Reklama

Auta popowodziowe niedługo pojawią się w ogłoszeniach! Jak je rozpoznać?

W wielu rejonach Polski mają miejsce podtopienia, które powodują nie tylko uszkodzenia domów oraz dróg, ale także zalewanie samochodów. Auta, w których nawet przez krótki czas, stała woda, nadają się tylko na złom. Niestety nie brakuje nieuczciwych osób, które próbują takie pojazdy sprzedać jako w pełni sprawne.

Na początek musimy was zmartwić. Rozpoznanie auta z zalewową przeszłością - na pierwszy rzut oka - jest zupełnie niemożliwe. Wymagałoby to demontażu tapicerek, mat wygłuszających i dziesiątek plastikowych osłon. Co więcej by pozbyć się z auta przykrego zapachu, większość z nich przed sprzedażą i tak trafia na śmietnik. Wbrew pozorom zakup kompletnego wnętrza (wykładzina podłogowa, boczki drzwi) nie jest wcale zaporowym wydatkiem. W internecie bez trudu znaleźć można setki tego typu części pochodzących z rozbiórki. Śladów radzimy więc szukać na tych elementach, których wymiana jest najdroższą. W przypadku wnętrza są to np. fotele i deska rozdzielcza.

Reklama

W kontakcie z wodą szybko koroduje stelaż i mocowania, warto więc wsadzić głowę (czy lusterko) pod spód fotela i sprawdzić czy nie znajdziemy pod nim korozji. Czujność powinny też wzbudzić wszelkie defekty (ułamane spinki, wgniecenia, zadziory) świadczące o demontażu deski rozdzielczej czy konsoli środkowej.

Absolutnie niezbędnym elementem oględzin pojazdu jest podpięcie go do testera diagnostycznego i próba skomunikowania się z poszczególnymi modułami. To właśnie wymiana elektroniki powoduje, że koszt przywrócenia do ruchu popowodziowego auta - w opinii ubezpieczycieli - zdecydowanie przekracza jego wartość.

Dość wspomnieć, że jeszcze w początku lat dziewięćdziesiątych najbardziej zaawansowane konstrukcyjnie auta pokroju Mercedesa klasy S (W140) miały na pokładzie od 3 do 5 modułów, które - za pośrednictwem sieci CAN - sterowały pracą poszczególnych podzespołów. Dziś stosunkowo proste auto (jak chociażby Audi A3) w wieku 7-10 lat może być wyposażone nawet w 40 modułów, z których każdy odpowiada za działanie innego systemu. Oczywiście można się spodziewać, że po wymianie zalanych podzespołów sprzedający - w pierwszej kolejności - odwiedzi samochodowego elektronika. W większości przypadków można jednak sprawdzić, czy dany sterownik w ogóle odpowiada i pochodzi od tego konkretnego egzemplarza - wymiana kilku powinna więc dać nam do myślenia...

Zalanie w szerszej perspektywie czasowej będzie też skutkować poważnymi problemami z korozją. Fabryczne zabezpieczenie wielu współczesnych pojazdów często pozostawia, wbrew pozorom, sporo do życzenia. W tym przypadku problemem nie jest sama woda, ale to, że wędrujące z nią błoto, piach i inne śmieci zatykają fabryczne otwory odpływowe. W efekcie nadwozie zdaje się nie korodować, lecz skumulowana w profilach zamkniętych wilgoć powoduje ogromne, niewidoczne z zewnątrz, spustoszenia. Jest to o tyle niebezpieczne, że większość współczesnych pojazdów ma nadwozie samonośne, które musi charakteryzować się określoną sztywnością dla zapewnienia podróżnym odpowiedniego zabezpieczenia przed skutkami wypadku.

Tak jak napisaliśmy wcześniej, rozpoznanie zalanego auta może być problematyczne. Jeśli nie natrafimy na zupełnego amatora, to szukanie podejrzanych zapachów, czy śladów wody lub błota, na przykład we wnęce na koło zapasowe, na niewiele się zda. Warto przede wszystkim sprawdzić najpierw, czy samochód był użytkowany w rejonie, w którym pojawiły się podtopienia. Jeśli tak lub sprzedający nie udziela jasnej odpowiedzi (na przykład jest handlarzem, który "nie pytał poprzedniego właściciela, gdzie ten jeździł autem") powinniśmy bardzo wzmóc czujność.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje