Reklama

Nowe kłopoty Tesli. Nie tak to miało wyglądać!

Kłopoty Tesli rozdział 13572940.... Tym razem amerykańska marka zaliczyła przykry incydent na trwającym właśnie salonie motoryzacyjnym w Szanghaju. Po tym, jak pewna kobieta weszła na dach prezentowanego samochodu i zaczęła wykrzykiwać pod adresem producenta poważne zarzuty, interweniować musiała ochrona.

Reklama

Incydent miał miejsce w dniu otwarcia imprezy - 19 kwietnia. Kobieta w koszulce z logo Tesli i - zapisanym po japońsku - hasłem, które w wolnym tłumaczeniu rozumieć można, jako "Tesla traci kontrolę nad hamulcami", wtargnęła na stoisko amerykańskiego producenta. 

Reklama

Zanim uporała się z nią ochrona, zdesperowanej Chince udało się wejść na dach jednego z pojazdów i wykrzyczeć listę swoich zarzutów skierowanych w stronę amerykańskiej firmy. Zdarzenie przykuło uwagę wielu osób - nagrania szybko trafiły do sieci.  

Jak donosi agencja Bloomberg, protestującą była kobieta, której rodzina o mało nie zginęła w głośnym wypadku, do którego doszło 21 lutego na chińskiej drodze krajowej nr 341. Prowadzona przez ojca kobiety Tesla model 3 zderzyła się wówczas z dwoma innymi pojazdami. Rodzina poszkodowanej zgodnie twierdzi, że powodem wypadku była awaria hamulców w ich nowej Tesli.     

Przedstawiciele amerykańskiej marki stanowczo zaprzeczają takiej wersji zdarzeń. Z danych telemetrycznych samochodu wynikać ma, że przed wypadkiem samochód poruszał z prędkością 118,5 kilometrów na godzinę, a w czasie hamowania układ (w tym ABS) "działał normalnie". W ich opinii winę za wypadek ponosi kierujący, ojciec protestującej kobiety, który prowadząc z dużą prędkością, nie zachował bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje