Czy żółte Ambassadory przejdą do historii?

Z ulic Kalkuty mogą zniknąć tradycyjne żółte taksówki marki ambasador. Wyraźnie przygrywają konkurencję z taxi wykorzystującymi aplikacje mobilne. Indusi nie chcą się już targować z krewkimi kierowcami, a dzięki aplikacjom z góry znają cenę kursu.

Z ulic Kalkuty mogą zniknąć tradycyjne żółte taksówki marki Ambassador. Wyraźnie przygrywają konkurencję z taxi wykorzystującymi aplikacje mobilne. Indusi nie chcą się już targować z krewkimi kierowcami, a dzięki aplikacjom z góry znają cenę kursu.

Twarz bobasa w przeciwsłonecznych okularach z plakatu przyklejonego do przedniego siedzenia pojazdu spogląda na klienta taksówki należącej do Chanda Dutty. Poniżej napis "Szczęśliwej podróży", a powyżej kot Tom ściga myszkę Jerry w otoczeniu innych postaci z kreskówek. Z sufitu upstrzonego kwiatami róży, barwnymi motylami i uśmiechniętymi emotikonami samochodu zwisają kiście winogron.

Reklama

"Droga do celu mimo wzmożonego ruchu zajmie 45 minut" - odzywa się elektroniczny głos z komórki umocowanej na desce rozdzielczej między lalkami, żółtą piłeczką futbolową i owocami. Chwilę wcześniej Chanda wpisał do aplikacji mobilnej kod podany przez pasażera.

"Czy muzyka jest w porządku?" - pyta kierowca. "Tekst napisał Rabindranath Tagore. Piękna poezja, trudno przetłumaczyć z bengalskiego" - dodaje pośpiesznie.

Samochód Chandy Dutty to jedna z prawie 24 tys. taksówek zrzeszonych w firmach wykorzystujących aplikacje komórkowe w Kalkucie w Zachodnim Bengalu. Tradycyjne "peeri gari", czyli żółte taksówki marki Ambassador, które stały się symbolem miasta, szybko tracą klientów.

"Jeżdżę już tylko Olą i Uberem" - tłumaczy Soumik De, bankowiec pracujący w dzielnicy Salt Lake na północy Kalkuty. "Przyjeżdżają na czas, od razu znam cenę i nie muszę się wykłócać z kierowcą o stawkę" - podkreśla, dodając, że targi często przeradzają się w zwykłą pyskówkę.

"Potrafią skląć człowieka aż uszy puchną. To jeden z ich talentów" - dodaje ze śmiechem. Za to w aplikacjach taksówkowych zaprojektowano system oceny za pomocą gwiazdek i kierowcom zależy na dobrej ocenie.

Soumik opowiada, jak często trudno złapać tradycyjną taksówkę w mieście, jeśli kurs nie pasuje kierowcy. "Taksówkarze albo odmawiają, albo żądają jakichś niebotycznych pieniędzy. Postępują tak z każdym, nie tylko z turystami" - mówi. Odmowy są częste, mimo że na drzwiach żółtych Ambassadorów widnieje napis "No Refusal".

Na początku czerwca br. ubrany po cywilnemu inspektor policji z Thakurpukur w Kalkucie pojechał z żoną do szpitala. W drodze powrotnej krewki taksówkarz kazał policjantowi wysiąść. Ten pokazał odznakę i zmusił do kursu na pobliski posterunek drogówki, gdzie zarejestrowano sprawę odmowy kursu. 

"Taksówki w Kalkucie są bardzo tanie" - broni się Pitam, taksówkarz żółtego Ambassadora stacjonujący na lotnisku. Stawka za pierwsze 2 km to 25 rupii (ok. 1,4 zł), a każdy kolejny kilometr to 12 rupii. "Stawkę podniesiono dawno, jakieś pięć lat temu, a ceny benzyny i ropy idą w górę" - tłumaczy.

Pitam mówi, że targowanie się z klientami stało się koniecznością. "Coraz trudniej jest wyżyć z taksówki, więc nie używamy taksometrów, mimo że jest taki obowiązek" - dodaje.

Zgadza się, że klienci coraz częściej wolą zamówić taksówkę przez komórkę. "Wolą nawet poczekać dłużej i kiedy podjeżdżam, od razu widzę, że trzymają komórkę w ręku i nie ma szans na kurs" - dodaje.

Dlatego Pitam obsługuje lotnisko. Tam pasażerowie zamawiają i płacą za przejazd już w okienku biura korporacji taksówkowej wewnątrz terminala. Pod koniec kwietnia tradycyjni taksówkarze zaatakowali konkurencję na podjeździe. Doszło do rękoczynów, a policja opanowała sytuację dopiero po godzinie.

"Lotnisko to dla mnie stały i pewny dochód w tych trudnych czasach" - podkreśla Pitam. Opowiada, jak zdarzyło się mu kilka razy pójść za pasażerem, który zapomniał wziąć ze sobą potwierdzenie kursu. "To nie jest tak, że wszyscy +żółci+ taksówkarze są nieuczciwi i nieuprzejmi, to konkurencja stała się bezwzględna" - twierdzi. 

Taksówki wykorzystujące aplikacje mobilne są tańsze tylko w reklamach, gdzie podaje się stawkę od 6 do 9 rupii za kilometr. "Ale przecież do tego dochodzi tzw. opłata bazowa i stawka za minutę podróży. Rachunek wychodzi podobnie jak w żółtych taksówkach według rządowych taryf" - tłumaczy Chanda Dutta.

W marcu br. taksówkarze "mobilni" z Kalkuty strajkowali, żądając lepszych stawek i mniejszych opłat. Dutta tłumaczy, że kiedy kończą się promocje mające zwabić kierowców do sieci taksówkowej, wszystko zaczyna wyglądać mniej atrakcyjnie. Wielu nowych kierowców, którzy kupili samochody i licencję na kredyt, teraz wystawia pojazdy na sprzedaż.

"Ale dla mnie taksówka to więcej niż zawód - śmieje się Chanda, trącając zwisające z lusterka winogrona. - Dostanę pięć gwiazdek?".

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy