Reklama

Tego jeszcze nie było. Polacy biją się o nowe auta?!

Jeżeli zależy wam na zakupie nowego samochodu, najlepiej udać się do salonów: Audi, Fiata, Mazdy, Nissana lub Volvo. W przeciwnym wypadku, zamiast standardowych kilku tygodni, na dostawę auta czekać możecie nawet do przyszłego roku!

Reklama

Z deszczu pod rynnę. Tak, w jednym zdaniu, określić można to, co dzieje się obecnie w branży motoryzacyjnej. Gdy wydawało się, że producenci samochodów podnieśli się już z covidowej zapaści, pojawił się nowy problem - półprzewodniki.

Reklama

Wzrost zapotrzebowania na elektronikę użytkową zbiegł się w czasie z szeregiem nieprzewidzianych zdarzeń losowych. Wojnę producentom wypowiedziała nawet pogoda - ostra zima sparaliżowała fabryki obsługujących wiele koncernów dostawców z Teksasu. Problemy z dostawami prądu w stolicy stanu - Austin - zmusiły do zatrzymania linii produkcyjnych takich gigantów rynku półprzewodników jak: Samsung, NXP Semiconductors i Infineon Semiconductors. Na domiar złego w październiku ubiegłego roku potężny pożar doszczętnie strawił fabrykę innego światowego potentata w produkcji procesorów dla motoryzacji -  zakład AKM Semiconductor w miejscowości Nobeoka (prefektura Miyazaki).

Ponieważ wiele fabryk samochodowych pracuje w systemie dostaw "just in time", minimalizując tym samym koszty utrzymania zapasów, splot nieszczęśliwych wypadków odcisnął się głębokim piętnem na producentach aut z całego świata. Największe problemy mają producenci segmentu premium. W tego typu autach spotkać można nawet po 150 modułów elektronicznych. Do ich produkcji niezbędne są chipy wytwarzane właśnie z półprzewodników.

Jak wynika z opublikowanej przez "Rzeczpospolitą" analizy Carsmile.pl, sprawnie - z uwagi na duże zapasy magazynowe - z zapaścią radzą sobie dziś takie marki jak: Audi, Fiat, Nissan i Volvo. Zapasy szybko się jednak kurczą i jest całkiem prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach czas oczekiwania na nowe auta wspomnianych producentów może się wydłużyć. Zdecydowanie większy problem mają marki popularne, jak Ford czy Renault. Realny termin dostawy zamawianych dziś Mondeo to czwarty kwartał bieżącego roku. O dwa miesiące dłużej niż zwykle czekać trzeba np. na Renault. W przypadku Dacii nie można obecnie zlecać do produkcji aut z silnikami wysokoprężnymi. Rarytasem stają się też lepiej wyposażone modele, jak np. Duster w wersji prestige. O prawdziwym dramacie mówić mogą jednak producenci z segmentu premium. Na niektóre modele BMW czy Mercedesa czekać trzeba nawet... ponad 10 miesięcy. Oznacza to, że zamówione dziś auto otrzymamy najwcześniej w lutym przyszłego roku!

Efektem jest kolejny światowy kryzys, który wpływa na wiele aspektów motoryzacyjnego rynku. Problem z dostępnością nowych samochodów, a co za tym idzie, ich rosnące ceny (brak rabatów) sprawia, że coraz więcej osób interesuje się pojazdami z rynku wtórnego. Największym powodzeniem cieszą się oczywiście auta w stosunkowo młodym wieku z udokumentowaną historią, ale wpływ załamania rynku nowych aut widać również w innych segmentach.

Wydłużony czas oczekiwania na nowy pojazd sprawia, że kierowcy odkładają decyzje sprzedażowe. Zjawisko widoczne jest na większości europejskich rynków. W efekcie "fala używanych aut z zachodu", która od lat stanowiła główny dopływ polskiego ryku aut używanych, słabnie, a ceny rosną. Wg najnowszych danych Otomoto.pl w najbliższym czasie w Polsce zabraknąć może nawet miliona aut używanych! Porównując sytuację z czerwca 2020 i lutego 2021 roku, spadek podaży używanych aut w cenie od 10 do 20 tys. zł wynosi już 26,7 proc., a aut w cenie do 10 tys. zł - aż 35,2 proc!  

Największym beneficjentem takiej sytuacji zdają się obecnie... hurtownie motoryzacyjne i mechanicy. Śmiało powiedzieć można, że covid i załamanie rynku nowych aut uzdrowiły wiele używanych pojazdów, których właściciele zaczęli wreszcie przywiązywać większą uwagę do ich stanu technicznego. Umówienie się dziś nawet na podstawową obsługę samochodu "z dnia na dzień" graniczy z cudem, a do najbardziej obleganych specjalistów (np. od diagnostyki) kolejki bywają dłuższe niż do dentysty na NFZ...
Paweł Rygas

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje