Volkswagen e-Golf - przyszłość w klasycznym wydaniu

Przyjęło się, że auta z napędem alternatywnym (hybrydy, wodorowe, elektryczne) wyróżniają się nietypową stylistyką. Nie każdemu muszą się jednak takie zabiegi podobać i nie każdy lubi się wyróżniać na drodze. A gdyby tak kupić „elektryka”, na którego nikt nie zwróci uwagi?

Elektryczna odmiana Volkswagena Golfa debiutowała na rynku w 2014 roku, a w minionym przeszła modernizację, wraz z resztą gamy modelu. W jej przypadku chodziło jednak o znacznie więcej, niż tylko kosmetykę - Niemcy poważnie zmienili tu układ napędowy.

Reklama

Co jest największą bolączką samochodów elektrycznych? Oczywiście ich niewielki zasięg, co jednak z roku na rok ulega wyraźnej poprawie. 4 lata temu możliwość przejechania do 190 km na jednym ładowaniu nie była złym wynikiem, ale dzisiaj już pozostawia sporo do życzenia. Na szczęście Volkswagen zmienił baterię o pojemności 24,2 kWh na taką mającą 35,8 kWh. Dzięki temu mamy mieć możliwość pokonania nawet 300 km pomiędzy podpinaniem się do gniazdka.

Druga z poważnych zmian to sam silnik elektryczny. Wcześniej rozwijał on 115 KM i 270 Nm, a obecnie oferuje 136 KM i 290 Nm. Przełożyło się to na poprawę osiągów - sprint do 100 km/h skrócił się z 10,4 s  do 9,6 s, a prędkość maksymalna to teraz 150 km/h (+ 10 km/h).

Nie są to znaczące różnice, co nie zmienia jednak faktu, że podczas jazdy e-Golf sprawia wrażenie auta znacznie szybszego, niż jest w rzeczywistości. Wynika to naturalnie ze specyfiki napędu elektrycznego, który w ułamku sekundy reaguje na dodanie gazu i natychmiast przekazuje cały moment obrotowy na koła. To wyjątkowo przydatne i przyjemne w ruchu miejskim - trudno o samochód z napędem spalinowym, który pozwala na przykład równie błyskawicznie zmienić pas.

Trudno też nie docenić tego, że wszystko odbywa się w wyjątkowej ciszy. Jeśli będziemy chcieli skorzystać z pełni możliwości napędu, to do naszych uszu zacznie co prawda docierać charakterystyczny odgłos rozkręcającego się silnika elektrycznego, ale pozostaje on w tle, jak odgłosy szumu opon.

Na plus Volkswagena e-Golfa możemy zapisać też zasięg, jaki oferuje. Co prawda 300 km deklarowane przez producenta jest wartością daleką od rekordu, a po pełnym naładowaniu komputer zwykle wskazywał możliwość przejechania 268 km, ale są to wartości mniej więcej realne. Poruszając się zwykłym tempem w warunkach miejskich mam szanse pokonać faktycznie tyle, ile obiecuje komputer pokładowy. Warunkiem jest jednak jest korzystna temperatura - włączenie klimatyzacji zmniejsza zasięg, podobnie jak korzystanie z nagrzewnicy. Nie możemy też zapominać, że niskie temperatury negatywnie wpływają na parametry akumulatorów. Bez względu jednak na porę roku, e-Golf jest zdecydowanie samochodem, który możemy swobodnie użytkować w warunkach miejskich i podmiejskich.

Warto przy tym wyrobić sobie jednak nawyk ładowania baterii przy każdej nadarzającej się okoliczności. Pomijając sytuacje, w których nagle będziemy musieli gdzieś dalej pojechać, trzeba mieć na uwadze czas potrzebny na uzupełnienie energii. Korzystając ze zwykłego gniazdka naładowanie akumulatorów od 0 do 100% trwa 17 godzin, więc jedna noc to zdecydowanie za mało. Czas ten możemy oczywiście znacząco skrócić, korzystając ze specjalnych ładowarek, ale to wiąże się albo z zakupem takiego urządzenia i zamontowaniem go w garażu, albo korzystanie ze słupków na parkingach. Żadne z tych rozwiązań nie jest niestety tanie, a przecież bardzo niskie koszty użytkowania są jednym z ważniejszych plusów posiadania auta elektrycznego.

Niewątpliwą zaletą e-Golfa jest fakt, że, poza rodzajem napędu, nie różni się on niczym od pozostałych odmian kompaktowego Volkswagena. Wszystkie elementy obsługi są dokładnie takie same, a praktyczność nie uległa pogorszeniu. Obecność baterii nie zmniejszyła ani przestrzeni na tylnej kanapie, ani bagażnika, który nadal oferuje 380 l pojemności. Różnice poczujemy natomiast w zakrętach - auto prowadzi się co prawda precyzyjnie i przewidywalnie, ale wysoka masa własna (1615 kg) daje o sobie znać podczas szybszej jazdy. Elektryczny Golf zachęca jednak do zrelaksowanego podróżowania - przemieszczanie się nim jest naprawdę komfortowe, co po części jest zasługą 16-calowych felg (jedyne dostępne), oznaczających duży profil opony.

Zła wiadomość jest natomiast taka, że zakup Volkswagena e-Golfa to naprawdę spory wydatek. Ceny zaczynają się od 165 690 zł, co w pewnym stopniu stara się zrekompensować bogate wyposażenie. Standardowo otrzymujemy LEDowe oświetlenie, najwyższą wersję systemu multimedialnego z nawigacją (ekran 9,2 cala), adaptacyjny tempomat z radarem, dwustrefową, automatyczną klimatyzację i wiele innych dodatków. Nadal jednak przyjemność jazdy "elektrykiem" oznacza sporą dopłatę - porównywalny Golf 1.5 TSI 130 KM ze skrzynią DSG i porównywalnym wyposażeniem jest o około 50 tys. zł tańszy.

Do kogo więc skierowany jest Volkswagen e-Golf? Niekoniecznie tylko do mieszkańców dużych miast - również osoby dojeżdżające do pracy z terenów podmiejskich nie muszą obawiać się, że zabraknie im prądu. Niemiecki "elektryk" przemówi jednak przede wszystkim do tych kierowców, którzy polubili jazdę tego typu autem, ale nie chcą się obnosić z rodzajem napędu w swoim samochodzie. Albo zwyczajnie nie przekonuje ich, często mocno nietypowy wygląd, innych aut na prąd. Słowem do osób, które chcą mieć jak najbardziej klasycznie zaprojektowany samochód, tyle że z elektrycznym napędem.

MD

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje