Reklama

Niemcy też wyłączą prywatne ładowarki do elektryków?

Nie tylko Wielka Brytania, ale też Niemcy szykują się do ograniczenia działania ładowarek aut elektrycznych, by uniknąć przeciążenia swojej sieci energetycznej. Czyżby obawy sceptyków wskazujących na ograniczoną użyteczność elektrycznych aut zaczynały się spełniać?

W ubiegłym miesiącu informowaliśmy, że - dla uniknięcia przeciążenia sieci energetycznej - Wielka Brytania szykuje przepisy pozwalające na zdalne wyłączanie prywatnych (!) ładowarek w czasie zwiększonego zapotrzebowania na prąd. Brytyjskie władze chcą, by w czasie dobowych szczytów zapotrzebowania na energię elektryczną, czyli codziennie w godzinach od 8 do 11 oraz między 16 a 22, prywatne ładowarki ścienne - tzw. wallboxy - wyłączały się automatycznie. To samo dotyczyć ma innych prywatnych punktów ładowania, jak chociażby przyzakładowych słupków zasilających auta służbowe lub pracownicze.

Reklama

Entuzjaści elektromobilności wskazywali, że kontrowersyjne przepisy to wypadkowa wieloletnich zaniedbań infrastrukturalnych i specyficznych warunków geograficznych Wielkie Brytanii. Taka argumentacja wydaje się jednak blednąć w obliczu najnowszych doniesień, z których wynika, że do wprowadzenia podobnych przepisów szykują się też Niemcy.

Niemcom zabraknie prądu do ładowania aut elektrycznych?

Jak donosi "Focus.de", projekt ustawy dopuszczającej tego typu zachowania gotowy był już kilka miesięcy temu, ale niemieckie władze postanowiły nie zajmować się tą delikatną kwestią przed - zaplanowanymi na koniec września - wyborami parlamentarnymi. Kwestię elektromobilności żywo wspierają bowiem wszystkie strony niemieckiej sceny politycznej - od CDU, po Zielonych. Dziennikarze zauważają jednak, że obecnie nic nie stoi już na przeszkodzie, by wrócić do tych rozważań, a lokalne ministerstwo gospodarki będzie w końcu musiało "ujawnić prawdę" o wpływie elektrycznych aut na rynek energii.

O kontrowersyjnym projekcie donosił już kiedyś "Die Welt". Dyplomatycznie mówiono wówczas o "przerwach w naliczaniu opłat". Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) nie miało jednak wątpliwości, że w rzeczywistości chodziło o możliwość zdalnego wyłączania nie tylko - komunikujących się z operatorami energetycznymi - ładowarek ściennych, ale też np. pomp ciepła czy pieców akumulacyjnych. Wówczas burzę wokół tego pomysłu gasiła rzecznik prasowa ministerstwa gospodarki tłumacząc, że to jedynie "roboczy projekt, który nie zyskał aprobaty ministra".

Dziś mówi się natomiast nie tyle o całkowitym wyłączaniu ładowarek, co ograniczaniu im napięcia, co w oczywisty sposób przełoży się na na dłuższe czasy ładowania.

Energetyka za Odrą nie gotowa na rewolucję w motoryzacji?

Dziennikarze "Focus.de" zauważają, że kwestia tego gdzie, kiedy i za ile kierowcy e-samochodów będą mogli załadować swoje pojazdy powinna być jednym z priorytetowych zadań nowego rządu federalnego.

Z danych Federalnego Urzędu Transportu Samochodowego (KBA) wynika, że tylko w tym roku na niemieckie drogi wyjechało już ponad 421 tys. aut bateryjnych oraz hybryd typu plug-in. Obecnie liczba ładowarek dla pojazdów elektrycznych w Niemczech przekracza już 40 tys. sztuk. W obliczu rezygnacji z węgla i atomu oraz problemów z dostawami gazu zapewnienie im odpowiedniej mocy staje się coraz poważniejszym wyzwaniem.

W tym miejscu warto dodać, że według wyliczeń "Daily Mail", by zasilić elektryczne auta, do 2050 roku, Wielka Brytania będzie potrzebować 18 GW dodatkowej energii elektrycznej. Odpowiada to łącznej mocy wszystkich sześciu (!) działających obecnie w Wielkiej Brytanii elektrowni jądrowych.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy