Reklama

BMW Z4 M40i - rasowy roadster do jazdy na co dzień

Klasyczny roadster BMW zniknął z rynku trzy lata temu, a jego powrót wcale nie był od początku przesądzony. Auto szczęśliwie weszło jednak do produkcji, a na tle poprzednika wyróżnia się nie tylko stylistyką, ale i powrotem do materiałowego dachu.

W dzisiejszych czasach producenci coraz częściej rezygnują z niszowych modeli, nawet jeśli bardzo zawiodą tym swoich fanów. Obecnie jednak coraz mniejszą uwagę przywiązuje się do tego, na ile dane auto wpływa na postrzeganie marki, a skupia wyłącznie na zyskowności. Stworzenie niszowego roadstera, którym wiele osób będzie się zachwycać, ale mało kto kupi, nie jest decyzją, która zachwyci księgowych.

Reklama

Z tego też powodu, kiedy z rynku zniknęła druga generacja Z4, BMW nie tylko nie miało gotowego następcy, ale nawet nie było przekonane, czy warto w niego inwestować. Na szczęście Bawarczykom udało się podjąć rozmowy z Toyotą, która z kolei chciała powrotu na rynek Supry, ale również odstręczały ją koszty stworzenia nowego, niszowego modelu. Na pierwszy rzut oka lepiej wyszło na tym BMW, ponieważ nowe Z4 nie tylko wygląda jak model niemieckiej marki, ale ma także typowe dla niej wnętrze. Czy jest to zatem pełnokrwisty "Bawarczyk", czy może da się w nim dostrzec domieszkę Japonii?

Z pewnością nieco "orientu" znajdziemy w stylistyce Z4, a konkretnie w przednich światłach. Wyglądają oryginalnie, ale w niczym nie przypominają innych modeli producenta. Czy to dobrze, czy to źle, każdy musi ocenić sam. Z pewnością nową odsłonę niemieckiego roadstera łatwo będzie rozpoznać na ulicy. Również po smukłych tylnych reflektorach, typowych dla nowych modeli BMW. A jeśli chcecie jeszcze bardziej zwracać uwagę na ulicy, to koniecznie zainwestujcie w pakiet sportowy M (seryjny w testowanej wersji) oraz matowy lakier z oferty BMW Individual.

Wnętrze to już typowe BMW, co jest oczywiście zaletą, ale nie do końca przekonuje nas przesadnie minimalistyczny panel klimatyzacji (jego obsługa mogłaby być wygodniejsza) oraz wirtualne zegary, które ładnie wyglądają, ale są mało czytelne i nie dają możliwości zmiany sposobu prezentowania wskazań. Dużym plusem jest natomiast obsługa systemu multimedialnego, który ma co prawda ekran dotykowy, ale Bawarczycy pozostali też przy wygodnym, centralnie umieszczonym pokrętle.

Samo wnętrze jest całkiem przestronne, oczywiście jeśli pamiętamy, że mamy do czynienia z dwuosobowym roadsterem o długości nieco ponad 4,3 m. Nawet wysocy kierowcy powinni się tu odnaleźć i nie odkryć w sobie klaustrofobii. Bagażnik ma całkiem niezłe 281 l, a długie przedmioty można przewieźć, korzystając z otworu na narty. Pojemność kufra nie zależy od pozycji dachu, ponieważ ponownie jest on materiałowy i chowa się do skrytki za fotelami.

Już bazowe Z4 (20i, 197 KM) może pochwalić się naprawdę dobrymi osiągami, przyspieszając do 100 km/h w 6,6 s. My jednak testowaliśmy topową - M40i, która jako jedyna ma sześciocylindrowy silnik pod maską. 3-litrowa jednostka generuje 340 KM (5000-6500 obr./min) i maksymalny moment obrotowy wynoszący 500 Nm (1600-4500 obr./min). To naprawdę sporo, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że odmiana ta waży niemało - 1,6 t. Nie przeszkadza jej to w osiągnięciu 100 km/h w zaledwie 4,5 s.

Subiektywne wrażenia są jeszcze lepsze, a to za sprawą świetnie brzmiącego wydechu, który podczas jazdy bez dachu słychać wyjątkowo dobrze. Rasowy warkot podczas przyspieszania oraz wystrzały, kiedy w odpowiednim momencie zdejmiemy nogę z gazu, za każdym razem wywołują szeroki uśmiech, wzmagając wrażenia z jazdy sportowym samochodem.

I wrażenie takie nie opuszcza nas również na krętej drodze. To prawda, że auta z otwartym nadwoziem mają pogorszoną sztywność oraz nadwagę, co nie pomaga podczas szybkiego pokonywania zakrętów. Z4 okazuje się  jednak bardzo zwarte i zwinne, w czym pomaga niewielki rozstaw osi (2470 mm) oraz precyzyjny i świetnie wyważony układ kierowniczy. Pochwalić należy również zawieszenie z adaptacyjnymi amortyzatorami (seryjne w testowanej wersji), które, zależnie od ustawienia, zapewnia niezły komfort, albo bardzo zwarte zachowanie na zakrętach. O jak najlepszą trakcję dba z kolei sportowy dyferencjał, który może niezależnie rozdzielać moc między tylnymi kołami. Chyba że wyraźnie przesadzimy z gazem na łuku - wtedy Z4 z łatwością zarzuci tyłem, zachęcając do driftu.

Nowa odsłona roadstera BMW jest dokładanie taka, na jaką liczyliśmy. Zwarta, dynamiczna i dająca ogromną frajdę z jazdy. W testowanej wersji również podczas jazdy na wprost, dzięki pełnemu charakteru silnikowi, zapewniającemu prawdziwie sportowe osiągi i świetną "ścieżkę dźwiękową". Auto pozostaje przy tym całkiem wygodne i nie męczy również podczas jazdy w korku. Z4 jako "daily"? Czemu nie!

Wady? Mówimy o aucie niszowym, który kierowany jest do bardzo konkretnego odbiorcy. I jako taki świetnie spełnia oczekiwania, jakie można mieć wobec samochodu tej klasy. Największym problemem jest oczywiście cena, która w przypadku wersji M40i wynosi 292 700 zł. A w pełni wyposażony egzemplarz to już 350 tys. zł. Kwota wyraźnie większa, niż opracowana wspólnie Supra, która z kompletnym wyposażeniem kosztuje 315 tys. zł. Trzeba jednak pamiętać, że roadstery zawsze są droższe, niż coupe, a do tego porównujemy markę premium z popularną. Z4 ma też tę zaletę, że pod każdym względem jest typowym BMW i nie ma tu niczego, co sugerowałoby współpracę z innym producentem. Czego nie można powiedzieć o Suprze.

Michał Domański


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama