Reklama

Jaguar XE P250 R-Dynamic - dokładnie tego było trzeba

Model XE przeszedł niedawno modernizację, która wprowadziła do niego kilka ciekawych nowości. Sprawdzamy na ile te zmiany wpłynęły na odbiór modelu, testując egzemplarz z mocnym silnikiem benzynowym.

Najmniejszy z Jaguarów, czyli model XE, pojawił się na rynku w 2015 roku, więc czas przyszedł najwyższy na jego modernizację. Trudno mówić, żeby ten zadziornie wystylizowany sedan wyraźnie się zestarzał, dlatego też producent zabrał się za odświeżenie tych elementów, po których najbardziej widać upływ czasu, czyli multimediów.

Rzućmy jednak najpierw okiem na nadwozie, które również się zmieniło, ale nie mając bezpośredniego porównania z wersją z początku produkcji, niełatwo jest wskazać na różnice. Instynkt podpowiada, że zapewne nowe są zderzaki oraz reflektory i jest to jak najbardziej słuszny trop. Jakiegokolwiek komentarza wymagają właściwie tylko przednie światła, które mogą być teraz wyposażone w matrycowe LEDy. Mimo tego, że zmiany mają charakter raczej symboliczny, XE nadal przyciąga wzrok na ulicy, szczególnie w testowanej odmianie R-Dynamic, dodającej trochę więcej sportowego charakteru.

Reklama

Tak jak wspominaliśmy wcześniej, prawdziwie poważne zmiany zaszły we wnętrzu. Pierwszą z nich jest pojawienie się 12,3-calowego ekranu, który zastępuje analogowe zegary. Oferuje on kilka sposobów wyświetlania informacji (między innymi z dwoma zegarami, z jednym zegarem lub z pełnoekranową mapą). Znamy go dobrze z innych modeli Jaguara i Land Rovera, podobnie jak 10-calowy ekran systemu multimedialnego, stosowany już w XE sprzed modernizacji.

Spora zmiana to z pewnością zastąpienie klasycznego panelu klimatyzacji, rozwiązaniem stosowanym w elektrycznym I-Pace. Składa się na niego dotykowy ekranik oraz dwa pokrętła z wyświetlaczami. Oprócz temperatury, siły czy kierunku nawiewu, sterujemy tutaj również między innymi ogrzewaniem czy wentylacją foteli.

Ostatni z wyświetlaczy ukryty jest... w lusterku wstecznym. Zgadza się, XE jest drugim, po Range Roverze Evoque’u modelem koncernu, który można zamówić z "wirtualnym" lusterkiem. Rozwiązanie to wymaga przyzwyczajenia, choćby z tego względu, że podczas jazdy mamy wrażenie, że wyświetlany jest tam jakiś film. Ruchomy obraz sytuacji za nami w naturalny sposób przyciąga wzrok. W klasycznym lusterku widzimy wnętrze swojego auta, a widok za tylną szybą stanowi jedynie wycinek, przez co przesuwający się za nami krajobraz nie powoduje automatycznego odruchu spoglądania w jego kierunku. Tym samym przechodzimy do największej zalety obrazu z kamery wyświetlanego w lusterku - dzięki niemu po prostu widać o wiele więcej i to w każdym kierunku. Rozwiązanie to szczególnie przydatne jest też w nocy, kiedy obraz pozostaje wyraźny i wygląda niemal tak dobrze, jak to co widzimy przed sobą. Przechodząc na standardowy widok lusterka mamy wrażenie jakby ktoś nam kazał ubrać okulary przeciwsłoneczne, po czym założył na głowę kartonowe pudło z otworami na oczy. Zresztą porównajcie sami różnice na poniższym zdjęciu.

Przy okazji liftingu zdecydowano się także na rezygnację z charakterystycznego dla Jaguara pokrętła, pełniącego rolę wybieraka automatycznej przekładni. Niewielka dźwignia działa w sposób bardziej intuicyjny (po prostu wychylamy ją do przodu lub do tyłu), ale do pokrętła można się było szybko przyzwyczaić i nadawało trochę więcej indywidualnego charakteru wnętrzu.

Pozostałe nowości to przebudowane boczki drzwiowe - zabieg niemal niespotykany przy okazji liftingów. Nowa jest również kierownica (przejęta z modelu I-Pace), a szczególnie przełączniki na niej. Sprawiają wrażenie dotykowych (ale wymagają fizycznego wciśnięcia), a zmieniające się podświetlenie informuje nas czy jakaś funkcja jest włączona. Regulacja głośności oraz wybór opcji w menu odbywa się teraz za pomocą rolki, która, przynajmniej w naszym egzemplarzu, była wyjątkowo niewygodna w obsłudze. Problemem była bardzo duża czułość połączona z wyjątkowo małym oporem. W efekcie aby przesunąć się o jedną pozycję wyżej w menu musieliśmy przekręcać ją bardzo delikatnie, a i tak nie było gwarancji, że nie przeskoczymy nagle o trzy pozycje.

Bez zmian pozostała wysoka jakość wykończenia, wygodne, dobrze trzymające na zakrętach fotele oraz niezła przestronność. Na tylnej kanapie najlepiej będą się czuli dwaj pasażerowie o wzroście do 180 cm. Sadzanie tam trzeciej osoby to pomysł raczej awaryjny, z uwagi na wysoko poprowadzony tunel środkowy oraz umieszczoną na nim konsolę z nawiewami. Nie rozpieszcza również bagażnik, oferujący tylko 410 l pojemności. Na pocieszenie można tylko dodać, że ma on bardzo regularne kształty, a zawiasy nie wnikają do wnętrza.

Stylizacja R-Dynamic w połączeniu z krwistoczerwonym lakierem i lakierowanymi na czarno 19-calowymi felgami, nadają testowanemu Jaguarowi XE całkiem zadziorny wygląd. W parze z nim szedł silnik pracujący pod maską - 2-litrowa, doładowana jednostka generująca 250 KM pozwala na sprint do 100 km/h w 6,5 s. Pomimo tak dobrych osiągów, mieliśmy wrażenie, że auto zachęca nas raczej do spokojnej i zrelaksowanej jazdy. Nawet wtedy jednak nie ma co liczyć na niskie spalanie - zużycie na poziomie 12-13 l/100 km w ruchu miejskim to norma, ale norma która nie powinna dziwić. Zawieszenie zapewnia zadowalający poziom komfortu, a auto sprawia wrażenie zwartego.

Po przejściu w tryb Dynamic reakcja na gaz oczywiście się wyostrza, a siła wspomagania maleje. Prowadzenie jako takie nie zmieniało się jednak, ponieważ nasz egzemplarz miał amortyzatory bez możliwości regulacji siły tłumienia. XE ze standardowym zawieszeniem okazuje się być całkiem zwinny, w czym pomaga również napęd wyłącznie na tylne koła. Z drugiej strony auto ma wyraźne problemy z trakcją przy dynamicznym ruszaniu. Niestety AWD otrzymamy tylko w słabszej (180 KM) lub mocniejszej (300 KM) wersji.

Jaguar, jak można się domyślić, nie kosztuje mało. Warto jednak odnotować, że 196 300 zł za wersję P250 to o kilkadziesiąt tysięcy złotych więcej, niż BMW życzy sobie za 330i oraz Mercedes za C 300. Testowany egzemplarz z niezłym wyposażeniem kosztował około 250 tys. zł.

Musimy przyznać, że face lfiting Jaguara XE przeszedł wyjątkowo pomyślnie. Design nadwozia pozostaje atrakcyjny, a duże zmiany we wnętrzu sprawiły, że również na tym polu może rywalizować z młodszymi stażem konkurentami. Udało się przy tym zachować charakterystyczny styl marki, który stanowi bardzo ciekawą alternatywę dla niemieckich modeli, które od lat dominują w segmencie premium.

Michał Domański


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy