Wyeliminować szroty - polemika

Szanowna redakcjo, po przeczytaniu w/w artykułu zamieszczonego w dziale "Motoryzacja" mam parę uwag.(*)

Samo zmniejszenie liczby stacji diagnostycznych niczego nie poprawi.Jedynie wydłuży kolejki do badań diagnostycznych.O ile się orientuję to stacje te podlegają kontroli. Skoro wszyscy widzą jak załatwiane są przeglądy "na lewo" to dlaczego nikt tego nie zgłosi?

Reklama

Wszyscy krzyczą, że pijany kierowca to potencjalny morderca. A jak traktować diagnostę, który nie widząc samochodu podbija dowód rejestracyjny? Przecież on też w ten sposób naraża bezpieczeństwo użytkowników dróg. I co, widzę i nie reaguję?

Wiem, zaraz ktoś będzie krzyczał, że to donosicielstwo. Ale jak taki samochód zabije kogoś z jego rodziny to zmieni się punkt widzenia, tak jak w przypadku pijanych kierowców. Wiem że zmienienie mentalności ludzi nie jest taką łatwą sprawą ale od czegoś trzeba zacząć.

Co do pseudoksenonów i buczących tłumików jestem za zabieraniem dowodów rejestracyjnych. Szpanerzy kupują żarówki o pseudoksenonowym charakterze i świecą po oczach innym kierowcom. Trzeba być matołem, żeby nie wiedzieć że jeśli samochód nie posiada ksenonowych świateł to wsadzenie niebieskiej żarówki do zwykłej lampy nie czyni go od razu wypasioną bryką. Ale żeby to wiedzieć to trzeba mieć mózg.

Policja też to widzi i co? Lepiej łapać za krzaków z suszarką niż zatrzymać takich kierowców ( a wystarczy się tylko przejechać się po mieście). Ale mniej czasu zabiera wypisanie mandatu niż cała makulatura związana z zatrzymaniem dowodu. Tu znów wracamy do stacji diagnostycznej i koło się zamyka.

Natomiast nie uogólniał bym stwierdzenia, że wszystkie stare samochody trzeba kasować. Znam kilku kierowców jeżdżących samochodami 5-letnimi, których stan techniczny jest o wiele gorszy niż 10-letnich.

Nie zawsze stan techniczny zależy od rocznika, a w większości przypadków od braku dbałości od samochód. Zarżnąć technicznie można i 2-letnie auto (widziałem takie przypadki). Wiadomo, że gdyby mieszkańcy naszego kraju zarabiali normalne pieniądze stać by ich było na nowe, salonowe samochody. Niestety tak nie jest i każdy jeździ tym, na co go stać.

A że stać go na samochód (nawet w średnim stanie technicznym) ale na naprawy już nie, no to mamy kupę jeżdżących złomów. W tej sytuacji wprowadzenie dodatkowego podatku ekologicznego (jak planuje rząd) będzie żyłą złota. Najpierw poczekano aż ludzie posprowadzają stare samochody, a teraz dołoży im się podatek.

Sprytne rozwiązanie. Przynajmniej będzie czym podreperować dziurę budżetową.

(*) List do redakcji

Dowiedz się więcej na temat: samochody | polemika | Szroty

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje