Reklama

Jazda po "joincie" będzie legalna? Szokujący projekt nowych przepisów

W Polsce od dłuższego czasu toczy się głośna dyskusja dotycząca zalegalizowania posiadania niewielkich ilości tzw. miękkich narkotyków, a ściślej - marihuany.

Reklama

Posłowie Lewicy wnieśli nawet do Sejmu dwa projekty ustaw, które bezpośrednio dotyczą również kierowców! Pierwsza dotyczy zmian w samej ustawie dotyczącej przeciwdziałaniu narkomanii. W uzasadnieniu projektu czytamy chociażby, że: "Obecnie  obowiązujące przepisy prawne, penalizujące posiadanie nawet najmniejszej ilości narkotyku, są nieskuteczne, nieadekwatne, a ich skutki, m.in. łamanie życia ludziom za posiadanie tzw. “jointa", zbyt restrykcyjne".

Reklama

W skrócie - posłowie Lewicy chcą, by posiadanie niewielkich ilości marihuany i haszyszu na własne potrzeby nie było karalne. W myśl projektu każdy dorosły obywatel mógłby legalnie posiadać do 5 gramów marihuany lub haszyszy. W przypadku posiadania większej ilości (od 5 do 10 gramów) posiadaczowi narkotyków groziłaby grzywna. Podobnie nie byłoby również karane posiadanie "do 4 krzaków konopi innych niż włókniste na gospodarstwo domowe".

Tak poważne zmiany w ustawie dotyczącej przeciwdziałaniu narkomanii wymuszają daleko idące poprawki w wielu innych obszarach. W przypadku zmotoryzowanych chodzi oczywiście o Ustawę o kierujących pojazdami czy Ustawę o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. W tej ostatniej proponowane zmiany polegać mają m.in. na rozszerzeniu prawa do tzw. regresu (na rzecz Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego) o kierujących, którzy spowodowaliby szkodę będąc "w stanie po użyciu alkoholu, w stanie po użyciu tetrahydrokannabinolu, w stanie nietrzeźwości lub w stanie upojenia tetrahydrokannabinolem albo po użyciu innych środków odurzających, substancji psychotropowych lub  środków zastępczych w rozumieniu przepisów o przeciwdziałaniu narkomanii". To logiczny i całkowicie zrozumiały zapis.

Zdecydowanie ciekawiej prezentują się jednak proponowane zmiany w Ustawie zmianie "niektórych innych ustaw", w tym - o kierujących pojazdami. W projekcie proponuje się np. wprowadzenie do porządku prawnego analogicznych do stanu po użyciu alkoholu i stanu nietrzeźwości pojęć:

a)   stan po użyciu tetrahydrokannabinolu - który zachodzi, gdy  stężenie delta-9-tetrahydrokannabinolu we krwi wynosi od 2 do 5 ng na ml;

b)   stanu upojenia tetrahydrokannabinolem - który zachodzi, gdy stężenie delta-9-tetrahydrokannabinolu we krwi wynosi powyżej 5 ng na ml

Skąd wzięły się takie, a nie inne limity? Tego autorzy projektu nie wyjaśniają. Wiadomo natomiast, że kierowanie pojazdami zarówno "po spożyciu", jak i w "stanie upojenia" tetrahydrokannabinolem byłoby zabronione w oparciu o zmienione brzmienie art. 45. ust 1. Prawa o ruchu drogowym. Wspomniany podział na stan "po spożyciu" oraz stan "upojenia" oznacza jednak, że - tak samo jak w przypadku alkoholu - jazda po marihuanie byłaby klasyfikowana jako wykroczenie (stężenie od 2 do 5 ng na ml) lub przestępstwo (powyżej 5 ng na ml).

Sporo kontrowersji budzą same limity. Wygląda na to, że autorzy projektu wzorowali się na tych obowiązujących w przypadku alkoholu. Problem w tym, że działania tych dwóch środków odurzających nie da się porównywać jeden do jednego. Dość powiedzieć, że gdyby proponowane przez Lewicę limity weszły w życie, Polska miałaby jedne z najbardziej liberalnych przepisów w Europie. Dla porównania np. w krajach takich jak: Belgia, Dania, Norwegia, Niemcy czy Grecja maksymalny limit zawartości tetrahydrokannabinolu we krwi kierowcy wynosi... 1 ng/ml.

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje