Reklama

Czy da się naładować auto elektryczne w domu?

​Volkswagena ID.3 można nasycać energią w trojaki sposób: z profesjonalnych ładowarek o dużej mocy, z domowych urządzeń, zwanych wallboxami, oraz z gniazdek standardowej sieci elektrycznej 230 V. Postanowiliśmy wypróbować tę trzecią metodę...

W bagażniku testowanego przez nas samochodu znaleźliśmy służący do tego przewód. Niestety, zbyt krótki, by sięgnął do kontaktu na ścianie budynku, do  którego zamierzaliśmy się podłączyć.

Reklama

Postanowiliśmy zatem skorzystać z przedłużacza. I... I na sterowniku fabrycznego kabla zaświeciła się czerwona lampka, oznaczająca błąd, a na wyświetlaczu w kabinie pojawił się napis: "przestrzegaj wskazówek na stacji ładowania lub użyj innej stacji ładowania". Co robić? Poddać się? Nigdy! Przypomnieliśmy sobie o jednym z Praw Murphy'ego, które mówi: "gdy wszystko inne zawiedzie, zajrzyj do instrukcji". 

Podążyliśmy za tą radą, aczkolwiek bez entuzjazmu, bo jak wiadomo uciekanie się do oficjalnych podręczników postępowania ze sprzętem technicznym uwłacza godności prawdziwego Polaka -mężczyzny. W instrukcji przeczytaliśmy, że "Przewód do ładowania dla gniazdek sieciowych należy zawsze podłączać bezpośrednio do gniazdka sieciowego. Przewodu ładowania nie wolno stosować razem z przedłużaczem, bębnem kablowym, listwą zasilającą sieciową lub adapterem, np. adapterem podróżnym albo sterownikiem czasowym. W przeciwnym razie może dojść do urazów wskutek pożarów i uszkodzenia przewodu ładowania lub  domowej instalacji elektrycznej".

Zacytowany powyżej fragment tekstu był opatrzony nagłówkiem "Ostrzeżenie" oraz wykrzyknikiem. Perspektywa spalenia domu lub cudzego samochodu nie wyglądała zanadto nęcąco, jednak postanowiliśmy kontynuować ryzykowne próby, wyciągając kolejny przedłużacz, grubszy, z przewodem o większym przekroju. Bingo, zadziałało! Na sterowniku czerwoną lampkę zastąpiły trzy zielone. Wszystko jest ok.

Niestety, mina nam nieco zrzedła, gdy ponownie spojrzeliśmy na wyświetlacz w kabinie. Był poniedziałek, godzina 12:38, tymczasem komunikat na ekranie informował ni mniej ni więcej, że napełnianie akumulatora w naszym ID.3 zakończy się we... wtorek o 6:12, czyli za 17 godzin i 35 minut! Choć nie startowaliśmy przecież od zera, lecz z poziomu 37 proc. Nie pozostało nic innego, jak czekać...

Cierpliwości starczyło nam na niespełna trzy godziny, do około 15:30. Stopień naładowania akumulatora wzrósł w tym czasie do 46 proc., a zasięg samochodu o 28 kilometrów - ze 103 do 131 km. Ile to kosztowało? Otóż dokładnie nie wiadomo. Licznik energii pokazał zużycie 8 kilowatogodzin, ale w tym czasie funkcjonowały inne domowe odbiorniki energii: pracowała lodówka, czuwał sprzęt rtv itp. 

Przyjmijmy więc orientacyjnie, że doładowanie samochodu pochłonęło 7 kWh. Według najpopularniejszej taryfy energii elektrycznej, G11, dla gospodarstw domowych w Polsce, 1 kWh kosztuje średnio ok. 0,62 zł (wygląda to różnie zależnie od rejonu kraju; dane z maja 2020 r., uwzględniające cenę samej energii i opłaty dystrybucyjne). Łatwo obliczyć, że przy takiej cenie zyskanie 1 km zasięgu "elektryka" kosztowało nas 15,5 grosza (0,62 mnożymy razy 7 i wynik dzielimy przez 28). Przejechanie 100 km - 15,50 zł. Dwukrotnie mniej niż w przypadku samochodu spalinowego (przy spalaniu 7 l/100 km i cenie paliwa 4,70 zł za litr).

Wnioski? Naładowanie Volkswagena ID.3 ze zwykłego, domowego gniazdka jest możliwe, chociaż trwa bardzo długo. Mimo, że nam nie przydarzyło się nic złego, radzimy posłuchać ostrzeżeń z instrukcji i dla bezpieczeństwa nie korzystać z żadnych przedłużaczy. Dla wygody, o ile dysponujemy garażem i pozwolą na to warunki techniczne, warto zamontować wallbox, który wydatnie przyspiesza ładowanie. Można rozważyć przejście na taryfę G12 ze zróżnicowanymi cenami energii, inną w dzień, a inną w nocy lub, jeszcze lepiej, pomyśleć o instalacji fotowoltaicznej.             

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL