Reklama

Polskie drogi

Czerwone światło, ograniczenie? Nieważne, gdy się wiezie polityka!

Znawcy polityki mówią, że nie ma polityków, którzy nie mają się czego wstydzić, są tylko jeszcze nienagrani. A lista tych nagranych wydłuża się z każdą chwilą.

Gdy Donald Tusk wsiadł za kierownicę Skody Superb i dał się złapać jadąc w terenie zabudowanym 107 km/h, posypały się na niego gromy. Tymczasem przewodniczący PO dołączył do grona przeszło 63 tysięcy kierowców, którzy za takie samo przewinienie stracili prawo jazdy na 3 miesiące w samym tylko 2020 roku.

Wśród osób, które Tuska nie oszczędzały był szef MSWiA Mariusz Kamiński (PiS). Chwilę po wywiadzie, w którym zrugał byłego premiera, Kamiński wsiadł do samochodu, który na jednej z warszawskich ulic rozpędził się do ponad 90 km/h. Kamiński o punkty i mandat nie musi się jednak martwić - za kierownicą samochodu siedział jego kierowca, który powinien otrzymać mandat w wysokości 300-400 zł i 8 punktów karnych.

Reklama

Za kierowcą schroniła się też Elżbieta Witek (PiS). Marszałek Sejmu po wizycie w telewizji Polsat, wsiadła do Audi, a jej kierowca ruszył do sejmowego hotelu. Prędkość przekroczył o niemal 40 km/h, osiągając 88 km/h w terenie zabudowanym. Do tego dołożył... przejazd na czerwonym w świetle. Te wykroczenia oznaczają dwa mandaty na kwoty 200-300 zł i 300-500 zł.

Dodatkowo kierowca, wiozący ważną polityk partii o dumnie brzmiącej nazwie Prawo i Sprawiedliwość, powinien dostać 12 punktów karnych. Wszystko udokumentowali dziennikarze "Faktu"...

Taka brawurowa jazda po terenie zabudowanym nie jest cechą typową wyłącznie dla polityków wyższego szczebla. Przykładowo prezydent Krakowa Jacek Majchrowski został nagrany, gdy wiozący go Lexusem kierowca jechał z prędkością ponad 100 km/h ulicą, na której ograniczenie prędkości wynosi 80 km/h. 

W tym wypadku jest to o tyle kuriozalne, że Kraków robi co się da, by sparaliżować ruch samochodowy w mieście, na potęgę zwężając drogi, budując na ulicach prawdziwe zasieki, czy zabierając pasy ruchu i oddając je rowerzystom, nazywając to "budowaniem dróg rowerowych". Wszystko to - oficjalnie - w imię bezpieczeństwa ruchu drogowego... W efekcie miasto stoi w sztucznie wywołanych korkach, a samochody niepotrzebnie emitują nadmierne ilości spalin.

Cóż, jak widać, łamanie przepisów ruchu drogowego nie zależy od przynależności partyjnej...

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje