wykryciu afery Volkswagen wprowadził katalizatory SCR do samochodów silnikami Diesla, dzięki czemu problem z tlenkami azotu zniknął. Z kolei w samochodach już sprzedanych dokonywano modyfikacji w oprogramowaniu, a czasami też drobnych zmian mechanicznych, aby silniki nie przekraczały już wymaganych norm. Producent zaczął mocno inwestować też w elektryfikację i w rozwój samochodów elektrycznych, aby odzyskać wizerunek firmy dbającej o środowisko.
Kary więzienia dla osób z kierownictwa Volkswagena
Na skutek afery doszło do zmian w najwyższych władzach Volkswagena, ruszyły również procesy sądowe. W maju tego roku sąd w Brunszwiku wydał wyrok skazujący czterech byłych managerów. Jens Hadler, odpowiedzialny za rozwój silników Diesla w altach 2007-2011, został skazany na 4,5 roku więzienia za sprzedaż ponad 2 mln samochodów, których silniki w rzeczywistości nie spełniały wymaganych norm spalin.
Były główny inżynier Hanno Jelden usłyszał wyrok 2 lat i 7 miesięcy za oszustwo związane ze sprzedażą niemal 3 mln samochodów, które nie spełniały norm. Z kolei były manager Heinz-Jakob Neusser został skazany na rok i 3 miesiące w zawieszeniu, za rolę jaką odegrał w oszukiwaniu podczas testów emisji spalin.
Z kolei manager niższego szczebla, określany przez służby jako Thorsten D., usłyszał wyrok roku i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu.
Proces był skomplikowany. Rozpoczął się w 2021 roku i przeprowadzono 175 rozpraw. A to nie koniec, bo na procesy czka jeszcze 31 kolejnych osób.
Z kolei dopiero w 2024 roku, a więc dziewięć lat po wybuchu afery, ruszył proces głównego oskarżonego, ówczesnego prezesa Volkswagena, Martina Winterkorna. Menedżer jest oskarżony o oszustwo polegające na dopuszczeniu do sprzedaży samochodów z oprogramowaniem fałszującym wyniki pomiaru emisji spalin. Grozić mu może nawet 10 lat więzienia.
Jego proces miał ruszyć w 2021 roku, razem ze skazanymi już menadżerami. Winterkornowi udało się tego uniknąć ze względu na problemy zdrowotne, którymi się zasłonił.
Winterkorn był prezesem Volkswagena w latach 2007 - 2015 i taki okres obejmuje akt oskarżenia. Prokurator zarzuca mu również składanie fałszywych zeznań przed komisją parlamentarną w 2017 roku. Kolejny zarzut dotyczy manipulowania rynkiem kapitałowym poprzez zatajenie informacji o oprogramowaniu fałszującym.
Właściciele samochodów dostali odszkodowania. Ale nie w Polsce
Kierowcy samochodów z oprogramowaniem fałszującym wyniki emisji spalin w wielu krajach dostali odszkodowania. W Stanach Zjednoczonych Volkswagen wypłacił kierowcom w sumie 20 miliardów dolarów, w Kanadzie ponad 2 miliardy dolarów kanadyjskich, a w Australii - ponad 100 milionów dolarów australijskich.
O odszkodowania w polskich sądach walczą także Polacy, ale jak dotychczas nieskutecznie.
Polacy idą do niemieckiego sądu
Dlatego polscy kierowcy postanowili szukać sprawiedliwości w niemieckim sądzie. Niedawno spółka ADACO GmbH - będąca partnerem polskiego Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG - złożyła pozew przeciwko koncernowi w Sądzie Okręgowym w Brunszwiku. Pierwszy proces, oparty na roszczeniach 215 polskich właścicieli aut z silnikami, w których manipulowano systemami emisji spalin, to dopiero początek. Eksperci przewidują, że wkrótce ruszą kolejne sprawy, obejmujące tysiące poszkodowanych.
Wstępna wartość przedmiotu sporu w pierwszym pozwie złożonym przez Polaków wynosi około 2,5 miliona euro, ale szacuje się, że łącznie w kolejnych sprawach kwota ta może znacząco przekroczyć nawet 500 milionów euro.












