Reklama

Volkswagen Amarok Aventura – czy pick-up może być premium?

Pick-upy zostały stworzone jako woły robocze, które miały wozić duże i ciężkie ładunki również poza asfaltowymi drogami. Dzisiaj ich charakter… tak naprawdę pozostał niezmieniony. Co nie znaczy, że nie pojawiają się próby sprawienia, aby pick-up mógł być substytutem SUVa.

Pierwszy pick-up w gamie Volkswagena pojawił się na rynku dziesięć lat temu i... to nadal ten sam samochód. Trudno jednak przesadnie krytykować za to Amaroka - to samochód użytkowy, a takie starzeją się zdecydowanie wolniej, od "osobówek". Ponadto, model w 2017 roku przeszedł face lifting, który zauważalnie go odświeżył, a ponadto dodał modelowi nieco, choć może to zabrzmieć dziwnie, ekskluzywności.

Przyjrzyjmy się może najpierw bliżej temu, co zmieniła modernizacja. Kompletnie nowy jest pas przedni - zderzak, grill oraz reflektory, chociaż zachowały one swój kształt. Mogą być natomiast wyposażone w LEDy do jazdy dziennej oraz biksenonowe światła. Atrakcyjności testowanemu egzemplarzowi, w wersji Aventura, dodawała też nakładka na pakę, 20-calowe felgi aluminiowe oraz świetnie wyglądający, niebieski matowy lakier (dopłata 9640 zł!). Musicie przyznać, że tak skonfigurowany Amarok nie wygląda jak wół roboczy, którym ktoś właśnie wybiera się po drewno do lasu.

Reklama

Podobne wrażenia ma się po zajęciu miejsca w środku. Deskę rozdzielczą trudno nazwać finezyjną, ale została ona gruntownie zmieniona przy okazji liftingu. Kierownica, zegary, czy panel klimatyzacji są takie, jak w innych nowych Volkswagenach, a system multimedialny, choć ma tylko 6,5 cala, korzysta z tego samego oprogramowania, co większe systemy w innych modelach.

O tym, że mamy do czynienia z autem użytkowym przypominają materiały - całą deskę rozdzielczą wykonano z twardych plastików. Z drugiej jednak strony, są one niezłej jakości i porządnie spasowane. Wprost wzięte z auta osobowego są natomiast fotele - mają wysokie, świetnie trzymające boczki, wydłużane siedzisko i elektryczną regulację. Plakietka "ergoComfort" podpowiada, że to fotele z certyfikatem AGR, a więc szczególnie korzystne dla naszych pleców - takie same znajdziemy w Passacie. Podobnie jak świetnej jakości tapicerkę ze skóry Nappa. Brakuje jedynie funkcji masażu odcinka lędźwiowego, ale i tak siadając na nich można poczuć, że Amarok faktycznie ma w sobie coś "premium".

Kolejny element "premium" znajdziemy pod maską. Przy okazji face liftingu Volkswagen zrezygnował z jednostki 2.0 TDI na rzecz sześciocylindrowego 3.0 TDI. Dostępny jest on w kliku wariantach, ale w testowanej wersji dostępny jest tylko najmocniejszy. Oznacza to 258 KM i 580 Nm maksymalnego momentu obrotowego. To naprawdę sporo, nawet jeśli mamy do czynienia z pick-upem ważącym z kierowcą ponad 2,3 t. Warto przy tym podkreślić, że Amarok potrafi bardzo efektywnie korzystać z możliwości silnika - współpracuje on z bardzo szybko działającą, 8-biegową skrzynią automatyczną, która przekazuje moc do stałego napędu na cztery koła z centralnym mechanizmem różnicowym Torsen.

Efekt robi naprawdę wielkie wrażenie - Amarok potrafi rozpędzić się do 100 km/h w 7,3 s i jechać nawet 207 km/h! Jeszcze nie tak dawno takie osiągi stawiałyby go na równi z hot hatchami. Warto jednak nie zapominać jakim autem tak naprawdę jedziemy. Niemiecki pick-up pozostaje pick-upem jeśli chodzi o prowadzenie i hamowanie. Beztroskie wciskanie gazu łatwo więc może się skończyć dość nerwowo, kiedy podczas hamowania przed zakrętem przypomnimy sobie, że nie jedziemy dynamicznie zestrojoną osobówką..

Mimo to, warto pochwalić układ jezdny Amaroka. Chociaż przechyla się na zakrętach, nie ma tendencji do bujania, a nierówności pokonuje bardzo sprawnie. Obce jest mu też podskakiwanie tylnej osi oraz jej nerwowe zachowanie, kiedy jedziemy z pustą paką. Prowadzi się go po prostu jak komfortowego SUVa, a nie półciężarówkę.

Zaskakująco dobre, jak na pick-upa, maniery na asfalcie, oznaczają niestety ograniczone możliwości jazdy w trudnym terenie. Napęd 4MOTION działa co prawda bardzo sprawnie, a wspomagać się możemy również blokadą tylnego mechanizmu różnicowego oraz trybem Offroad, który dostraja elektronikę (ABS, ESP) tak, aby wspomagała nas podczas jazdy w niekorzystnych warunkach. Ośmiobiegowy "automat" i silnik o potężnym momencie obrotowym sprawiają, że nawet strome podjazdy nie będą stanowiły problemu.

Nie zmienia to jednak faktu, że na bezdrożach lepiej sprawdzi się słabsza odmiana Amaroka, mająca dołączaną na sztywno przednią oś oraz reduktor. A do tego nieporuszająca się na 20-calowych alufelgach i niepokryta matowym, podatnym na uszkodzenia, lakierem.

Do korzystania z testowanej odmiany, jako woła roboczego, zniechęca również ładowność - 600 kg to bardzo słaby wynik jak na pick-upa. Świetnie nadaje się on natomiast do ciągnięcia przyczep - mogą mieć one DMC nawet 3300 kg.

I chyba właśnie w roli holownika dużych przyczep najlepiej sprawdzi się testowany Amarok. Jego wyposażenie i liczne dodatki stylistyczne nie pasują do typowo utylitarnego charakteru pick-upa. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś woził nim bale siana, albo robotników wraz ze sprzętem potrzebnym na budowie. Nie sprawdzi się też jako substytut rodzinnego SUVa - miejsca na tylnej kanapie nie ma zbyt dużo, a paka, choć bardzo duża, nie sprawdza się jako bagażnik.

Z drugiej strony, jeśli często ciągniemy przyczepę na przykład z koniem lub motorówką, Amarok Aventura nadaje się do tego zadania jak mało które auto. Ma ogromny uciąg, zapewnia wygodne warunki podróżowania, a do tego będzie dobrze się prezentował nawet jeśli podjedziemy nim na wystawę koni lub do klubu żeglarskiego. Słowem pick-up premium, do zadań premium. Jest to dość dobre podsumowanie testowanej wersji Amaroka i mając je w pamięci łatwiej przełknąć cenę, która wnosi 194 281 zł. Na szczęście dopłaty wymagają jedynie takie elementy, jak lakier, czy ogrzewanie postojowe.

Michał Domański

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy