Reklama

Pomysł na biznes. Przywiozą ci wiadro z prądem!

​Gdy w czasie jazdy skończy nam się paliwo, na pomoc liczyć można chociażby ze strony znajomych, assistance czy taksówkarzy. Ci - za "drobną opłatą" - chętnie poratują nas piątką bezołowiowej. Problem pojawia się jednak, gdy w podobnych warunkach zabraknie "paliwa" w samochodzie elektrycznym. Co wówczas?

W Ameryce znaleźli już rozwiązanie. Działająca na obszarze Massachusetts firma o nazwie SparkCharge oferuje możliwość awaryjnego doładowania waszego auta. Usługa obecnie dostępna jest głownie na terenie dużych miast, jak San Francisco i Los Angeles. W innych regionach, jak np. w Dallas czy Nowym Jorku, firma korzysta z usług podwykonawców. Jak to działa?

Reklama

By wezwać pomoc należy skorzystać z aplikacji mobilnej BoostEV. Za jej pomocą kierowca unieruchomionego elektryka może poinformować mobilnego dostawcę energii o lokalizacji pojazdu i zadeklarować konkretną liczbę potrzebnych mu kilowatogodzin. Po złożeniu "zamówienia" w drogę rusza pojazd serwisowy dysponujący odpowiednią mobilną ładowarką. Ceny? Zdaniem założyciela firmy to około 50 centów za... milę. Pamiętajmy jednak, że chodzi o sytuacje awaryjne - jak np. powrót do domu (i własnego gniazdka) czy "doczłapanie" do najbliższej wolnej ładowarki.

Podstawą systemu jest - opracowana samodzielnie przez firmę - modułowa bateria o nazwie Roadie. Ta - w zależności od liczby modułów - pomieścić może: 7, 10,5 lub 14 kWh i pełni funkcję przenośnej ładowarki dużej mocy. Urządzenia są na tyle małe, że mieszczą się w bagażnikach samochodów osobowych. Nie znaleźliśmy jednak informacji o tym, czy sam dostawca energii przywiezie nam upragnione "wiadro z prądem" samochodem elektrycznym... Operator systemu elektrycznego assistance reklamuje Roadie jako ultra-szybką ładowarkę, która jest w stanie "tankować" nasz pojazd w tempie jednej mili na minutę.  

Przenośna ładowarka dużej mocy to tylko jeden z pomysłów na "awaryjne" przedłużenie zasięgu samochodu elektrycznego. W ubiegłym roku na inne ciekawe rozwiązanie wpadła francuska firma EP Tender. Jej pomysł polegał na stworzeniu systemu - dostępnych na żądanie - niewielkich, jednoosiowych przyczep. Co zabawne, początkowo na przyczepkach montowane były niewielkie agregaty prądotwórcze! Obecnie udało się jednak skonstruować model, który jest po prostu dodatkowym modułem baterii.

Ciekawy pomysł w praktyce ma jednak sporo wad. Sama przyczepka może wprawdzie służyć jako przewoźny bank energii, ale wyłącznie w formie ładowarki. Oznacza to, że w trasie zmuszeni będziemy do rozłączenia zestawu i podłączenia naszego samochodu "do ładowania" właśnie za pomocą przyczepki. Większość aut ma bowiem porty ładowania z przodu lub, wzorem wlewów paliwa, po bokach pojazdu. By przyczepka pełniła rolę dodatkowego modułu, z którego można korzystać w czasie jazdy, trzeba by dokonać poważnych zmian w konstrukcji pojazdu. To kłóci się jednak z ideą pomysłu, która zakłada wynajmowanie okazyjne przyczep przez kierowców pokonujących dłuższe dystanse...
PR

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje