Syrena 105 czyli tęsknota za szarością

Uroczyście uczciliśmy 25. rocznicę Sierpnia i narodzin Solidarności. Malkontenci narzekają, że od tego czasu nic się w Polsce nie zmieniło, a jeżeli nawet tak, to wyłącznie na gorsze. Wierutna bzdura.

Zmieniło się wszystko (no, prawie wszystko) i konstatacja ta dotyczy również motoryzacji.

Właśnie w 1980 r., kilka miesięcy przed pamiętnymi wydarzeniami na Wybrzeżu, stałem się właścicielem pierwszego samochodu. Była to syrena 105 L, nówka. Miała jaskrawożółty lakier (jak się poniewczasie okazało kolor ten wabił chmary owadów), duży bagażnik i, w odróżnieniu od swoich poprzedniczek, lewarek zmiany biegów w podłodze. Wyglądała poczciwie, choć psuła się niemiłosiernie. Kupiona na giełdzie kosztowała 150 tys. złotych, równowartość 25 ówczesnych średnich pensji. Oficjalna cena takiego auta wynosiła około 80 tys. zł, ale cóż - kto chciał jeździć, musiał przepłacać.

Reklama

Samochody bowiem, jak wszelkie inne towary, należały do dóbr deficytowych. Rozdawnictwo talonów, uprawniających do nabycia pojazdu po urzędowej cenie, stanowiło jeden z ważnych atrybutów władzy ludowej. Kto nie należał do grona uprzywilejowanych, starał się radzić sobie inaczej. Przedstawiciele prywatnej inicjatywy, marynarze, eksportowi budowlańcy, krewni hojnych zagranicznych wujków itp. kupowali horrendalnie drogie (w odniesieniu do przeciętnych krajowych zarobków) auta w tzw. eksporcie wewnętrznym, za dolary lub bony towarowe Pekao. Cierpliwi latami czekali na realizację przedpłat. Farciarze liczyli na łut szczęścia w losowaniu książeczek samochodowych. Całej reszcie pozostawała giełda.

Albo całkowicie już dzisiaj zdezaktualizowane pojęcie "zachodniego samochodu"... Kto miał taki wóz, był paniskiem całą gębą. W połowie lat 80. gościłem znajomych z Holandii. Przyjechali fiatem regatą. Na ulicach Krakowa niewielu było takich, którzy by się za tym niespecjalnie przecież ekskluzywnym pojazdem nie obejrzeli.

Młodzież jest usprawiedliwiona, rzeczywiście może nie znać motoryzacyjnych realiów PRL. Starsi powinni je jednak pamiętać. Także o długich kolejkach przed stacjami benzynowymi, o kartkach na paliwo, o permanentnym braku części zamiennych, o upokorzeniach i kosztach związanych z wizytami w państwowych serwisach. Powinni pamiętać, lecz pogrążeni w niezrozumiałej tęsknocie za socjalistyczną przeszłością najwyraźniej zdają się o nich zapominać. Szkoda. (ym)

Porozmawiaj na Forum.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Syrena
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy