Reklama

Polskie drogi

Pierwsza śmiertelna ofiara „anglika”? Kierowca uciekł, ale już został zatrzymany

Policjanci z Nowego Targu znaleźli sprawcę śmiertelnego wypadku, do jakiego doszło w Szaflarach na Zakopiance.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący zielonym  autem typu kombi  uderzył w wyprzedzaną - jadącą w stronę Zakopanego - Toyotę Yaris, spychając auto na przeciwległy pas ruchu. Osobowa Toyota zderzyła się wówczas z nadjeżdżającym z przeciwka Fordem Fiestą.

Kierująca Yarisem 59-letnia kobieta - mieszkanka Nowego Targu - zginęła na miejscu. Podróżująca Fordem Fiestą 52-latka, z poważnymi obrażeniami, śmigłowcem, przetransportowana została do szpitala.

Jak informuje Tygodnik Podhalański  policjanci poszukiwali  sprawcy wypadku  od  rana, apelowali również do świadków wypadku.  Dwie godziny temu kierowca auta został zatrzymany i w najbliższym czasie  zostanie przesłuchany w prokuraturze. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku. 
Policja jednak powściągliwie wypowiada się na temat sprawy. - Mogę potwierdzić, że mężczyzna został zatrzymany. O jego dalszych losach zdecyduje prokurator - podkreśla podkomisarz Roman Wolski, rzecznik nowotarskiej policji. - Nadal apelujemy do świadków wypadku, aby kontaktowali się z nowotarską komendą - dodaje.

Reklama

A jak jakiś szaleniec jadący "anglikiem", będzie starał się wyprzedzić wszystko co się rusza?

Wielokrotnie zgłaszaliśmy wątpliwości, co do sensowności szerokiego otwarcia granic dla "anglików". Dziwiliśmy się postawie urzędników z Brukseli, którzy, na co dzień wręcz przeczuleni w kwestii bezpieczeństwa ruchu drogowego, w tym akurat przypadku uznali nadrzędność zasad wolnego, nieskrępowanego handlu w Unii Europejskiej.

 Podejrzewaliśmy, że ich upór wynika z braku znajomości polskiej specyfiki. Z punktu widzenia Niemca, Holendra czy Francuza sprowadzanie samochodów z kierownicą po prawej stronie do kraju, w którym obowiązuje ruch prawostronny, ma znaczenie zupełnie marginalne, dotyczy jedynie przesiedleńców z Wielkiej Brytanii oraz grupki kolekcjonerów i dziwaków. Nie ma zatem o co kruszyć kopii.

Co ciekawe, entuzjazmu z nowych możliwości nie wyrażają też na ogół internauci. Do nielicznych zwolenników wprowadzanych właśnie w życie zmian w prawie należy m.in. "jj". "10 lat jeżdżę furgonetką do Polski z kierownicą po prawej stronie (...). Są wady i są zalety, nocą widzę lepiej pobocze i mniej mnie oślepiają mijające samochody. Czy gorsza widoczność przy wyprzedzaniu, dyskusyjne. Może dla szaleńca, który stara się wyprzedzić wszystko, co się rusza to tak, dla kierowcy, który pracuje, liczy się co innego" - pisze, a w innym miejscu dodaje: "Do kierownicy z prawej strony przyzwyczaiłem się po ....10 km."

"Wolę jeździć angielskim cls-em, niż chłamem od niemco-turka z milionowym przebiegiem" - deklaruje z kolei komentator podpisujący się nickiem "wrotki".

"Mieszkałem w uk 5 lat, przez 2 lata jeździłem tam polskim autem i jakoś wypadku nie miałem. Jeździłem również anglikiem w Polsce i nie miałem problemów. Jak ktoś jest rozważny i ogarnięty, to sobie da radę" - dzieli się własnymi doświadczeniami "ziom".

A "rys" dostrzega inne zalety płynące z użytkowania "anglików: "W końcu będzie można porozmawiać normalnie z kierowcą obok, stojąc w korku czy na światłach. A i z fajną laską na chodniku pobajerzyć będzie można. Fajnie."

Przeciwników otwarcia rynku dla aut nieprzystosowanych w pełni do ruchu prawostronnego jest jednak dużo więcej.

"Dopiero będą dzwony na drodze. Przecież od swojej strony jadąc za tirem on nic nie widzi przy wyprzedzaniu. Chyba, że ma koło siebie pasażera to mu powie. Co za głupota panuje na tym świecie. Strach się bać. I nikt mi nie powie, że to bezpieczne. Znajomy jeździł jakiś czas peugeotem anglikiem i dobrych wrażeń nie miał. Sam  nawet mówił, że jeżeli chodzi o wyprzedzanie zza jakiegoś wysokiego pojazdu to masakra jakaś to jest. (...) Co za cynizm i głupota. Dokąd ten świat zmierza" - oburza się "many95678".

"Co za głupota! Jak wyprzedzać jeśli NIC nie widzisz???" - podziela jego opinię "john".

"Powinien być nakaz żeby w anglikach jeździć parami, jeden patrzy, drugi jedzie" - proponuje "Maciek".

"A więc tak ma wyglądać to stopniowe zmniejszenie liczby populacji..., jak nie śmieciowe jedzenie, chemia w warzywach i owocach, to zatruwanie wody odpadami, a teraz dojdzie do tego jeszcze wzrost liczby śmiertelnych wypadków. Świat zwariował, no ale kasa musi się kręcić, szkoda tylko, że normalny człowiek jej nie zobaczy..." - snuje spiskowe teorie "Trek".

"Jestem diagnostą i żaden anglik nie przejdzie u mnie testu, znajdę takie rzeczy, że się odechce anglika raz na zawsze" - zapowiada, jakżeby inaczej, "diagnosta".

Nie brakuje też dowcipnisiów.

"Jeszcze drobna poprawka ustawy i będzie można anglikiem na rondzie skręcać w lewo" - ironizuje "waldi".

"Elżbieta II płakała jak sprzedawała" - twórczo dopasowuje do nowej sytuacji znane powszechnie powiedzenie "handlarz". 

Ci, którzy obawiają się masowej obecności na naszych drogach aut z kierownicą po prawej stronie, pokładają nadzieje w firmach ubezpieczeniowych. Liczą, że zniechęcą one potencjalnych właścicieli "anglików" zaporowymi stawkami OC. Tymczasem owszem, niektóre z nich zapowiadają podwyżkę cen polis dla takich samochodów, inne jednak tego nie czynią, zapowiadając jedynie, że będą obserwować sytuację i "na bieżąco monitorować szkodowość".

Tak zresztą, jak przewidział internauta "As", pisząc: "Nie będzie wyższych stawek. Firma oferująca stawki normalne zdobędzie ogromną ilość klientów, tym samym zarobi mnóstwo kasy na ,,anglikach''. Wątpię, żeby inne pozwoliły sobie na taką stratę. Nie dajcie się nabrać na te bzdury."



 

 






INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: angliki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy