Mercedes GLA 220 4MATIC - wzór crossovera

Zamiast nudnego hatchbacka, stylowy SUV – taki trend na rynku da się zaobserwować już od wielu lat. Z drugiej jednak strony podwyższone nadwozie negatywnie wpływa na zachowanie się auta na drodze. Mercedes proponuje więc coś pomiędzy – model, który nie jest już zwykłym hatchbackiem, ale z pewnością nie jest jeszcze SUVem.

Często używanym terminem, pod adresem miejskich pseudoterenówek, jest "crossover", który jak ulał pasuje do GLA. Oznacza on bowiem połączenie ze sobą cech modeli z różnych segmentów. I taki też jest testowany samochód - zbyt muskularny i "napompowany", aby mówić o nim jak o wyrośniętym hatchbacku, ale nadal jest on stosunkowo niewysoki (1494 mm), a jego prześwit to, typowe dla zwykłych aut, 14 cm. Za dopłatą możemy jednak podnieść zawieszenie (o 30 mm), ale również obniżyć (o 15 mm) - zależnie od tego na jakich drogach zamierzamy użytkować naszego GLA.

Reklama

Jeśli w planach macie raczej drogi nieutwardzone, to mamy dobrą wiadomość - wraz z zeszłorocznym face liftingiem rozszerzyła się ilość wersji benzynowych, z którymi można zamówić napęd na wszystkie koła. Wcześniej była to tylko odmiana 250 (211 KM), a teraz dołączyła do niej testowana 220 rozwijająca 184 KM. To w zupełności wystarczające źródło napędu do GLA, pozwalające na sprint do 100 km/h w 7,1 s i rozpędzenie tego crossovera do 230 km/h. Tak dobre osiągi okupione są zużyciem paliwa kształtującym się na poziomie 11 l/100 km w ruchu miejskim.

Silnik zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, ale nieco gorsze jego współpraca z seryjnym, siedmiobiegowym "automatem". Mocniejsze wciskanie gazu zwykle spotykało się z redukcją najwyżej o jeden bieg, a następnie oczekiwaniem aż jednostka wejdzie na wysokie obroty. Można to próbować uzasadniać wysokim momentem obrotowym (300 Nm) dostępnym w bardzo szerokim zakresie (1200-4000 obr./min), ale z perspektywy kierowcy wygląda to tak, jakby jechał autem ze skrzynią o znacznie mniejszej ilości przełożeń. Aby temu zaradzić trzeba przełączyć samochód z trybu Comfort na Sport, ale wtedy skrzynia utrzymuje niepotrzebnie wysokie obroty, a reakcja na gaz nie staje się wtedy bardziej sportowa.

Z drugiej strony, GLA to nie model o sportowych aspiracjach. Prowadzi się całkiem przewidywalnie i nie boi się dynamicznej jazdy (choć bez przesady), ale lepiej czuje się w roli komfortowego środka transportu. Ilość miejsca w obu rzędach siedzeń pozwala na wygodne podróżowanie czwórki dorosłych osób, a bagażnik o pojemności 421 l ma akceptowalną wielość.

Niewątpliwym wyróżnikiem GLA jest sporo opcji wykończenia wnętrza. Wybierać można między wieloma wzorami tapicerek oraz ozdobnymi wstawkami. Ciekawostką są sportowe fotele, jakie znalazły się w naszym egzemplarzu, ze zintegrowanymi zagłówkami, w których otworach znalazły się elementy nastrojowego oświetlenia, tworzącego przytulny klimat. Nieco gorsze wrażenie robi natomiast sama deska rozdzielcza, która oczywiście jest bardzo dobrze wykonana i ergonomicznie rozplanowana, ale GLA korzysta z kokpitu znanego z poprzedniej generacji klasy A. Musimy się więc pogodzić z dużą ilością przycisków w tym z pełną klawiaturą telefonu.

Mercedes GLA to bardzo ciekawy model, choć nie każdemu, kto miał okazję przyjrzeć się bliżej naszej testówce podobała się tego typu koncepcja. Nas jednak przekonuje - otrzymujemy samochód, który wpisuje się w główny powód kupowania crossoverów (masywne, zwracające uwagę nadwozie), ale wydaje się unikać ich największych problemów (wyraźnie pogorszone zachowanie na drodze). W testowanej wersji potrafi być bardzo dynamiczny, więc dobrze się sprawdzi jako auto "na asfalt", ale możliwość zamówienia większego prześwitu, napęd na wszystkie koła oraz offroadowy tryb jazdy sprawiają, że można swobodnie zapuszczać się nim również na nieutwardzone drogi.

Pewnym problemem jest natomiast kwestia ceny - GLA chociaż przypomina napompowanego hatchbacka, to wyceniony został podobnie co konkurencyjne Audi Q3 oraz BMW X1, które wyglądają już jak pełnoprawne SUVy. Wyłożyć na niego musimy przynajmniej 125 600 zł (122-konna "benzyna"), a za testowaną wersję 220 (seryjnie łączoną z "automatem" i 4x4) 153 800 zł. Nasz egzemplarz kosztował już ponad 220 tys. zł, chociaż nie wyposażono go we wszystkie dodatki (np. w elektrycznie sterowane fotele czy w pełni skórzaną tapicerkę).

MD

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy