Pokazujesz środkowy palec? Czujesz się wtedy bardziej europejski?

Patrząc na zachowania uczestników ruchu w naszym kraju, można odnieść wrażenie, że adrenalina aż buzuje, że poziom agresji jest taki, iż wystarczy drobny incydent, a niektórzy od razu startują z pięściami. Zaś kultura osobista to pojęcie już dawno zapomniane...

Panie baranie

Reklama

Na zatłoczonych ulicach miast często zdarza się, że ktoś popełni błąd, ktoś zajedzie nam drogę, nieostrożnie zmieni pas ruchu, zmuszając nas do hamowania, zagapi się po zapaleniu sygnału zielonego itd., itp. Albo nieostrożny pieszy wejdzie na jezdnię, przebiegnie przez naszym autem.

I co się dzieje wówczas, gdy nastąpi jakiś drobny incydent, nieporozumienie? Najczęściej zaczynamy trąbić, wygrażać, pokazywać różne niewyszukane gesty. Niektórzy opuszczają szybę i również werbalnie wyrażają swoją opinię. W takich wypowiedziach najczęściej dominują zwroty: "Ty ......" I tu można sobie wstawić dowolne obraźliwe czy wręcz wulgarne epitety. Okazuje się, że bardzo łatwo potrafimy kogoś obrazić, zmieszać z błotem z najbardziej błahego powodu.

Notabene, niezależnie od relacji wiekowych pomiędzy uczestnikami zdarzenia, zbulwersowany kierowca od razu przechodzi na "ty", nie bacząc czy adresatem jego wypowiedzi jest nastolatek, czy ktoś dużo od niego starszy. Pewnie dlatego, że łatwiej powiedzieć do kogoś "ty baranie" niż "panie baranie"...

Gest Kozakiewicza czy gest małpy?

Dawnymi laty oburzenie kierowców wyrażało się pukaniem w czoło, a w bardziej skomplikowanych sytuacjach - pogrożeniem pięścią. Życie idzie jednak w naszej kochanej ojczyźnie z postępem, przynajmniej w tej kwestii. W czasach naszych rodziców w modzie był gest Kozakiewicza, czyli zgięcie w łokciu ramienia. Kiedy nastała tzw. transformacja ustrojowa, rodacy zapatrzyli się z zachwytem we wszystko to, co zachodnie. No i przywędrował do nas wulgarny gest, pokazywany środkowym palcem, robiąc furorę wśród polskiej młodzieży. Widocznie pokazujący go osobnicy uważają, że są dzięki temu bardziej europejscy... Ale czy bardziej cywilizowani?

Niewątpliwie jesteśmy jednak w czołówce, jeśli chodzi o małpowanie, czyli naśladowanie. Środkowy palec pokazują obecnie już nie tylko chuligani czy tzw. żule, ale także aktorzy, politycy, muzycy, a nawet przedszkolaki... I to jest chyba najsmutniejszy wniosek.

Warto wiedzieć, że ten gest jest w prostej linii oznaką chamstwa i prostactwa, a osoba go pokazująca wystawia sobie natychmiast jednoznaczne świadectwo. Innymi słowy, od razu widać, z kim mamy do czynienia.

Jak ci zaraz...

Nie daj Boże, jeśli zwymyślany kierowca lub pieszy ma zastrzeżenia co do zwróconej mu uwagi, albo - co gorsza - odwzajemni jakiś gest lub coś odpowie w podobnej tonacji. Wtedy odzywa się w niektórych z nas "rycerski duch". Tak? To ja ci zaraz przy... (i tu można sobie wstawić różne, powszechnie znane końcówki).

Bojowy kierowca wyskakuje z samochodu i udaje się w kierunku drugiego uczestnika ruchu, zamierzając ręcznie (lub nożnie) "wymierzyć sprawiedliwość". Czasem kończy się na pogróżkach, a niekiedy idą w ruch pięści. Jeżeli atakowany kierowca nie chce nawiązać otwartego pojedynku i na przykład zamknie się w aucie, wówczas urywane są lusterka, kopane drzwi itd.

Oczywiście wszystko zależy od relacji sił. Jeśli w drugim samochodzie siedzi czterech umięśnionych facetów, to wówczas napastnik zazwyczaj szybko się wycofuje i odgraża się już tylko po cichu, albo opowiada wiezionej pasażerce, co mógłby im zrobić, gdyby tylko chciał. Jeśli jednak atakowany kierowca lub pieszy jest słabszy i sam, wówczas napastnik może się wyżyć i pokazać, jakim to jest supermanem...

Jesteśmy w Europie czy w dżungli?

Swego czasu, kiedy Polska miała wstąpić do Unii Europejskiej, na każdej ulicy wielkie bilboardy emanowały hasłem: "Jesteśmy europejczykami!". W domyśle miało to oznaczać aspiracje naszego kraju i społeczeństwa do wyższej kultury, większego ucywilizowania. Marzenia marzeniami, a rzeczywistość rzeczywistością...

Kiedy patrzymy na te opisane wyżej agresywne zachowania na drodze, rodzą się poważne wątpliwości. Krewcy osobnicy, wyzywający rynsztokowymi zwrotami swoich bliźnich, pokazujący wulgarne gesty, wylatujący z pięściami z samochodu, przypominają raczej, niestety, neandertalczyków.

Nie twierdzę zresztą, że tak jest tylko w Polsce. W wielu innych europejskich krajach również daje się zaobserwować wyraźny zanik pewnych wartości i obyczajów. Prostactwo i wulgarność występuje na każdym kroku, także w mediach i w filmach. Co gorsza, dzieci i młodzież zostały skutecznie oduczone szacunku dla starszych. Dziś nastolatek potrafi odezwać się wulgarnie do kobiety, do osoby od siebie starszej czy do równolatka i uważa to za całkiem normalne...

Zdjęcia

Wydawać by się mogło, że powszechne obecnie wulgarne i agresywne postępki na drodze są domeną - jak to się czasem określa - trudnej młodzieży. Nic podobnego! Okazuje się, że pozbawione kultury zachowania przejawiają także starsi panowie, biznesmeni w nienagannie skrojonych garniturach, różni menedżerowie, lekarze, prawnicy, aktorzy itd. A także panie! Dama jadąca luksusowym samochodem potrafi również pokazać palec i operować rynsztokowym słownictwem.

Rozładowanie frustracji?

Życie nie jest dziś łatwe. Na co dzień mamy mnóstwo stresów, obaw, lęków. Walczymy o utrzymanie siebie i rodziny, mamy poczucie niepewności jutra, a młodzież często także brak wiary w przyszłość. Rodzi to oczywiście frustrację, która bardzo często znajduje ujście właśnie na drodze, za kierownicą samochodu.

No bo cóż łatwiejszego, niż wyładować całą swoją wściekłość na przypadkowym kierowcy czy pieszym? Nie możemy zbluzgać swojego szefa, bo zaraz stracimy pracę. Żona lub mąż co dzień mają jakieś pretensje, teściowa jeszcze dolewa oliwy do ognia, nie zapłacono nam za wykonaną fuchę, samochód się psuje i wymaga remontu, zaciągnięty kredyt wisi nam nad głową... I nagle trafia się delikwent, który zajechał nam drogę albo zatrąbił! No to do ataku! Przynajmniej sobie ulżymy. Pokażemy mu, że jesteśmy lepsi od niego! Tu nie musimy się krępować, bo on nas nie zna i my jego nie znamy. Nie musimy się przejmować, co on sobie o nas pomyśli. Tyle, że nawet jeśli wyładujemy całą swoją wściekłość i agresję, niewiele nam to pomoże w codziennym życiu. Problemy nie znikną.

Chama niczego nie nauczysz

Kiedy patrzę na te różne potyczki dorosłych ludzi, którzy z powodu błahego incydentu są gotowi skoczyć sobie do gardła, zastanawiam się, po co to robią? Czy warto ulegać aż takim emocjom? Czy walczymy o jakieś szczytne sprawy, o honor, o byt? Co chcemy w ten sposób udowodnić sobie lub innym? Rozmaite incydenty są nieuniknione w ruchu drogowym. Nas co dzień spotykamy na drodze różnych niedouczonych kierowców, pewnych siebie zarozumialców, nieudaczników, niesfornych i bezmyślnych pieszych, rowerzystów itd. Powinniśmy być na to przygotowani i umieć odpowiednio reagować. Nawet jeśli ktoś zmusił nas go hamowania, ktoś inny wpakował nam się przed maskę i utrudnił jazdę, to czy trąbiąc, wygrażając, pokazując prostackie gesty albo przystępując do rękoczynów nauczymy go czegokolwiek?

Agresja rodzi agresję. Nawet jeśli tamten kierowca wie, że postąpił nieprawidłowo, to nasze agresywne zachowanie natychmiast uwalnia go od poczucia winy. Wtedy nie myśli już o tym, co zrobił na drodze, ale o tym, że go obraziliśmy i przystępuje do obrony.

A może spróbujmy inaczej?

Wiem, że to nie takie łatwe. Że czasem dłoń sama wędruje na klakson, a pieści zaciskają się, gdy widzimy wyczyny niektórych uczestników ruchu. Niektóre słowa też cisną się na usta. Tak tak, ja też nie jestem święty! Może jednak warto spróbować innej metody? Postarajmy się w stresującej sytuacji na drodze po prostu zignorować "przeciwnika", nie używajmy klaksonu, nie wygrażajmy, nie wypowiadajmy komentarzy. Bądźmy ponad to, okażmy swoją wyrozumiałość dla jego błędów, skoro sami czujemy się lepsi. Nie dostosowujmy się do poziomu prostaka, chama, okażmy swoją obojętność.

A jeśli sami zrobiliśmy coś nie tak, grzecznie przeprośmy gestem ręki i uśmiechem. Przekonają się Państwo, że to natychmiast rozładowuje agresję.

Pewien mój kolega jest zawodowym bokserem wagi ciężkiej i z pewnością poradziłby sobie w konfliktowej sytuacji, jednym ciosem powalając agresywnego przeciwnika na ziemię. Nigdy jednak nie wdawał się w takie utarczki, potrafił przeprosić i uspokoić zdenerwowanego kierowcę. Wyjaśnił mi kiedyś: "Po co mi takie scysje, ja jestem ponad to, a boks uprawiam na ringu, a nie na ulicy. Nie sprawiłoby mi satysfakcji to, że pobiłem kogoś słabszego. A niech sobie wymyśla, wygraża, ja nie dam się sprowokować".

Myślę, że to bardzo dobra metoda. Nie dajmy się sprowokować, nie reagujmy na zaczepki, nie okazujmy agresji. Czasem taki incydent może mieć nieobliczalne skutki. Albo sami zostaniemy pobici, albo pobijemy kogoś i możemy być oskarżeni o czynną napaść. Po co nam to? Czy nie mamy innych problemów?

Polski kierowca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje