Kara za parkowanie pod marketem. Kierowcy często płacą niepotrzebnie
Kartka za wycieraczką, kwota 100-150 zł i hasło opłata dodatkowa. Dla wielu kierowców to wystarczający sygnał, by zapłacić bez dyskusji. Problem w tym, że w zdecydowanej większości przypadków nie jest to mandat, lecz wezwanie do zapłaty wystawione przez prywatną firmę. Różnica jest zasadnicza - także z punktu widzenia prawa i realnych konsekwencji finansowych.

W skrócie
- Opłata za parkowanie pod marketem najczęściej nie jest mandatem, lecz wezwaniem do zapłaty od prywatnej firmy.
- Za nieprzestrzeganie regulaminu parkingu odpowiada wyłącznie kierowca, a nie właściciel pojazdu.
- Przed zapłatą warto zakwestionować roszczenie i zażądać kopii umowy oraz faktury.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kara za parkowanie pod marketem to nie mandat
Parkingi przy marketach, dyskontach i restauracjach coraz częściej obsługiwane są przez zewnętrznych operatorów. Ich celem jest wymuszenie rotacji miejsc postojowych i ograniczenie długotrwałego parkowania przez osoby niekorzystające z oferty sklepu. W praktyce oznacza to system darmowych biletów na określony czas, zwykle 60 lub 90 minut albo rejestrację numeru rejestracyjnego w parkomacie.
Jeśli kontroler nie znajdzie biletu za szybą lub system wykryje przekroczenie czasu postoju, za wycieraczką ląduje kartka z informacją o opłacie dodatkowej, najczęściej w wysokości 100-150 zł. Jak podkreślają prawnicy, nie jest to mandat w rozumieniu prawa. Mandat może nałożyć wyłącznie uprawniony organ, taki jak policja lub straż miejska. Prywatny operator parkingu nie ma takich kompetencji.
Czy karę za parkowanie pod sklepem trzeba płacić?
Jeżeli kierowca faktycznie naruszył regulamin parkingu - nie pobrał biletu, przekroczył darmowy czas postoju lub zaparkował wbrew zasadom, zarządca ma prawo dochodzić należności. Nie oznacza to jednak automatycznego obowiązku zapłaty każdej wystawionej opłaty.
W praktyce wiele takich kar wynika z drobnych błędów: bilet został zabrany z auta, położony niewłaściwą stroną, wpisano błędną cyfrę numeru rejestracyjnego albo regulamin był nieczytelny lub źle oznaczony. Mimo to kierowcy często płacą z obawy przed dalszymi konsekwencjami.
Warto wiedzieć, że prywatna firma nie może prowadzić egzekucji administracyjnej. Bez wyroku sądu nie zajmie konta ani nie skieruje sprawy do komornika. Pisma określane jako przedsądowe wezwania do zapłaty mają przede wszystkim wywołać presję psychologiczną.
Odpowiedzialność kierowcy, nie właściciela auta
Kluczowa różnica między parkingiem prywatnym a miejską strefą płatnego parkowania dotyczy odpowiedzialności. W przypadku parkingów prywatnych odpowiada wyłącznie kierowca, a nie właściciel pojazdu. To z kierowcą zawierana jest dorozumiana umowa postoju.
Operator może uzyskać z CEPIK dane właściciela samochodu, ale nie ma narzędzi, by ustalić, kto faktycznie prowadził pojazd. Co istotne, nie istnieje obowiązek wskazywania kierowcy - taki obowiązek mogą nałożyć wyłącznie policja lub Inspekcja Transportu Drogowego. Prywatna firma może jedynie o to poprosić.
Jak odwołać się od opłaty parkingowej?
Jeśli kierowca decyduje się na reakcję, powinien działać rozważnie. Składanie reklamacji często wiąże się z podaniem pełnych danych osobowych, co może ułatwić operatorowi dalsze kroki. Prawnicy wskazują, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest jasne zakwestionowanie roszczenia.
W praktyce warto wskazać, że nie uznaje się roszczenia, zażądać kopii umowy i faktury za rzekomo wykonaną usługę, wnieść sprzeciw wobec przetwarzania danych osobowych oraz sprzeciwić się ewentualnemu wpisowi do rejestru dłużników.










