Reklama

Najdziwniejsze naprawy. Oni naprawdę to zrobili!

Oszczędność, potrzeba chwili i źle pojęta pomysłowość decydują o tym, że właściciel samochodu postanawia wejść w rolę mechanika. Czasem się to udaje, ale zwykle i tak skutkuje koniecznością odwiedzenia warsztatu. Bywają też przypadki wymykające się wszelkim klasyfikacjom...

Eksperci największej polskiej sieci warsztatowej - "ProfiAuto" przygotowali zestawienie najbardziej absurdalnych "samo-napraw", które finalnie musieli korygować mechanicy.

Reklama

Elektrycznie sterowane szyby mogą zepsuć się w najmniej oczekiwanym momencie. Powodem usterki najczęściej bywa awaria podnośnika lub tzw. ślizgu - plastikowej listwy prowadzącej. Tego typu usterki nie są jednak  w żaden sposób sygnalizowane. Mechanizm nagle odmawia posłuszeństwa i opuszczonej szyby nie udaje się podnieść. Zwykle właściciel samochodu nie potrafi sam dokonać naprawy i przywrócić pełnej funkcjonalności. Właściwie jedynym rozwiązaniem jest wymiana podnośnika. A co jeśli taka usterka przytrafi się nam w trasie? Tymczasowym sposobem bywa demontaż tapicerki drzwi tak, aby można było dostać się do mechanizmu sterującego, podnieść szybę i podeprzeć ją czymś od spodu. Jeden z kierowców, który zgłosił się do z takim problemem do serwisu posłużył się w tym celu... listwą przypodłogową. Tymczasowa podpórka została przymocowana do szyny prowadnicy uszkodzonego mechanizmu za pomocą popularnych "trytytek".

Do dziś spotkać można kierowców zasłaniających chłodnicę kawałkiem kartonu. To nie tylko absurdalne, ale i niebezpiecznie. Wynika z niewiedzy lub przyzwyczajeń. W samochodach z epoki PRL jednym z wielu problemów bywał mało wydolny układ chłodzenia. Silniki przy bardzo niskich temperaturach często nie były w stanie osiągnąć odpowiedniej temperatury roboczej, przez co wnętrze pojazdu wolniej się nagrzewało. Bardzo popularne rozwiązanie tego problemu stanowiło właśnie przysłonięcie chłodnicy. W niektórych Polmozbytach można było nawet kupić specjalne maskownice chłodnicy, przystosowane do różnych modeli samochodów. Współcześnie takie zabiegi nie mają najmniejszego sensu. Mimo tego, każdego roku do serwisów w okresie zimowym przyjeżdża co najmniej kilku kierowców z chłodnicami zasłoniętymi kartonem. - Układy chłodzenia są obecnie tak skonstruowane, że radzą sobie zarówno w trakcie upałów, jak i mrozów. Jeśli jest inaczej i samochód po dłuższym czasie nie osiąga optymalnej temperatury, to prawdopodobnie jest to wina uszkodzonego termostatu. Zasłonięcie chłodnicy we współczesnym samochodzie zaburzy tylko prawidłową pracę układu. Podczas jazdy z wyższą prędkością, nawet przy ujemnych temperaturach, może dojść do przegrzania silnika. To z kolei doprowadzić może nawet do wypalenia uszczelki pod głowicą, a ewentualne koszty naprawy mogą być naprawdę wysokie - wyjaśnia Adam Lehnort, ekspert ProfiAuto.

Przełączniki zespolone to jedne z elementów samochodu, których po prostu nie da się naprawić. Jedynym rozwiązaniem jest wymiana na sprawny. Te niepozorne części odpowiedzialne są za sterowanie pracą poszczególnych podzespołów elektrycznych. Jeden z kierowców, który odwiedził serwis, postanowił podejść do tego zadania kreatywnie i zastąpił przełącznik spryskiwacza szyb... domowym wyłącznikiem schodowym. Takie rozwiązanie nie wygląda dobrze, nie jest praktyczne, a co najważniejsze - to nielegalny i niebezpieczny pomysł. W razie wypadku dodatkowy element na desce rozdzielczej może spowodować uraz. Z kolei w trakcie przeglądu taka pomysłowość raczej nie spotka się z uznaniem diagnosty...

Popularny napój gazowany w układzie chodzenia? Mechanicy "ProfiAuto"  byli zdumieni, gdy zauważyli, że w samochodzie, który trafił do ich warsztatu, ktoś wcześniej w taki właśnie sposób próbował uzupełnić płyn chłodniczy. W konsekwencji uszkodzeniu uległa pompa wody, co wiązało się z koniecznością demontażu rozrządu. Niemałych kosztów robocizny i materiałów można było uniknąć, nie ulegając poradom rodem z internetowych samouczków. Napoje gazowane w typie cola rzeczywiście zawierają w sobie kwas fosforowy i kwas cytrynowy, więc czasem sprawdzają się w przypadku usuwania kamienia domowym sposobem. To, co przydatne jest przy czyszczeniu wanny, niekoniecznie służy jednak samochodowi.

Niestety - nie zawsze bywa śmiesznie. Świadczy o tym chociażby przypadek kierowcy, który zgłosił się do serwisu z obciętym i zaciśniętym przewodem hamulcowym tylnego koła. Jak podkreślają specjaliści, taki zabieg mógł doprowadzić do wypadku, a jego autor -  trafić do więzienia. To najlepszy dowód na to, że choć niektóre samodzielne naprawy bywają absurdalne, mogą być także szalenie niebezpieczne. Na szczęście mechanicy w porę usunęli usterkę. 

(INTERIA.PL/mat.pras)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje