Reklama

Polskie drogi

Pieszy wtargnął na jezdnię? Kierowcy grozi wiele lat więzienia

23-letni Krzysztof Staszak śmiertelnie potrącił pieszego na pasach. Choć był trzeźwy, udzielał pierwszej pomocy i twierdzi, że mężczyzna wtargnął na jezdnię, śledczy postawili mu zarzut umyślnego potrącenia i aresztowali. Reporterzy programu "Interwencja" dotarli do nagrania, które zaprzecza ustaleniom śledczych. Widać na nim, że pan Krzysztof nie chciał wjechać w pieszego i hamował.

Krzysztof Staszak mieszka z rodzicami w Zarębie na Dolnym Śląsku. Mężczyzna na co dzień opiekuje się niepełnosprawnym ojcem i matką, a także dwiema schorowanymi babciami. Pan Piotr walczy z guzem mózgu, a pani Karina traci wzrok. Gdyby nie ich syn, nie byliby w stanie samodzielnie funkcjonować. Los ich nie rozpieszcza, a pan Krzysztof niebawem może trafić na długie lata do więzienia

 - Krzysztof pomaga nam we wszystkim. Pomaga przede wszystkim mnie z racji, że jestem po przejściach chorobowych, to wiele rzeczy nie mogę robić. I on to wykonuje - opowiada Piotr Staszak, ojciec Krzysztofa.

Reklama

- W okresie zimowym syn przywoził opał dla jednej i drugiej babci. Robił zakupy spożywcze. Starał się swoje obowiązki łączyć z naszymi potrzebami - dodaje Karina Staszak, matka Krzysztofa.

"Odwrócił się i zaczął biec" 23-latek jest studentem informatyki na Politechnice Wrocławskiej. By zapewnić byt rodzinie, musi też pracować. 20 marca jechał znaną mu doskonale drogą do swojego kolegi po notatki na zajęcia. Według relacji pana Krzysztofa, w Olszynie pieszy wtargnął na przejście. Mężczyzna niestety śmiertelnie go potrącił.

- To był wieczór, padał śnieg, z naprzeciwka nadjeżdżały samochody. Nie dość, że mnie oślepiły, to pieszy, który przechodził, wszedł bezpośrednio za ostatnim pojazdem. W momencie, gdy dojeżdżałem do przejścia, zobaczyłem go dopiero na środku przejścia. Próbowałem ominąć pieszego, zacząłem hamować, ale pieszy w ostatniej chwili się odwrócił i zaczął biec - relacjonuje Krzysztof Staszak

- Nie została ustalona zasadnicza kwestia: kto spowodował ten wypadek. Czy wypadek spowodowała osoba, która wtargnęła na pasy, czy też mamy do czynienia z tym, co próbuje udowodnić prokuratura: celowym potrąceniem pieszego - mówi Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik pana Krzysztofa.

"Prosili o potrącenie" Ku zaskoczeniu wszystkich prokuratura postawiła panu Krzysztofowi zarzut umyślnego potrącenia pieszego. Mężczyzna trafił do aresztu. Pod petycją w jego obronie podpisało się kilkaset osób. My dotarliśmy do nagrania i świadka zdarzenia. Jego zeznania przedstawiają całą sprawę w zupełnie innym świetle.

- Pierwszy z braci przechodził miedzy pierwszym a drugim busem. Wtargnął, potem się po coś wrócił, po coś sięgał. Tak jakby coś leżało. Może coś mu wypadło. Szli od naszego olszyńskiego CPN-u pod wpływem alkoholu, szli całą droga i prosili się o potrącenie. Tym bardziej, że alkohol też znajdował się w tych zakupach, które nieśli - twierdzi świadek wypadku.

 

- To jest kuriozum, że nasz klient trafił do aresztu. W Polsce w wielu wypadkach giną osoby. Nasz klient nie był pijany. Są przypadki, że są pijani i naćpani, ale oni nie trafiają do aresztu. Nie dokonano rekonstrukcji wypadku, więc nie można odtworzyć tego, co tam się wydarzyło. Zapoznaliśmy się z dokumentacją prokuratury, która stwierdza, że na tej drodze nie ma zakrętu, co jest absurdem, bo to jest zakręt, z którego wyjechał nasz klient - tłumaczy Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik pana Krzysztofa.

Znajomi nie wierzą w winę - Kierowca umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i jadąc z nadmierną prędkością wjechał na przejście dla pieszych, po którym prawidłowo poruszał się pokrzywdzony - informuje Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Na pytania, czy prokuraturze udało się ustalić z jaką prędkością jechał, odpowiada, że w tej sprawie "zostanie powołany biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych".

Sąd zwolnił pana Krzysztofa z aresztu. Dzięki temu mężczyzna mógł wrócić do swojej rodziny. Znajomi nie wierzą w jego winę. On sam po przeżytej traumie liczy, że nie będzie już musiał wracać do więzienia.

Polsat News

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL